W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Franciszka, Lamberty, Narcyza , 17 września 2019

Przykro mnie się stało…

2012-11-09

Na początku drobne zastrzeżenie. Nie urodziłam się w Gorzowie, ani nie chodziłam tu do szkół, od lat mieszkam i tu i pracuję, i dość aktywnie uczestniczę w życiu tego miasta, ale nie angażuję się w wojenki gorzowsko-różne. A czemu uczyniłam to zastrzeżenie? Bo ostatnio usłyszałam, że o gorzowskich sprawach mają prawo wypowiadać się tylko rdzenni gorzowianie, cokolwiek to znaczy.
A teraz do meritum. Z rosnącym zaskoczeniem słuchałam wczoraj w radio słów pana prezydenta TJ. Mówił o kierunkach rozwoju gorzowskiej kultury, takimi samymi banałami, jak jakiś urzędnik – wiem to od wczoraj – napisał strategię. Kiedy dziennikarz zapytał o Jazz Club, prezydent TJ powiedział, że klub powinien zostać sprywatyzowany, prezes Dziekański powinien stać się menedżerem, a nie tylko konsumentem, w klubie co dwa dni powinny się odbywać jakieś wydarzenia z udziałem lokalnych muzyków. Natomiast w odniesieniu do Filharmonii padło stwierdzenie, że przecież to jest nowy obiekt, jest tam tak dużo miejsca, że wystarczy dla każdego. Każdy może sobie tam pójść i próbować, bo są szatnie, garderoby, duża sala i małe sale. Jednym słowem wash and go. Dostało się też Teatrowi Osterwy. Ze zdumieniem usłyszałam, że na rodzime produkcje to się nie chodzi, bo nie ma po co, natomiast jak przyjeżdżają warszawski gwiazdy, to trudno bilety dostać.

Nie będę komentować słów pana prezydenta dotyczących Jazz Clubu. Dość już napisałam na ten temat. Ale zwyczajnie przykro mnie się stało, kiedy słuchałam pogardliwych słów o Teatrze Osterwy. Przecież to właśnie przy Teatralnej spektakle Rafała Matusza przyprawiały mnie i nie tylko o drżenie serca. To właśnie tu na nowo odczytano polski romantyzm, którego zresztą serdecznie nie znoszę (poza Aleksandrem hrabią Fredrą). To właśnie tu w sugestywny sposób rozliczono się z polską pamięcią i niepamięcią, winą i karą. To tu pokazano pierwszy w historii teatru spektakl bezpośrednio nawiązujący do czarnego sportu, jakim jest żużel. W końcu to właśnie tu gorzowskie i nie tylko dzieci mają fantastyczne pierwsze kontakty z teatrem. Szkoda, że akurat pogarda dotknęła właśnie Osterwę.

Natomiast nie rozumiem słów zachwytu nad Filharmonią. Jaka jest każdy widzi. I nie ma potrzeby czynienia z niej domu kultury, a tak tę instytucję widzi pan prezydent TJ. Dajmy jej trochę czasu, niech pokaże, na co ją stać.
Żal mi także utalentowanej poetki Agnieszki Moroz, której wczoraj zgotowano fatalną promocję. Poezja to nie kartofle, nie można jej łączyć z jakimiś mocno amatorskimi popisami muzycznymi. Szkoda tego. No i kiedy wczoraj obserwowałam ten, pożal się Boże wieczór, pomyślałam sobie, że ta impreza idealnie wpisuje się w strategię wymyśloną za urzędniczym biurkiem, taki szwarc, mydło i powidło, na byle jakim poziomie zresztą, czyli jak w żydowskim dowcipie.
A teraz o czymś innym. O światełkach w tunelu. Takim światełkiem jest pomysł zapromowania płyty „Furman” za Odrą, który realizuje Daia Weiss. No i już zainteresował się tym dziennik „Markische Oderzeit”. Właśnie dziennikarz tego największego w Brandenburgii dziennika przyjeżdża do Gorzowa. Zostałam zaproszona do rozmowy z nim o moim przyjacielu Kazimierzu Furmanie. I to radość dla mego skołatanego serca jest. A jutro, czyli w sobotę pójdę sobie wolnym krokiem na ul. Pomorską, coby kolejny raz oko nacieszyć (daj Boże) malarstwem współczesnym, czyli wezmę udział w wernisażu Salonu Jesiennego, jakby ktoś nie pamiętał, lub też nie wiedział, to taki festiwal sztuki współczesnej odbywający się naprzemiennie w mieście nad Wartą i w Winnym Grodzie. I może skołatane serce się uspokoi. Bo mocno tego potrzebuje. Spokoju, a nie skołatania.
Aha, a o benefisie trzech nie napiszę już więcej, powodów tej decyzji też nie wyjawię, a tych, co czekali, przepraszam za mącenie w głowach.