W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Almy, Cezarego, Jarosława , 25 lutego 2020

No i dyplom chyba na pięć

2013-04-26

Pierwsza obrona dyplomu muzycznego w Filharmonii chyba zakończyła się sukcesem. Piszę chyba, bo komisja profesorska coś długo głowami kręciła i długo po koncercie klaskała. A muzyka była przednia.

Dyplom w czwartkowy wieczór robiła w  Filharmonii pani Marta Kosielska. Wybrała trudny przekrojowy repertuar wraz z II Symfonią Ludviga van Beethovena na zakończenie. Dyrygowała z pamięci, co jest niezwykle istotne. A ci, co wiedzieli rozpisaną partyturę orkiestrową, rozumieją jeszcze dokładniej, na czym trudność polega.

Partie wokalne śpiewała mezzosopranistka Elwira Janasik i warto zapamiętać to nazwisko, bo artystka obdarzona jest prześlicznym głosem. Ja tam za wokalem jakoś nie przepadam, ale byłam zauroczona, zresztą nie tylko ja.

No i chyba będzie piątka i to z wykrzyknikiem. A tak swoją drogą, to mogłaby u nas popracować. Byłoby ekstra. Dwie świetne dyrygentki w jednym miejscu.

A teraz o dziwnych obyczajach co niektórych. Zastanawia mnie, skąd się bierze nawyk wychodzenia po I części koncertu. Przecież nie od dziś wiadomo, że gwoździe programu chowane są na końcu . Poza tym, jak można wyjść z Filharmonii i nie dosłuchać do końca? Ja i jaskółki nie rozumiemy.

No i z kolejnej mańki. Już za kilka dni – bo 10 maja w Gorzowie zagości Lech Dyblik, aktor bardzo charakterystyczny, który śpiewa rosyjskie, a właściwie odeskie pieśni więzienne. Tym razem wystąpi z repertuarem między innymi Włodzimierza Wysockiego. No i choćbym bardzo chciała, to nie pójdę, bo koncert odbywa się w Art Cafe, czyli miejscu urokliwym, ale maleńkim i moim zdaniem zupełnie nienadającym się do koncertów. Ciasno, gorąco, głośno, klaustrofobicznie. Szkoda, bo fanką Lecha Dyblika jestem. No szkoda.

No i na koniec jeszcze jedno – miejsca czarowne. Takim miejscem stał się skwer przy murach miejskich. Zakwitły drzewa – chyba śliwki ozdobne, czy coś na kształt. Trawa pokryła śmieci i nawet bezdomnych coś nie widać. No i jest czarownie. Choć na chwilę, ale jednak.

P.S. A plastyczka miejska przeforsowała swój plan estetyzacji centrum. Jednak internauci już jej przypomnieli pewne zadziałania, chodzi o skwer przy ul. Garbary, róg Sikorskiego. Było paskudnie, jest jeszcze bardziej paskudnie. No cóż, taki live, jak mawiają Amerykanie.