W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Darii, Mateusza, Wawrzyńca , 21 września 2019

Imprezy gonią imprezy

2012-11-07

 Zaczyna się właśnie karuzela imprez z okazji Dnia Niepodległości Nawet wyliczać mnie się nie chce, bo co klub czy inne przytulisko kulturalne, to tam podniośle i patriotycznie być musi. Rozumiem i doceniam wagę święta 11 Listopada, ale myślę sobie, że co za dużo to i też niezdrowo. A dlaczego tak uważam? Bo myślę, że patriotyczne manifestacje mają tego samego uczestnika. Bo z świętowaniem jest tak samo, jak z kulturą. Fani malarstwa chodzą do galerii, melomanii do klubów muzycznych i filharmonii, teatromani siedzą wiadomo gdzie, podobnie z kinomanami. Ja nawet lubię klimat Święta Niepodległości, ale na pewno nie na tyle, żeby z wywieszonym ozorem latać z miejsca na miejsce i słuchać wykładów mniej lub bardziej udacznych oraz przyglądać się popisom artystycznym podobnego sortu. Za ostatnie czasy tak naprawdę podobała mnie się tylko jedna impreza z okazji Listopadowego Święta – parada do odsłanianego wówczas pomnika Marszałka. Pojawił się wówczas sam Dziadek – w tej roli Michał Anioł, byli członkowie jego rządu – w tych rolach inni aktorzy Teatru Osterwy. Było z pomysłem, bez wielkiego zadęcia, maszerowali żołnierze, policjanci, harcerze, tłum – bo był – wiwatował.

Ale chyba znów się niepotrzebnie czepiam. Pójdę sobie w niedzielę rano pod pomnik Marszałka, nieudaczny zresztą moim zdaniem i w złym miejscu, pogapię się trochę, machnę biało-czerwoną chorągiewką i tyle będzie mego świętowania. Bez zadęcia, prywatnie sobie uczczę Dzień Niepodległości.
A przecież imprezy niepodległościowe to nie jedyna oferta. Już jutro w Filarach promocja tomiku wierszy Agnieszki Moroz, moim zdaniem jednej z ciekawszych poetek młodego pokolenia. Pójdę, bo Agnieszkę lubię i cenię. Potem zaczyna się prawdziwy wysyp – wystawy i koncerty w Łubu Dubu, Terminalu 08, Galerii BWA, do tego koncerty w Filharmonii, koncert w Miejskim Centrum Kultury i jeszcze coś. I kolejny raz mamy karuzelę imprez. No i bardzo fajnie, bo jest w czym wybierać i przez chwilę można myśleć, że się mieszka w wielkim mieście. Ja tam lubię takie sytuacje.

Ale i tak mocno zazdroszczę Zielonej Górze. A to z tego powodu, że lada dzień w Muzeum Ziemi Lubuskiej otworzy swoją wystawę Chris Niedenthal. Tak, tak, ten genialny fotograf, który z niezrozumiałych dla mnie przynajmniej powodów mieszka w Polsce. To ten, który zrobił najlepsze zdjęcie ilustrujące stan wojenny w naszym kraju . Mam na myśli tę fotkę, na której jest warszawskie kino Moskwa, na nim wisi baner z reklamą „Czasu apokalipsy” Francisa Forda Coppoli, a przed kinem stoi czołg i grupka żołnierzy. Ta fotka w grudniu 1981 roku obiegła cały świat. O innych jego zdjęciach też można sporo napisać. No i właśnie sam wielki Chris pojawi się w Winnym Grodzie. Szkoda, że nie u nas, ale może kiedyś tam.
A jutro w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej kolejna debata o kulturze, tym razem organizowana przez wydział kultury. I nawet choćbym chciała tam pójść, to i tak nie mogę, bo odbywa się ona w moich godzinach pracy. Szkoda, że akurat takie spotkania odbywają się właśnie w godzinach pracy urzędników. Ale widać tak już musi być.

W gronie znajomych gadaliśmy ostatnio o strategii rozwoju kultury. I po analizie okazało się, że w naszym mieście nie będzie już rozwoju sztuk plastycznych, fotografii, jazzu, alternatywy muzycznej, teatru, nie ma też słowa o edukacji artystycznej, czy przygotowaniu do recepcji kultury. O tych dziedzinach specjaliści od strategii nie napisali, być może ich nie odkryli.

A szkoda, bo akurat w tych dziedzinach miasto na siedmiu wzgórzach jest mocne. Przynajmniej tak wynika z oglądania i słuchania ważnych ogólnopolskich mediów. Bo akurat tam pojawią się fleszowe informacje o jazzie, teatrze i ostatnio o płycie, jaką nagrała Filharmonia. I tylko o tym.
Mam nadzieję, że światły ów dokument prześwietlą radni i nie dadzą sobie wcisnąć kitu. Mam tylko taką cichą nadzieję.

No i jeszcze jedna sprawa - ciekawe, jak urząd rozwiąże sprawę MCK? A może w ogóle nie zamierza jej rozwiązywać?