W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Almy, Cezarego, Jarosława , 25 lutego 2020

Niespodzianki? Tak, niespodzianki!

2013-05-08

A będą, będą. I to na urodziny miasta. Już 2 lipca trzeba się będzie wybrać gdzieś w różne zakamarki, aby tego doświadczyć. To będzie niedziela. Myślę, że ciekawa.

No cóż. Nie potrafię wam powiedzieć, co będzie, bo organizatorzy bardzo mocno strzegą tajemnicy. Usłyszałam tylko – będzie fajnie. A jak znam organizatorów, to im wierzę. Pożyjemy, zobaczymy. Na szczęście derby lubuskie na żużlu za następny tydzień będą, więc nie ma innej opcji. Trzeba szukać niespodzianek. A powiem tylko, że warto. Mam tylko nadzieję, że Nasza Chata wróci do miasta na siedmiu wzgórzach z łazęgi po lesie (Boże mój, jak wytęsknionej) na tyle szybko, że zdążę na niespodzianki.

A teraz wracam do urodzin miasta. Gorzów nad Wartą, Landsbergiem zwany, przez niemal całą swą historię. Był miastem założonym na surowym korzeniu. Znaczy to tyle po polsku, że na płaskiej ziemi, gdzie nie było żadnych osad wcześniej. Ale jak uczeni w piśmie i skorupkach archeolodzy dowodzą, wcale tak nie było. Jakoweści ludzie tu mieszkali, jakoweści osady tu były. Co kompletnie dziwne nie jest. Przecież lokalizacja znakomita, w widłach dwóch rzek – Warty i Kłodawki. Niemożebnie trudno sobie wyobrazić, że nic tu nie było. Przyjmijmy więc za archeologami, że jakaś ludzia tu mieszkała. No i nagle pojawia się Albert de Luge z papierem, cóż po prawdzie z pergaminem lokacyjnym i zakłada miasto. Landsberg się ci ono nazywa. Nazwa – imię miasta nic nie znaczy. Ale możemy podywagować. Land – znaczy kraj, jakaś ziemia, berg – góra, coś istotnego. Jednym słowem – ważne miejsc. Robert Piotrowski, znany regionalista i mój guru, jeśli chodzi o gorzoviana, pewnie w głowę się puka i myśli, ot wróciłam ci oto z tej Ukrainy i w główce  mojej się pomieszało. Wybaczy, mam nadzieję.

No zmierzam do takiej oto tezy. Oto to miasto miało zawsze szczęście do ludzi, którzy je kochali, dbali, chuchali, interesowali się, co dalej z nim będzie. Pisali o nim, malowali je. Myśleli o nim. Tak było za niemieckich czasów – cóż, trudno, większość historii to tamta kultura. Ale też i za polskich czasów. Że wymienię: Władysław Chrostowski, Zdzisław Linkowski, Robert Piotrowski, Zbigniew Miler, Jerzy Zysnarski, Grażyna Kostkiewicz-Górska, Zbigniew Sejwa, Monika Kowalska, Błażej Skaziński, Krystyna Kamińska, Edward Rymar, Dariusz Aleksander Rymar, Tadeusz Szczurek, Małgorzata Pytlak, Stanisław Sinkowski, Tadeusz Seniów, Wojciech Sadowski, Monika Wilk, ale też i Mirosław Pecuch – i inni historycy tego miasta et cetera, et cetera, et cetera.

Tak, tak, nasze miasto miało to szczęście, że zamieszkali tu ludzie, którzy je pokochali, zadali sobie trudu i spróbowali je poznać, odczytać, zrozumieć, opisać a w końcu i  je zwyczajnie pokochać, tak po ludzku sobie przysposobić. O sobie nie piszę, bo zwyczajnie nie wypada.

No i właśnie, to miasto ma to szczęście, że znów pojawiają się kolejni ludzie, którzy wiedzą – urodziny, święta rzecz. Robimy niespodziankę. Bądźcie, będzie warto.

P.S. I dla porządku domu. Dziś w Muzeum Lubuskim dr Tadeusz Szczurek o monetach starych i bardzo starych wykłada. Trzeba być.

P.S.2. A jakby ktoś o Żółkwi coś ciekawego znalazł, to czekam. Krystynie  dziękuję, pomoc wielka. A może ktoś ma domowe wspomnienia? Będę wdzięczna, bo jak powołamy fundację pomocy temu miastu, wszelaka wiedza jest potrzebna.

P.S. 3. Jaskółki tylko dziobami kręcą i marudzą – zwariowałaś. Może, a może nie. Kto wie?