W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Dominiki, Dominika, Protazego , 4 sierpnia 2020

No i już Wielki Tydzień

2013-03-23

Ani się człowiek obejrzał, a tu proszę, święta u drzwi. Co prawda, trochę trudno uwierzyć w Wielkanoc, kiedy kopny śnieg za oknem i mróz trzyma, jakby to co najmniej luty był.

No tak, miałam umyć okna, jak większość normalnych ludzi o tej szczególnej porze roku. No ale przyszły mrozy i śniegi i z mycia okien nici. A tu już Niedziela Palmowa, potem Wielki Tydzień, zwyczajnie nie można. Cóż, trudno, okna pozostaną lekko brudnawe.

Zaczyna się najpiękniejszy czas w Kościele katolickim. Myślę, że wielu się wzrusza podczas liturgii Triduum Paschalnego. Ja tam w każdym razie będę sobie tradycyjnie wygniatać kolana w Katedrze w Wielki Piątek. Jakoś tak mam, że idę akurat tego dnia do kościoła. Przyciąga mnie magia tego zjawiska, swoisty teatr.

Ale wszak o tym czas będzie jeszcze napisać. Dziś miało być o Samuelu Beckecie i jego teatrze. Bo przecież dziś u Osterwy premiera „Ostatniej taśmy Krappa”. Pamiętam, jak zaczynałam przygodę z Beckettem. To trudna literatura, minimalistyczna, dość erudycyjna, oparta na znaku, symbolu. I trochę czasu trwało, zanim pokumałam , o co w tym wszystkim chodzi. Lubię, choć rozumiem, że co niektórzy niekoniecznie.

A dziś jest dzień szczególny, bo przecież 60 lat na scenie święci Roman Kłosowski, wybitny polski aktor zaszufladkowany jako Maliniak z serialu „Czterdziestolatek”. A przecież zagrał genialnego Horodniczego w „Rewizorze” Gogola w Gorzowie, zagrał parę znaczących ról w różnych polskich filmach. Po prostu jest znakomitym aktorem. I tylko teatrofani wiedzą, że Roman Kłosowski prawie nie widzi. To niebywała rzecz, bo on się na scenie porusza bez większych problemów, i nikt za bardzo nie wierzy w to, że aktor może mieć problemy ze wzrokiem. Ale jednak ma. Ot i kolejna tajemnica teatru, magia tego miejsca.

No a jutro Dean Brown w Jazz Clubie Pod Filarami, no ten genialny basista. I znów kolejna magia. Do Gorzowa jadą na ten koncert ludzie z Polski, w tym trzech studentów aż z Lublina, bo taka okazja zdarza się rzadko. Ta informacja to tak co niektórym pod rozwagę, co cały czas szukają jakiegoś drobiazgu, aby dowalić Prezesowi. A tak swoją drogą, żałosne to wszystko jest. Takie ciągłe wyszukiwanie byle pretekstów. No bo jak szczebiotnęły ostatnio jaskółki, walą się budynki w mieście – vide niedawny obryw fasady mojego domu, który mnie omal zabił, walą się ulice – vide dziury jak kratery wszędzie, wali się kultura w Gorzowie – tu wymieniać nie będę, bo i po co. A klub sobie dzielnie działa, ale jakieś tajemnicze siły Alfa szukają dziury w całym. Jaskółki jednak szczebiotnęły znów, w przerwie słuchania Hirama Bullocka tym razem, że część sił Alfa będzie teraz mocno zajęta czym innym i nie będzie szukał dziury w całym. No i dajcie tego wszystkie bogi świata i ty dżinie z lampy Alladyna też.

No i na koniec ostatnia informacja dnia. Wojewoda lubuski idzie w ministry. Nie ma to, jak znać się na wszystkim – administrowaniu miastem, szpitalem, województwem, marszałkostwem. Teraz będzie ministerstwo. No cóż, życzę powodzenia.

No jeszcze jedna rzecz z pola polityki – dziwne alianse się zadziewają  w tym tworze , co się nazywa Europa Plus. Ręce sobie podają i nawet się sprzymierzają ci, co kiedyś pluli na siebie jadem. Ot potwierdza się, jednak polityka to mało przyjemna rzecz jest. Niestety.

P.S. A Nasza Chata poplącze się po lesie do Mironic, razem z przyjaciółmi z Frankfurtu nad Odrą, niestety, kolejny raz bez mnie. No i szkoda wielka, bo łażenie po lesie powoduje, że mózg człowieka inaczej pracuje, znaczy się pięć razy lepiej. No i szkoda tegoż przezacnego towarzystwa. Ale następnym razem idę.