W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Almy, Cezarego, Jarosława , 25 lutego 2020

Rude latają po ulicach

2013-05-09

Tak, tak, rude czyli wiewiórki, Baśki, Kitki, jak zwał, tak zwał. Najpiękniejsze parkowe zwierzątka pokonują ruchliwe gorzowskie ulice. A kierowcy mają to sobie za nic.

Ze zdziwienia przecierałam oczy, kiedy zobaczyłam jak śliczne rude gna na złamanie karku po ul. Walczaka, a dokładniej mówiąc, w poprzek, aby się dostać do innego parczku. Gna po asfalcie, bo my ludzie tak sprytnie przycięliśmy drzewa, że wiewiórki straciły naturalne szlaki komunikacji. Na szczęście tym razem dla rudej nie było na drodze autek i aut i Baśka bezpiecznie dotarła na drugą stronę.

Przypominam sobie świętej pamięci pana Bogusława Seweryńskiego, który z poświęceniem walczył o stworzenie dla wiewiórek mostu sznurowego przez równie ruchliwą ul. Wyszyńskiego. Sprawa trwała i trwała i nic z tego nie wyszło. Zresztą jak zawsze. Jakoś nie umiemy zadbać o miejskich braci mniejszych. I co roku odbywa się hektomba tych przepięknych parkowo-leśnych zwierzątek. A wiewiórki parkowe potrafią się przymilić, poprosić o orzeszek, zapozować do foteczek. Uwielbiają je dzieci i dorośli. W mieście na siedmiu wzgórzach parków i skwerków jest od metra, więc i wiewiórek, jeży i innych jeszcze ślicznych stworów też cała masa. Trzeba im jakoś pomóc, bo same nie dadzą rady w tym wszechogarniającym zmotoryzowanym świecie.

No a teraz z innej mańki. Szłam dziś ul. Walczaka i znów natknęłam się na rozwalający się mur ze zmurszałej cegły, który odgradzał lochy chyba starej winiarni, czy też browaru od jezdni. No i wygląda to tak, jakby ktoś celowo mur naruszył, a cegłę sobie spokojnie wyłuskiwał do wiadomych tylko dla niego celów. A pamiętam jeszcze jakiś czas temu, że była dyskusja, i oznajmiono wówczas bardzo stanowczo, że to zabytek jest i trzeba jakoś o zabytek zadbać. No i dbamy – iście po naszemu.

A teraz o zabytkach ciąg będzie dalszy. Coraz bardziej degraduje się kamienica przy ul. Łokietka 17. Tak, tak, ta wielka, piękna, narożna. W prywatnych ona rękach jest i co jakiś czas dobiegały słuchy, że lata chwila ruszy remont. Minęły już ponad dwa lata od ostatnich zapewnień, a budynek jak stał, tak stoi, tylko coraz to nowe drzewa na nim wyrastają. A kiedyś urzędnicy z powagą wielką klarowali, że właściciel ma tylko dwa lata na zadbanie, bo inaczej kary będą i to ogromne. No i nic dalej się nie dzieje. Kamienica w końcu nie wytrzyma. Zawali się jak nic, a za nią pół ulicy Łokietka, bo tam domy nawzajem się wspierają. I jakby powiedział grek Zorba – będzie taka piękna katastrofa, że aż pół Polski się zainteresuje. Widać taki już jest los tych naszych zabytków. Najprościej – zniszczyć, zamknąć, zostawić samemu sobie i niech szlag to wszystko trafi.

Jakoś tak mnie na marudzenie wzięło, bo nie mogę iść na koncert do filharmonii. Powód – zapalenie wirusowe gardła i początki zapalenia oskrzeli. Jednym słowem dramat, bo kaszlę tak, że się mury trzęsą. No nic, szkoda, bo klasycy wiedeńscy zabrzmią. Ale w szczegółach odsyłam na stronę kultury na naszym portalu.

No i jeszcze jedno – już wielkimi krokami zbliża się Alte Kameraden. Pisałam o tym troszeczkę, bo zwyczajnie lubię tę imprezę. Polecam.

P.S. No i wielkimi krokami zbliżają się pierwsze lubuskie derby tego roku. Nie mam złudzeń, będzie lanie, że hej.