W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Darii, Mateusza, Wawrzyńca , 21 września 2019

Tak już musi być

2012-11-05

Na początek słówko wyjaśnienia. Jakoś mnie osobiście te długie weekendy nie służą, bo zawsze mnie się pozajączkuje, kiedy jaki dzień jest. Na szczęście budzik w komórce czuwa, obudził mnie dziś rano i do pracy zdążyłam.
Chcę się przede wszystkim podzielić emocjami po koncercie pianisty Jeffa Lorbera w Jazz Clubie Pod Filarami, choć dla mnie był to przede wszystkim występ Erica Marienthala, który do piwnicy przy ul. Jagiełły wrócił po 17 latach. To było znakomite, energetyczne fusion, najbardziej chyba radosna, porywająca, urzekająca odmiana jazzu. No i po koncercie poczytałam sobie w różnych mediach różne głupoty. Zwyczajnie sufitu niewiedzy sięgnął jeden z kolegów dziennikarzy, który w tej muzyce dopatrzył się nawet word music. No cóż, każdy słyszy po swojemu. Ci, co się trochę muzyki w życiu nasłuchali, wiedzą jednak swoje. Ktoś inny miał pretensję, że koncert w piwnicy, a nie w teatrze. Po to jest piwnica, żeby w niej grać. Zresztą muzycy sami chcieli, więc co to za bzdurny zarzut. A że ciasno było, trochę ludzi stało, to fakt. Ale taka jest uroda tego miejsca. Pamiętam dziesiątki koncertów, kiedy trzeba było stać i fanom jakoś to nie przeszkadzało.

No, ale dość czepialstwa, zaczynamy odliczanie, bo 19 listopada u Osterwy zagra Josh Redman, jeden z moich najbardziej ulubionych saksofonistów, facet, którego muzyka przyprawia mnie o gęsią skórkę, dla mnie prezent prawdziwie wielki. Słuchałam już wielu naprawdę wielkich, choćby tylko i aż tylko z okazji nieustającego festiwalu Gorzów Jazz Celebrations, poza tym trochę gdzieś tam w Polsce i nie tylko, ale akurat na tego muzyka nigdy nie dane mi było trafić. A tu taka niespodzianka. Kiedy prezes Dziekański mi o tym koncercie powiedział, odparłam, że nie wierzę. I tak jest. Uwierzę, kiedy usiądę na schodach w Teatrze i On wyjdzie na scenę. Jeszcze tylko dwa tygodnie.

A teraz o promocji. Otóż dostałam maila od jednego z Czytelników moich felietonów, który napisał: "...Skoro o mieście na siedmiu wzgórzach w ujściu Kłodawki za sprawą jazzu wiedzą w takiej Austrii, Kanadzie, Anglii i USA ..." Tak się zastanawiam - po co Gorzów chce być widzialny na świecie? Czy taka wiedza przełoży się na poprawę warunków życia w Mieście? Takie sobie refleksje na marginesie "budowania marki" i jakichkolwiek promocji... Pilotują to ludzie którzy z tego żyją - i to im zależy na wciskaniu kitu o "niezbędności promocji"...
No i ma rację, bo tak naprawdę to się chyba na nic ta promocja nie przekłada. Jakoś nie widać napływu turystów do miasta na siedmiu wzgórzach. Może ludzie nie lubą pomarańczowo-żółtych motywów? Może rzeczywiście jest tak, że kampania promocyjna trafia tylko do urzędników.

A teraz jeszcze parę słów o tzw. strategii rozwoju kultury. Rozmawiałam o niej, ale nie ja prowokowałam tę rozmowę, z kilkoma znajomymi, którzy bywają na różnych imprezach, interesują się tym, co się dzieje, czytają książki i od czasu do czasu gdzieś jadą, aby zobaczyć coś ciekawego. I najłagodniejsza opinia o tym dokumencie brzmiała - Ten kwit wygląda, jakby napisało go jakieś dziecko. Tak ludzie oceniają wiekopomne dzieło. Gadałam też z ludźmi kultury i usłyszałam, że w najlepszym wypadku za pół roku papier trafi do szuflady i wszyscy o nim zapomną. A przecież nie tak to miało być, nie tak.

Z innej mańki więc. Otóż miasto kolejny raz zapowiada remont Starego Rynku, tak, tak, tego placu przy katedrze. I to będzie już ostateczna walka z wypadającą kostką. Nie wierzę, że się uda. A dlaczego? Z prostej przyczyny. Już kilka razy ten plac był naprawiany, remontowany, i nic z tego nie wychodzi Bo chyba prościej jest jednak polecieć w kosmos czy skoczyć na Ziemię ze stratosfery, niż porządnie coś wyremontować - przykładem tego niech będzie ten plac, ul. Wyszyńskiego, ul. Sikorskiego na wysokości Parku 111 i jeszcze parę innych działań. Taki life, gorzowski. Widać tak już musi być.