W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Franciszka, Lamberty, Narcyza , 17 września 2019

Rozpacz mnie ogarnęła

2012-10-31

Nie będzie muralu z motywami malarstwa Andrzeja Gordona. Szłam wczoraj Wełnianym Rynkiem i jak zwykle pogapiłam się na wiadome drzwi, które widać w przejściu między Rynkiem a Zabytkową. No i oko moje złowiło nowy mural. Reklamuje on oto sklep z różnymi rzeczami, który się w tym prześwicie znajduje. Między innymi to tam sprzedawane są spreje, tak, tak, to paskudztwo w aerozolu, którym wandale niszczą nowe i stare elewacje. To paskudztwo, które dzięki „pracowitym” rękom chuliganów i dewastantów sprawia, że centrum, i nie tylko, miasta na siedmiu wzgórzach wygląda jak fawelas w Brazylii, albo mocno zaniedbane dzielnice biedoty na południu - byłam, widziałam. Znaczy - południe, bo Brazylię to ostatnio w „National Geographic”.
A mogło być tak ładnie, mógł tam powstać mural na kanwie miejskich pejzaży Andrzeja Gordona. A dlaczego tam? Bo w tym prześwicie mieściła się ostatnia pracownia Artysty, moim zdaniem najwybitniejszego, jaki mieszkał w mieście nad Wartą. Jakoś Gordon nie ma szczęścia do upamiętnienia - ulicy czy też zaułka swego imienia nie ma, bo Wysoka Rada (ach, jak ja lubię ten zwrot) nie uznała go tego zaszczytu godnym, muralu nie ma, bo nikt, poza piszącą te słowa, na to nie wpadł. Na szczęście w 20. rocznicę śmierci odbyła się bardzo szeroka retrospektywa Jego twórczości. Tyle dobrze.
A teraz wracam do strategii rozwoju gorzowskiej kultury. Już napisałam, co o niej myślę, ale nadal mi ten papier spokoju nie daję. Tak, jak wczoraj już zaznaczyłam, jednym z najbardziej kuriozalnych stwierdzeń, tego mocno niespójnego, wręcz wewnętrznie sprzecznego i nasyconego nowomową urzędniczą dokumentu, jest to, że słabością gorzowskiej kultury jest identyfikacja poszczególnych zdarzeń z nazwiskami ich twórców czy kreatorów.
Dlatego mocno się dziwię, że papier ów podpisało kilka osób. Pozwolę sobie wymienić.
Zbigniew Sejwa, artysta, dyrektor Lamusa, który mocno zmienił profil klubu, profil pisma „Lamus”, wykreował Otofoto, jest współautorem kilku filmów, autorem wielu wystaw, twórcą intrygującym i zdefiniowanym na nową sztukę, jednym słowem silna osobowość artystyczna, dość wyraźnie kojarzona z różnymi ciekawymi wydarzeniami.
Monika Kowalska, obecnie dyrektor Heliosa, przed laty reanimatorka z wielkim sukcesem DKF Megarom, twórczyni Kina Konesera w Heliosie, i to w skali krajowej, autorka programów propagujących dobre kino, autorka kilku fajnych programów artystycznych, że wspomnę tylko „Noc z kiczem” (nota bene zagrała tam wówczas kapela „Białe Koszule” z prezydentem TJ za perkusją, o wydarzeniu poinformowały wszystkie polskie media krajowe), współautorka kilku filmów i różnych działań artystycznych. Silna osobowość twórcza i kreatywna. Także silnie kojarzona z niebanalnymi wydarzeniami w mieście nad Wartą.
Gustaw Nawrocki, kurator Galerii BWA, malarz, pomysłodawca wielu ciekawych, niebanalnych wystaw, artysta. Wyrazista osobowość twórcza.
Krzysztof Szupiluk, współzałożyciel i dyrektor zespołu „Mali Gorzowiacy”, z którym objechał pół świata i okolice, zebrał worek nagród i innych zaszczytów, kiedyś współorganizator, od kilku lat dyrektor festiwalu dzieci tańczących (nota bene jeden z kierunków przyszłości gorzowskiej kultury). Wyrazista i mocna osobowość twórcza związana z tym środowiskiem.
Tak, tak, to właśnie ci ludzie zgodzili się z diagnozą, że przed panią dyrektor doktor w Gorzowie kultury jako takiej nie było, same zgliszcza i ruiny, a z drugiej strony sygnowali stwierdzenie, że osobowości w kulturze to jej słabość.
Gratuluję i jednocześnie współczuję, bo do tej pory gębę dorabiali sobie tylko urzędnicy. Teraz padło trochę i na nich. Szczerze współczuję.
I jeszcze jedno, jeśli Wysoka Rada ( że powtórzę, uwielbiam ten zwrot) zgodzi się z taką diagnozą stanu gorzowskiej kultury i zatwierdzi ten urzędniczy bełkot, to stracę zupełnie wiarę w demokratyczne narzędzia rządzenia. Bo zwyczajnie w głowie mnie się nie mieści, że można z czymś takim in extenso się zgodzić. Jakby zrobić rzetelną diagnozę tego, co się w mieście na siedmiu wzgórzach zadziało przez ostatnich choćby 20 lat, to lista byłaby długa i kolorowa, a także bardzo, bardzo interesująca. Powtarzam, rzetelnie a nie życzeniowo, czy w oparciu o wiedzę maturzystów. Bo im, podobnie jak urzędnikom, kultura do niczego nie jest potrzebna. Oni mają bowiem swój świat w internecie. A sąd to wiem? Ano stąd, że ostatnio miałam bardzo dużo szans na rozmowy w maturzystami właśnie, i to z nie byle jakich szkół. No i zgroza i rozpacz mnie ogarnęła. Tak samo jak po lekturze owej strategii.