W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Celiny, Ireneusza, Niny , 15 grudnia 2019

Miasto nam pustoszeje

2013-01-19

I to wcale nie są żarty. Znikają małe punkty handlowe, za to pojawiają się kolejne budki. Taka jedna zakotwiczyła na nowo przy ul. Chrobrego.

Poplątałam się ostatnio tylko po centrum miasta i z rosnącym niepokojem zauważyłam, że jest coraz więcej pomieszczeń handlowych do wynajęcia. Już pisałam, że od nowego roku zniknął zieleniak spod mego domu. Szkoda, bo warzywa były zawsze bardzo dobrej jakości, obie panie miłe. Teraz o zielsku trzeba pamiętać, idąc przez centrum. Ale jakiś czas temu zniknął leżący opodal Kebap Bar. Nie ma też sklepików przy 30 Stycznia, które były w parterze nowej plomby. Zauważyłam też, że zniknęły banki z ul. Chrobrego, z tych bloków, gdzie kiedyś mieściła się Moda Polska. No i tu już się poważnie zastanowiłam. Przecież to jest najlepsze miejsce w mieście pozbawionym klasycznego centrum.

Wiem, wiem, konkurencja wielkich sieci handlowych wykańcza małe sklepiki i inne rodzinne biznesiki. Wszyscy wolą kupować w takich Tescach czy Biedronkach, bo tam wszystko jest na miejscu, duża przestrzeń, można sobie z koszykiem stać i wydziwiać nad towarem.

Ale skoro z centrum nikną banki i inne sieciówki, to znaczy, że dzieje się coś niedobrego. Pogadałam z mądrym człowiekiem, czyli takim, który zna się na ekonomii i rozumie te wszystkie pływy finansowe i on mnie wytłumaczył, że to normalne, że tak jest wszędzie, nie tylko u nas. Ale ja jakoś nie lubię patrzeć na puste pomieszczenia z napisem – wynajmę. Może ponosi mnie fantazja, ale to chyba niezbyt dobrze rokuje.

Znikają sklepiki, za to ożywiła się budka przy Chrobrego, ta, która stoi przy restauracji Pasja. Były tu już tanie ciuchy, kwiaciarnia, sklep z warzywami, rybny i tysiąc innych geszeftów. Od kilku dni można teraz tu się posilić... bułką z pieczarkami. Tak, tak, już nie trzeba się fatygować prawie na dworzec, żeby tłustą bułę sobie kupić. No i śmierdzi mniej więcej podobnie. Tak, więc teraz mamy przy Szlaku Królewskim nieczynną i popaćkaną budę z napisem hot-dogi i lody amerykańskie, a z drugiej przybytek z arcygorzowskim przysmakiem. Ja, co prawda, nie wiem, jak takie jedzenie smakuje, bo go zwyczajnie nie jadam, ale z tego co widzę, budka cieszy się sporą popularnością. Niestety.

A teraz z innej mańki. Otóż popatrzyłam sobie na cały mijający tydzień. No i choć w znanej gazecie napisano, że w mieście na siedmiu wzgórzach nic się nie dzieje, to ja jednak pozwolę sobie mieć odmienne zdanie.

Ot choćby wystarczy przypomnieć spotkanie aglomeracji gorzowskiej (cokolwiek to znaczy) i marzenia o silnym organizmie z poważną placówką naukowo-badawczą, szybkimi kolejami i tym podobnymi zachciankami. Pogadali, umówili się na następne spotkanie i tyle z tego wyszło. Potem jakiś namiętny wielbiciel miasta nad Kłodawką wymyślił etykietkę „Dobre bo gorzowskie”. Następnie wystarczy przypomnieć nagle ożywienie Grodzkiego Domu Kultury, dwa koncerty w Filarach, jeden w Filharmonii, na który nie zdążyłam kupić biletu, sukces artystyczny duetu UL/KR i na koniec przywołać dyskusję, jaką radni toczą ze sobą na temat remontu ul. Kostrzyńskiej, bo są dwie koncepcje - minimalistyczna i maksymalistyczna. Wysoka Rada będzie się o to kłócić, swarzyć i spierać, a nieszczęsna ulicę (ważna zresztą) szlag jasny w końcu trafi. Bo już teraz prawie się po niej jeździć nie da. Wiem od znajomych, bo sama auta nie mam. Wystarczy? Wystarczy, i niech nikt nie narzeka, że w mieście na siedmiu wzgórzach nic się nie dzieje. Bo jak pokazuje życie, nieprawdą zwyczajną to jest. A że przy okazji trochę siermiężną, to już inna sprawa.

 

P.S. A w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej można się nauczyć migać – naprawdę, jest kurs alfabetu migowego, czyli kolejnego języka, jaki się w każdej chwili może przydać. Udział w nim może wziąć każdy.