W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Franciszka, Lamberty, Narcyza , 17 września 2019

O neonie i Zakanalu i czymś innym

2012-11-08

Na początku dzięki – Piotrowi Steblinowi-Kamińskiemu za ocenę dokumentu pt. Strategia rozwoju kultury. Też tak myślę, a nawet jeszcze bardziej złośliwie. Ale obiecałam pewnemu znajomemu, że więcej nie będę, dlatego pisać więcej nie zamierzam. Szkoda tylko, że te słowa, oraz innych bardziej zorientowanych, to głos na puszczy, którego decyzyjni radni ani decyzji urzędnicy nie chcą i nie zamierzają usłyszeć.
Ale teraz do neonu. Konkretnie z napisem ZWCH Stilon, co to jeszcze kilka miesięcy temu wisiał na głównej bramie Stilonu właśnie. Kiedy brama poszła w niwecz, bo wszak niezabytkowa, neon pojechał do Muzeum Neonów w Warszawie, cokolwiek to miało znaczyć. I jak szumnie i dumnie wszyscy gadali – dobrze się stało, bo zostanie odrestaurowany, pokazany wśród innych. I co się stało? Ano wyszło, jak wyszło, po naszemu, czyli po gorzowsku. Bowiem owo muzeum neonów nie jest żadną kwalifikowaną placówką, tylko prywatnym zadziałaniem kilku osób. Neon nie trafił na żadną ekspozycję, ani też nie został poddany konserwacji, tylko stoi sobie oparty o jakąś ścianą i pies z kulawą nogą się nim nie interesuje. A skąd to wiem? A stąd, że kilka dni temu znajomi z Warszawy podesłali sms-a ze zdjęciem. No cóż, w dobie komórek trudno komuś oczy zamydlić, bo wszak zdjęcia robią wszyscy. Może byłoby jednak lepiej, aby ten neon trafił do Muzeum Dekerta, został po prostu na miejscu i kiedyś, kiedy może przy sprzyjających wiatrach powstanie muzeum miejskie, zasiliłby jego zbiory. Zwyczajnie szkoda.

A teraz o Zakanalu, bo to są akurat optymistyczne wieści. Będą pieniądze na remont systemu melioracji na lewym brzegu Warty. No i chwała ci Panie na niebie, że po przeszło 30 latach może coś tam drgnie. A warto przy okazji przypomnieć, że ową meliorację na polecenie króla Fryderyka II Wielkiego przeprowadził Balatazar von Brenkenhoff. A że przy okazji nakradł królewskich pieniędzy, po śmierci Władca za karę kazał go pochować w beczce, głową do dołu. Taką fantazję miał Fryderyk II. A dlaczego o tym piszę? Bo uważam, że wielkie osuszanie warciańskich błot było jednym z największych wydarzeń dziejowych w naszych okolicach. I dbano o te systemy melioracji, te kanały, rowy i rowki aż do lat 70. ubiegłego wieku. Potem szlag zaczął trafiać spółki wodne, coś się zaczęło sypać. A sypnęło się dokładnie po 1989 roku, kiedy nastały czasy demokracji i kapitalizmu i kompletnie przekreśliły znaczenie takich rowów i rowków. Efekt – dwa lata temu strażacy i mieszkańcy stoczyli rozpaczliwą walkę o swoje domy, bo na Zakanalu wszystko płynęło. Urzędnicy tylko się przerzucali odpowiedzialnością, a ludzie klęli na czym świat stoi i płacili olbrzymie pieniądze za wypompowywanie wody. Ale i tak to była walka z wiatrakami, bo woda cały czas podchodziła. Wreszcie ktoś się puknął w głowę i zdobył pieniądze. No i bardzo dobrze.

A teraz uszczypliwość do Gambrinusa. Otóż tak się składa, że Kazimierz Ligocki ma takie samo prawo pisać Encyklopedię Gorzowa, jak Jerzy Zysnarski. Tym bardziej ma prawo, bo nie powtarza błędów Zysnarskiego. Który nota bene nie nazywa ich błędami tylko lapsusami i przeinaczeniami. Wśród regionalistów od początku panuje przekonanie, że akurat tej książki nie wolno traktować jako źródło, o tym samym przekonują się kolejni, którym przychodzi weryfikować hasła. Sama się o tym przekonałam, kiedy przeczytałam hasło Andrzej Gordon, było odniesienie do źródła, jakim jest moja książka, ale szanowny autor powielił wszystkie błędy, jakie od lat pisał na temat Malarza. Bo nie zechciał zweryfikować swojej wiedzy. Bo i po co, przecież wie wszystko najlepiej, każdemu łatkę przypina, zawłaszcza sobie prawo do wiedzy. Ale nawet on nie trafił do źródła, jakim jest Helena Rżewska czy też Wasilij Gasman, bo nie ma ich w internecie. Więc może nie czepiajmy się innych, skoro sami mamy coś na sumieniu.

Ah, zapomniałam, miałam napisać o benefisie trzech, no tak, może innym razem. Ale już niedługo.