W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Almy, Cezarego, Jarosława , 25 lutego 2020

Mozart za Wartą

2013-04-25

Ale niech raczej nie będzie. To przepiękna muzyka jest i należy Jej się godne miejsce. Tak samo zresztą, jak i muzykom wykonującym te kompozycje.

A dokładnie chodzi mnie o koncert urodzinowy dla Nova Park, czyli wielkiej i raczej niepięknej galerii handlowej na Zawarciu, tuż za cudem architektury czyli Dominantą oficjalnie zwaną, a Paskudem lub Pająkiem przez tych, co nie cenią sobie ultrapoprawności.

Otóż do szeregu rozlicznych wykonawców świętujących pierwsze urodziny galerii dołącza ni mniej ni więcej tylko Filharmonia Gorzowska, która w niedzielę zagra ni mniej ni więcej tylko: „Eine kleine Nachtmusik” (Małą nocną muzykę) Wolfganga Amadeusza Mozarta, „Arię na strunie G” Jana Sebastiana Bacha i „Symfonię g-moll” opus 550 Wolfganga Amadeusza Mozarta.

Na początku nie uwierzyłam, że maestro Monika Wolińska zgodziła się na takie coś. Ale plakat jest, wszyscy potwierdzają, więc pewnie się odbędzie. Mnie nie będzie w mieście, więc się nie wybiorę. Ale plakat jest megaprzebojowy – „Eine” znają wszyscy, „Aria” to cudny, prześliczny malutki geniusz kompozytorski Bacha, a symfonia Mozarta to miód na duszę, zresztą, jak i cała jego muzyka.  (Tu bonusik – tak prowadzi tę kompozycję Nicolas Hernancourt http://www.youtube.com/watch?v=2HbMzu1aQW8. A dlaczego o tym piszę? Bo uważam, że takie koncerty powinny odbywać się w Filharmonii.

A dlaczego? A z szacunku dla ludzkiego geniuszu, jaki tę muzykę napisał, z uznania wielkości dzieła, z szacunku w końcu dla tych, co tę muzykę wykonują i szacunku dla tych, którzy tę muzykę kochają.

Są pewne odmiany sztuki, których po prostu nie da się przeflancować w inne miejsca. Nie da się pokazać „Mony Lizy” Leonarda da Vinci w innym miejscu niż muzeum, nie da się, a przynajmniej nie powinno się grywać muzyki klasycznej w innych miejscach, niż sale do tego predestynowane, nie gra się reggae w kościele. Nie wpuszcza się cyrku z klaunami i lwami do galerii wystawienniczych i filharmonii właśnie.

Muzyka klasyczna to taka wartość, która potrzebuje oprawy – zwłaszcza Mozart i Bach. Zresztą o Bachu jeden ze znanych muzyków powiedział – my z niego wszyscy. Chciała Filharmonia Gorzowska uczestniczyć w tym jakżeż „wielkim” wydarzeniu, proszę bardzo, ale nie z tym repertuarem. Nie z Bachem na litość Boga do galerii handlowej. Fakt, mam kręćka na punkcie jego twórczości, mam w domu dzieła wszystkie – coś będzie z 50 płyt. Słucham tego i traktuję jako dobro absolutne. I co więcej, nie jestem w tym sama. Takich jak ja, kochających Bacha jest wielu.

Jak już koniecznie filharmonicy chcieli wystąpić pod galerią handlową, to było wziąć na afisz Straussa, opery komiczne Dionizettiego, operetki Lehara czy innych kompozytorów zasłużonych dla podkasanej muzy. Ale zostawić w spokoju wielkich klasyków. Bo klasyków trzeba słuchać w ciszy, skupieniu i zachwycie, a w galerii lub też obok niej wszystko się liczy, ale na pewno nie uroda muzyki klasycznej.

Dziwi mnie, że nowa dyrekcja się zgodziła na coś takiego, dziwi mnie afisz. Żal mi muzyków. I nikt ani nic mnie nie przekona, że akurat takie wykonanie może przysporzyć słuchaczy. Bo to zwykła nieprawda jest.

No ale cóż, chciała dyrekcja tejże instytucji ją wypromować, to będzie to czynić. No cóż, szkoda.

A dziś za to też klasyka, tyle tylko, że na szczęście w sali Filharmonii. I to ma sens. Marta Kosielska będzie tu robić dyplom. Więcej nie pisze i odsyłam na naszą stronę o kulturze.

No i z innej mańki. A w parku Wiosny Ludów pojawiła się kawiarenka. Tak, tak, swój własny ogródek otworzy za kilka chwil kawiarnia Cafe Costa. W każdym razie parasole już stoją. No i fajnie. jedyny mankament to taki, że w tej części parku cuchnie ptasimi odchodami. Ale być może ktoś się zdecyduje. Po latach znów można będzie się w tym miejscu napić kawy. No i dobrze.

A teraz też jeszcze z innej mańki. Otóż mamy rok wielokulturowości, cokolwiek, oczywiście, to znaczy. Mamy też w mieście na siedmiu wzgórzach całkiem sporą diasporę cygańską. Mamy też świetlicę, która ma wyrównywać szanse edukacyjne romskich dzieci. Bywają w tej świetlicy także polskie dzieci – razem się uczą, razem bawią, razem tańczą. I nikt z tak zwanych wielkich polityków się nimi nie chce przejąć. Pies z kulawą nogą się nie zainteresuje, a ciągnie to wszystko i nierzadko z własnych pieniędzy finansuje fantastyczny, oddany dzieciakom człowiek. Politycy, owszem, obiecali dużo, nic z tego nie wyszło. W mieście też nie ma jakiejś spójnej polityki wsparcia takich oto właśnie inicjatyw. Szkoda. Nie ma to jak hasełkami rzucać, szyldziki wymyślać. Ot takie miasto.

P.S. Dziś w DKF Megaron „Pokłosie” Władysława Pasikowskiego. kto nie widział, ma szansę nadrobić.

P.S. 2. A za chwilę długi majowy weekend. Jadę na Ukrainę do Lwowa, Złoczowa, Krzemieńca, Stanisławowa i Żółkwi oczywiście. A jak przyjadę, to wszystko wam ładnie powiem.