W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Anety, Leokadii, Wiesława , 9 grudnia 2019

Książki i interpelacje

2013-01-28

Zawsze wiedziałam, że biblioteka wojewódzka to fajna instytucja. A teraz przekonałam się, że lepie już być nie może. A dlaczego? A za sprawą tomu Kazimierza Furmana.

Książka jest. Nosi tytuł „Niedomówienia” i czeka na oficjalną prezentację. Biblioteka wojewódzka wykonała gigantyczną pracę i zebrała wiersze Furmana publikowane w różnych czasopismach, pisane na okoliczność rozlicznych konkursów, dokopała się do tomików wydawanych w sposób chałupniczy – bo tak Poeta lubił najbardziej. I wydała te wszystkie rzeczy w jednym tomie. Nareszcie - chciałby się powiedzieć. A praca była o tyle trudna, że Furman miał jakąś dziwną awersję do współpracy nad swoimi tomikami. Wolał sam sobie podłubać przy wydawnictwie, zaprzyjaźniony artysta lub artystka opracowała mu stronę graficzną i było. Sama mam ze dwa takie chałupnicze tomiki, dlatego tym mocniej się cieszę, że będzie jedno spore wydawnictwo.

Furmanowi zresztą taka książka się należała. Moim zdaniem był on najwybitniejszym poetą, jaki mieszkał po II wojnie w mieście na siedmiu wzgórzach. I jak na razie następców nie ma. Przynajmniej moim zdaniem.

Tak więc zaczynam liczyć dni do promocji, bo to będzie ważne wydarzenie.

A teraz o interpelacjach. Jest pierwsza interpelacja radnego w sprawie statusu Jazz Clubu Pod Filarami. Zwrócił się z takim zapytaniem do prezydenta TJ radny Jan Kaczanowski i otwartym tekstem zapytał, co dalej. Bo choć sam pomysł zmian statusu Filarów spotkał się ze zmasowaną krytyką zarówno fanów, jak i zwykłych mieszkańców, którzy doceniają rolę tego klubu, to magistrat cały czas wymyśla sposoby i sposobiki, aby Filarów nie było. Bo bez względu na to, czy klub zostanie wcielony do Filharmonii, czy też w inny sposób pozbawiony autonomii, to go po prostu nie będzie. Przykład? Proszę bardzo. Prezes Dziekański w ostatnich dniach negocjuje dwa potężne projekty. Nie chce nic mówić, żeby nie zapeszyć. Ale to on podejmuje decyzję, czy chce takie konkretne nazwisko sprowadzić, kiedy koncert się odbędzie i wreszcie – za ile. Bo trzeba wszystkim w tym mieście wiedzieć, że stawki gwiazd są wielkie, a nawet bardzo wielkie. I tylko nielicznym w kraju udaje się je znacząco obniżyć. Do tego klubu należy Dziekański. A więcej nie mogę, bo tajemnica handlowa.

A jeśli klub zostanie pozbawiony autonomii, to i gwiazd nie będzie, i Małej Akademii Jazzu nie będzie, nie będzie jazzu w mieście na siedmiu wzgórzach. Bo raczej nie sądzę, aby komukolwiek, kto nie jest w ten świat zaangażowany, chciało się naprawdę mocno negocjować.

Jan Kaczanowski napisał w swojej interpelacji między innymi tak:

„Pan Prezydent dobrze przecież wie, że Jazz Klub Pod Filarami to perełka gorzowskiej kultury. Znane powszechnie jest bowiem Pańskie zamiłowanie do tego rodzaju muzyki, znajomość standardów jazzowych, jak i najnowszych tendencji w polskim i światowym jazzie. Dlatego też należy ją wzmacniać, a nie głosić teorie nie odpowiadające rzeczywistości. To właśnie ta placówka  za niewielkie środki finansowe rozsławia nasze miasto nie tylko w kraju.

W związku z tym zwracam się do Pana Prezydenta o zajęcie jednoznacznego stanowiska wobec tego pomysłu i ostateczne zdystansowanie się od niego. Mam nadzieję, że w ten sposób zostanie wyjaśniona przyszłość „popularnych Filarów”, które będą mogły spokojnie kontynuować swoją działalność koncertową i edukacyjną na chwałę naszego miasta i jego mieszkańców”.

No cóż, nic tylko się zgodzić. Teraz szeryf miasta nad Wartą i Kłodawką nie ma wyjścia. Jak mógł ignorować zapytania mediów, fanów i mieszkańców, tak jednak oficjalnej interpelacji zignorować nie może. Ciekawa jestem odpowiedzi, myślę, że nie tylko ja. Pożyjemy, zobaczymy.

P.S. A jaskółki nadal szczebioczą o MCK. Tym razem nadziwić się nie mogą, że wysoki urzędnik tłumaczy swego podwładnego tym, iż nie zna on aktualnych przepisów i stąd tyle różnych błędów. Od jednej z jaskółek usłyszałam, że zwykły śmiertelnik już dawno zostałby dotkliwie ukarany za aż takie przewiny. Widać klasa urzędników ma swoje przywileje i prawa. Ale jak niedawna historia pewnej urzędniczki wskazuje – tylko niektórzy je mają. Ciekawe, co o tym decyduje.