W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Ady, Aleksandra, Dagmary , 12 grudnia 2019

Szeryf dał głos, nareszcie...

2013-01-18

Prezydent Tadeusz Jędrzejczak w końcu przemówił w drażliwej sprawie Magnata i pośrednio Miejskiego Centrum Kultury. Czy rzeczywiście sprawa musiała nabrzmieć niczym wrzód? Nie musiała.

Zadymy z MCK ciąg dalszy. Lokalny dziennik poinformował, że szeryf miasta na siedmiu wzgórzach przeczytał list od gorzowskich artystów alternatywnych. Drobna poprawka, pod nim nie podpisało się 72 artystów, lecz 72 osoby, wśród nich artyści alternatywy. Piszę o tym, bo też się tam podpisałam, a żadną miarą artystką nie jestem.

Prezydent oznajmił, że magistrat przygotowuje odpowiedź na ten list, ale już wie, że Magnata w starym miejscu otworzyć się nie da. Powtórzę za licznymi głosami – otóż się da. Trzeba tylko zakasać rękawy i do roboty. Może wzorem Filarów, kiedy sam Dziekański i przyjaciele zrywali własnymi rękami boazerię, którą zakwestionowali strażacy? Myślę że wśród fanów tego miejsca – mam na myśli Magnat – znajdzie się sporo chętnych do pomocy. Myślę sobie też, że być może szeryfowi miasta nad Kłodawką – bo najbliżej Magnata przepływa – ktoś musiał coś nabajać o stanie technicznym akurat tego miejsca. Podobnie zresztą jak z opowieściami o stanie technicznym likwidowanego Małyszyna, który jest w znacznie lepszej kondycji, niż wiele innych miejsc w Gorzowie. Szkoda, że sprawa dojrzała do stanu wrzodu gotowego do chirurgicznej interwencji. Szkoda, że znów decyzję musi podejmować sam szeryf. Zastanawia mnie, gdzie są zwierzchnicy Pani Dyrektor (prawda, że pasuje? – mam na myśli ortografię oczywiście), dlaczego tak długo przymykali oczy na to co się akurat w tym miejscu wyprawia? Już przecież kilka nietrafionych imprez, w tym słynna na cała Polskę Electronic Wave powinna dać do myślenia zwierzchnikom. A tak swoją drogą, co trzeba wiedzieć o kulturze, żeby z jednej strony organizować właśnie Elektryczną Falę, a z drugiej lekką ręka przeganiać królów tej muzyki? Nie mamy w mieście kreatorów w tej dziedzinie. Nie ma żadnej polityki kreującej kulturę jako znak rozpoznawczy tego w sumie miasta średniej wielkości. Szkoda. No nic, alternatywa się mobilizuje, będą walczyć o swoje miejsce, to jest o klub przy Drzymały i ja im będę sekundowała. A moje jaskółki już się dopytują, kiedy napiszę, jaki był efekt kontroli w Magnacie. No cóż, urząd ma 14 dni, licząc od wtorku, na podjęcie decyzji. 

A teraz z innej mańki. Otóż spotkałam wczoraj mojego znajomego, dorosły, normalny, dobrze ustawiony w życiu facet, który od lat zajmuje się modelarstwem. I on mi opowiedział kolejną historyjkę, jak modelarze – a jest ich około 40 i ich znajomi przypuścili atak w obronie swego klubu. Umiejscowionego w Grodzkim Domu Kultury dodam, gdyby ktoś nie wiedział. – Wiesz, u nas są prawnicy, lekarze, architekci, zwykli robotnicy inni i my tak łatwo nie odpuścimy – zapowiedział. Bo w ferworze zmian zabrakło namysłu, co zrobić z różnymi sekcjami w GDK, gdzie swoje miejsce znaleźli właśnie dorośli z pasjami.

I razem nas naszła konstatacje taka – czy na tym mają polegać zmiany w gorzowskiej kulturze? Znaczy, że każda sekcja, każda dobra i sprawdzona forma działania ma stawać w walce o swoje, bronić dorobku, tradycji, znaczenia? Bo zmiany polegają na cięciu na oślep? No chyba nie. I druga konstatacja – czemu służy ten pośpiech? Jak się okazuje - niczemu. Niczemu dobremu.

Może szeryf miasta na siedmiu wzgórzach na chwilę zapomni o osobistych kłopotach (których mu nota bene kompletnie nie zazdroszczę) i spojrzy na to, co tu się wyprawia, nie tylko w kulturze zresztą? Daj nam Boże tego, bo za chwilę już nic nie zostanie w mieście nad Wartą i Kłodawką i rzeczywiście będzie tak, jak napisał wpływowy dziennikarz muzyczny w recenzji płyty UL/KR, że Gorzów to smutne, zapyziałe miasto, w którym się nic nie dzieje i dlatego królowie elektroniki piszą tak fascynującą psychodeliczną muzykę. Smutne to, bardzo smutne.

P.S. Dla porządku domu – koncert Tone Raw i Marka Konarskiego jest dziś, a nie w sobotę, jak napisałam ostatnio. Polecam, bo super.

P.S. 2 A tak w rzeczywistości to dziś miało być o rozplęganiu się bud i budek w centrum, ale o tym przy okazji.