W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Almy, Cezarego, Jarosława , 25 lutego 2020

Wiosenne porządkowanie mojego miasta

2013-04-27

Ponoć trwa. Widziałam onegdaj, jak pan czyścił fontannę. U mnie na podwórku też sąsiedzi urządzili coś na kształt skwerka. Ale jeszcze cały czas jest moc rzeczy do uporządkowania.

Tak, tak, zaczęło się czyszczenie niecek fontann miejskich. Bo już za minutkę, już a momencik zacznie się sezon letni. Co oznacza, że ruszą fontanny i znów będzie się czym zachwycać. Co prawda, miasto ostrzega, żeby do niecek nie wchodzić, ale jak znam zwyczaje miejskich dzieci i tak nie będą się słuchały. I jak tylko zrobi się upalnie, będą się chlapać w wodzie. No i dobrze. Przecież nikomu tym nie szkodzą. Chyba że tylko sobie.

Co do podwórka. Niepiękne ci ono jest, oj niepiękne. I dlatego sąsiedzi urządzili sobie mały skwerek. I wcale im nie szkodzie, że tuż obok stoją śmietniki. Wystarczy udawać, że ich nie ma i już jest przyjemnie. Posadzili drzewko, ogrodzili przestrzeń kamieniami. Tak własny kawałek uporządkowanego ładu.

Bo miasto jest generalnie zapuszczone. Przechodziłam ostatnio koło Łaźni Miejskiej i aż mnie z obrzydzenia odrzuciło. Piękny budynek w stylu bauhausu pokryty ptasimi odchodami i to na wysokości kilkudziesięciu centymetrów od chodnika. Każdy to widzi i nikomu, a już zwłaszcza służbom za ten stan rzeczy odpowiedzialnym nie przychodzi do głowy, że coś jest nie tak. A przecież to zabytek i należy o niego w dobry sposób zadbać. No serce się po prostu kraje z tej oto rozpaczy.

Poszłam sobie też ostatnio na spacer po Nowym Mieście, czyli dzielnicy, w której mieszkam. I też się idzie załamać. Jakoś ja tego zrozumieć nie bardzo potrafię. Nie można solidnie pozamiatać? Widać nie.

No a teraz z innej mańki. Idzie majówka – wielka, bo kilka dni wolnego. W tym czasie koncerty spotkania i różne takie obchody. I jak zwykle jest świętowanie Konstytucji 3 Maja, msza, przemarsz, koncert. Tyle tylko, że dla wybranych, bo zaproszenia rozdawał wojewoda. W Filharmonii zagra Adam Bałdych z zespołem. Fajnie mają ci, co zaproszenia dostali i lubią jazz. Bo Adama muzyka to jazz właśnie i to w dodatku progresywny, czyli taki trochę trudniejszy. No nic, trzeba będzie udawać, że się podoba.

No a ja, jak zapowiadałam, wyjeżdżam, jak to co niektórzy mówią – jadę na dzikie pola, wschodnie rubieże, na Ukrainę. Co prawda tę niedaleką, ale zawsze. Nawet paszport sobie na tę okazję wyrobiłam. No bo tam z dowodem tylko nie wpuszczają.

A jak wrócę, podzielę się wrażeniami.

A wrócę za cały długi tydzień. Jaskółek nie zabieram, zostają w Gorzowie, aby potem zdać relację z tego, co tu i teraz było.