W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Beatrycze, Małgorzaty, Piotra , 18 stycznia 2020

No i znów zadymiło, że hej…

2013-03-20

Wczoraj wieczorem środowisko zelektryzowała informacja - zmiany w Filharmonii Gorzowskiej. No i znów trzęsie flagowym statkiem gorzowskiej kultury

Stanowisko traci dyrektor naczelny Krzysztof Świtalski. A jednak. Szeryf TJ realizuje swoje zapowiedzi. Nie udało się szefowi filharmonii poprawić swego wizerunku mimo udanego Festiwalu Muzyki Nowej, mimo zaproszenia do miasta na siedmiu wzgórzach mistrza Krzysztofa Pendereckiego, mimo koncertu moskiewskich kameralistów pod batutą Marcina Sompolińskiego. No cóż, powszechnie wiadomo, że dyrekcja filharmonii nie miała dobrej relacji z muzykami oraz władzą od samego początku swojej kadencji. Urzędnikom nie podobało się to, że dyrekcja zamiast przekładać kwitki, dyryguje i próbuje z orkiestrą. Orkiestrantom nie podobał się styl pracy i sztuka dyrygencka dyrekcji. Jak widać z każdej strony niedobrze.

Ale większe zaskoczenie wzbudziła pogłoska o tym, że flagowym statkiem gorzowskiej kultury pokieruje Małgorzata Pera, szefowa biura promocji miasta. Pokieruje do czasu konkursu, rzecz jasna. Tyle tylko, że jak pokazują różne praktyki, konkursy to mniejsza lub większa fikcja, nie tylko w mieście nad Wartą, Kłodawką i Srebrną.

No cóż, teraz urzędnicy będą w milionach procent pewni, że dyrekcja nie będzie się rwać do dyrygowania. Choć kto wie, może pani dyrektor ma ukryty talent i nagle zapragnie wyfraczona stanąć za pulpitem z batutą w dłoni? Ja tam czekam, choć jaskółki kręcą łebkami i szczebioczą, że to się chyba nie uda.

A tak swoją drogą, to rzeczywiście akurat ta instytucja obarczona jest potężną dozą pecha. Co i rusz jakieś zmiany, co i rusz jakieś zawirowania. A w przypadku Filharmonii niczemu to nie służy. No cóż, pożyjemy, zobaczymy, na kogo tym razem padnie.

A teraz z innej mańki. Najbardziej ucieszyło mnie, że potwierdziły się plany ratusza co do kaplicy poszpitalnej. Trafia ona w ręce grekokatolików. I to jest informacja godna Roku Wielokulturowości. Na szczęście udziału w tym przedsięwzięciu nie miał wiadomy wydział, bo na pewno by się nie udało, albo udało inaczej. Świetna informacja, bo grekokatolicy modlili się przez lata w tym kurniku, co to z dumą ludzie nazywają kaplicą cmentarną. Tak, tak, w tym maleńkim budyneczku na wzgórzu na cmentarzu czerwonokrzyskim. Teraz po remoncie nowej kaplicy zyskają wreszcie godne miejsce kultu. Super.

No i z innego kątka. W tym roku polski teatr obchodzi 220 urodziny Aleksandra hrabiego Fredry, obok Juliusza Słowackiego jedynego romantyka, jakiego trawię. Przedstawiać bliżej nie trzeba, choć wypada wspomnieć, że genialny komediopisarz odznaczony był złotym krzyżem Virtuti Militari, Legią Honorową, mieszkał we Lwowie i jak legenda chce, po II wojnie światowej jego zwłoki zostały okradzione. Wieść w teatralnych kątach znana głosi, że fan pisarza, prof. Bogdan Zakrzewski z Wrocławia ukradł fragment kości palca i przywiózł je do Wrocławia, gdzie zostały wmurowane w ścianę kościoła św. Maurycego. Sam zainteresowany nigdy się na ten temat nie wypowiedział. A legenda działa. A dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że Teatr Osterwy ma w repertuarze świetną „Zemstę” wyreżyserowaną przez Andrzeja Rozhina i może by na 20 czerwca, czyli na dzień urodzin autora „Pana Jowialskiego” ją wznowił. Byłby ukłon w stronę genialnego dramaturga i uciecha dla teatromanów, w tym konkretnym przypadku, dla mnie. Ale wiem, że takie marzenia się nie spełniają. A jaskółki, wredne ptaki, stukają się w głowy i szczebioczą coś o sobkostwie, samolubstwie i egoizmie. Prawda, że wredne ptaszory?

I dla porządku domu – dziś o 17.00 w klubie Jedynka przy ul. Mieszka I 50 aktorka Bożena Pomykała-Kukorowska świętuje 30-lecie pracy scenicznej, o 18.30 w kinie 60 Krzeseł drugi dzień filmów górskich i to by było na tyle.

P.S. A w piątek w Spichlerzu swoje prace pokaże Ewa Żelazny-Machura. A że to bardzo kolorowa postać jest, to o niej osobno następnym razem.

P.S 2. Zima nadal trzyma i na kolejnych budynkach pojawiły się ostrzeżenia o lecących soplach. I to pod koniec marca. Kto to widział takie rzeczy