W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Anety, Leokadii, Wiesława , 9 grudnia 2019

A szczęście mam w rękach

2013-01-24

Szczęście, czyli karnet na festiwal muzyki współczesnej. Bo mam wrażenie, że za chwilę tych wejściówek zwyczajnie zabraknie.

Poleciałam wczoraj wczesnym popołudniem do Filharmonii po karnet na lutowy festiwal. Byłam święcie przekonana, że będę jedną z pierwszych. I nagle ku swemu ogromnemu zaskoczeniu odkryłam, że przede mną było już sporo słuchaczy, bo wcale za dużo wolnych miejsc nie było. A przecież to był dopiero pierwszy dzień sprzedaży wejściówek na imprezę, która odbędzie się za kilka tygodni. Miła pani w kasie poinformowała mnie, że rzeczywiście impreza cieszy się sporym zainteresowaniem. I tym bardziej mnie to zdumiało, jako że na razie znane są afisze tylko dwóch koncertów – tego otwierającego i tego na zamknięcie.

Na pierwszym fani usłyszą między innymi przepiękną „Orawę” Wojciecha Kilara oraz „III Symfonię Pieśni Żałosnych” Henryka Mikołaja Góreckiego – jak dla mnie muzyczny raj. Na ostatnim będą motywy muzyki filmowej Wojciecha Kilara. Co w środku – na razie nie wiadomo, ale jaskółki nadały, że w Gorzowie ma się pojawić Zbigniew Bargielski i kwartet im. Henryka Mikołaja Góreckiego wykona jego kompozycje. Słuchałam już kwartetu w Jazz Clubie Pod Filarami, grał właśnie kompozycje tego słabo w Polsce znanego kompozytora. Mnie szczególnie zachwyciły góralskie nutki wplecione w kompozycję. Całość skojarzyła mnie się z Karolem Szymanowskim i Wojciechem Kilarem właśnie. Potem, kiedy rozmawiałam z Maciejem Gryglem, szefem kwartetu, okazało się, że skojarzenia były dobre. Tym bardziej więc nie mogę się doczekać festiwalu. Na swój prywatny użytek nazywam go „Gorzowską Zimą”.

No a teraz z innej mańki. Rozszczebiotały się wczoraj jaskółki na temat MCK. No i nie były to przychylne komentarze. Ale jak już zastrzegłam, o tej instytucji napiszę, kiedy się coś wydarzy. Na razie tylko trwa przeglądanie kwitów przez radnych.

Natomiast wiadomością dnia dla mnie było to, że magistrat kupi psa dla komendy miejskiej policji. Będzie więc magistracki Cywil wspierał działania policji. OK. Może być. Tylko śmieszne jest to, że policja, służba, która powinna mieć wszystko, co potrzebne jej do działania co i rusz prosi o wsparcie. Pieniądze na motocykl patrolowy – to jeszcze jakoś brzmi. No bo maszyna-smok, ogromne pieniądze. Ale pięć tysięcy złotych na owczarka niemieckiego albo inną rasę? No to jest po prostu właśnie śmieszne. Mam tylko nadzieję, że jak pies Cywil Gorzowski się w komendzie pojawi, to zostanie oficjalnie przedstawiony. Lubię czworonogi i chcę wiedzieć, jak miejski pies patrolowy wygląda.

W ferworze pisania o wiadomej instytucji kultury zapomniałam o smutku – odeszła do Wiecznego Teatru Lucyna Winnicka, przepiękne polska aktorka, jedna z nielicznych, która miała okazję przejść się po czerwonym dywanie w Wenecji – tam zresztą dostała nagrodę za rolę Marty w „Pociągu” wyreżyserowanym przez jej męża – Jerzego Kawalerowicza. Mnie na zawsze zostanie w pamięci jako demoniczna cioteczka w „Godzinie pąsowej róży”. Ot, taki prywatny smutek Renaty Ochwat.

P.S. Zaczęło się głosowanie do nagrody „Ale Sztuka”, ja zagłosowałam na UL/KR. Jaskółki ćwierkają, że inni też. Trzymam kciuki.

P.S 2 A w sobotę w Mana Mana zagra Kobranocka, no wiecie, ta kapelka od „Kocham cię jak Irlandię” i „Hipisówki”, czyli nieoficjalnego hymnu „Przystanku Woodstock”.