W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Edwarda, Marleny, Seweryna , 23 października 2019

Przyjaciołom moim poświęcam

2012-11-01

 Wszystkich Świętych, potem Zaduszki, jedyne takie dni w roku. Pamiętam z dzieciństwa fascynujące wyprawy wieczorową porą na cmentarz rozświetlony milionami płomyków. Pamiętam zapach stearyny i mokrych liści, pamiętam jedyny w sobie niepowtarzalny nastrój. Ale wtedy byłam smarkata, nie miałam takich grobów, do których się chodzi, przysiada na ławeczce i mówi - Dlaczego tak szybko?

Nie będę cytować księdza Jana Twardowskiego, bo robią to wszyscy i dzięki temu Słowo się zbanalizowało. Powiem tylko jedno, że kiedy traci się przyjaciół, to wcale nie plączą się po głowie słowa mądrego Księdza, tylko smutek i żal.

Dlatego dziś wspominam moich przyjaciół. Myślę o Kazimierzu Furmanie, poecie, człowieku-błękitnym ptaku, który miał odwagę mówić prawdę, niekiedy mocno drażniącą, ale zawsze w zgodzie ze sobą i swoimi poglądami.

Myślę o Aleksandrze Aliku Maciejewskim - wybitnym aktorze, człowieku bez państwa, o takim Artyście, przed którym stawałam po jego każdej roli i mówiłam: - Czapki z głów, mości wojewodo (aluzja do „Mazepy” Słowackiego, kto nie widział, niech żałuje).

Przypomina mnie się zawsze Hieronim Świerczyński, architekt, gaduła i wspaniały gawędziarz, człowiek Bim-Bomu i kreator gorzowskiej kultury. Nikomu nie pozwalam o nim mówić Hirek. Był i będzie zawsze Hieronimem.

Do głowy przychodzi mi pan Mieczysław Rzeszewski, który „tymi rękami budował gorzowską kulturę” (choć akurat diagnoza wybitnych strategów wykazała, że jej nie było przed nastaniem pewnych urzędników). Uwielbiałam wpadać do Lamusa i dosiadać się do stolika, przy którym siadywał pan Mieczysław i Hieronim. Uwielbiałam słuchać ich kłótni i sporów. Do dziś tęsknię za tym, bo po nich już nic.

Przypominam sobie też Bolesława Kowalskiego, malarza, grafika, wspaniałego człowieka. Miałam to szczęście, że dane mi było napisać słowo do katalogu jego jubileuszowej wystawy. Życzliwy ludziom i zwierzętom, po prostu fajny facet. Z nim nieodmiennie kojarzy mnie się Andrzej Gordon, którego nie znałam osobiście, ale z którym chyba się zaprzyjaźniłam podczas pracy nad albumem o nim i jego twórczości.

Myślę też o Autobusie, czyli Romanie Cichowiczu, kolorowym, fantastycznym facecie, który na początku mnie do siebie mocno zraził, a potem się z nim zaprzyjaźniłam. Był bratem-łatą artystów, aktorów i innych kolorowych ludzi w mieście nad Wartą.

Wspominam Artura Bryknera, zwanego Brykim. Był harcerzem, stąd się znaliśmy, globtroterem, człowiekiem żądnych przygody. Potem kilka ładnych lat procowaliśmy razem w „Gazecie Wyborczej”. Był przyjaznym, ciepłym, dobrym przyjacielem i kolegą.

Skoro o harcerzach mowa, to z łezką w oku wspominam Jadwigę Zasadową, Alinę Błoch czy Edwarda Chmiela - przyjaciół jedynych w sobie, z którymi spędziłam masę fantastycznych chwil, przeżyłam niejedną przygodę. To ludzie, na których zawsze mogłam liczyć.

No i na koniec wspomnę moich dziadków Marię, Marię i Adama – bez nich już nic nie było takie samo.
O innych, o których nie napisałam też myślę od czasu do czasu. Bo jak już wspomniałam, gdy ktoś znajomy odchodzi, świat się zmienia, i to w pewien nieodwracalny sposób.