W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Almy, Cezarego, Jarosława , 25 lutego 2020

Nasi na szczycie

2013-05-14

Mam na myśli gorzowianina, który we wczorajszym, czyli poniedziałkowym teleturnieju „Jeden z dziesięciu” znalazł się w finale i pogra o najwyższą nagrodę. Pan Rafał Mazurek wygrał rozdanie w imponującym stylu.

Mam tak, że lubię ten program. Bo wymaga wiedzy, czegoś tam nauczy, przypomni, otworzy klapkę w mózgu i zmusi do przeczytania czegoś więcej na intrygujący temat. Rzadko się zdarza, aby startowali w nim mieszkańcy miasta na siedmiu wzgórzach lub okolic. A już o finałach nie wspomnę.

Tym razem sztuki tej dokonał pan Rafał Mazurek, który przedstawił się jako urzędnik kibicujący Stali Gorzów. I to w jaki stylu. Ze spokojem wielkim i opanowaniem odpowiadał na pytania zadawane kryształowym głosem Tadeusza Sznuka. Wiedział dla przykładu, jak się nazywają puchate czapy noszone przez wojsko w XIX wieku i parę innych, bardzo trudnych rzeczy też. Uzyskał imponujący wynik 152 punkty i znalazł się na wysokim, czwartym miejscu wśród przyszłych finalistów.

Gratuluję i czekam na ostatnie rozdanie, będę trzymać kciuki. No, serce rośnie, kiedy się patrzy na takich przedstawicieli miasta na siedmiu wzgórzach.

A teraz z kolejnej mańki. W centrum trwają wielkie roboty wykopkowo-rurowe. Naprawdę. Ekipa fachowców rozkopała wczoraj Wełniany Rynek i chyba dołączała kanalizację do repliki zabytkowej bimbki.

Czyżby doprowadzenie wody i odprowadzenie ścieków miało się stać kluczem do sukcesu dla tego obiektu? Jakiś czas temu w eter poszła bowiem informacja, że w bimbce ma ruszyć kolejny już raz punk informacyjny, ale wzbogacony tym razem o miejsce, gdzie będzie można coś szybkiego przekąsić i czegoś się napić. Jaskółki ćwierknęły, że szans nie dają. Ale ja tam jestem optymistką i wierzę, że może w końcu się uda. Tylko jak się uda, to niech nadal wszystkim gorzowskim maluszkom można będzie dzwonić korbką i tym czymś do dzwonienia. Bo taka już jest i tradycja tego miejsca.

Także na Starym Rynku trwało wielkie przygotowanie do kolejnego jarmarku, który ma ruszyć właśnie dzisiaj. Znów ktoś montował kramy, solidne, drewniane. Ale jakoś tu w sukces wątpię. Takie miejsca, o których bracia starsi w wierze mówili – szwarc, mydło i powidło raczej się w mieście nad Wartą, Kłodawką i Srebrną nie przyjmują. Bo z reguły tam nie ma nic ciekawego do kupienia. Być może się tym razem pomylę, co oczywiście dajcie wszystkie bogi i ty wredny dżinie z lampy Alladyna, ale jakoś trudno mi w to uwierzyć.

A tak swoją drogą, to czemu u nas nie może być tak, jak w Niemczech dla przykładu. W dzień się handluje, po południu szybko sprząta i wieczorem można się wybrać w to samo miejsce na spacer? Trudno szybko sprzątnąć? Nie ma tradycji? Lepiej ustawić niepiękne kramy i cześć? Widać jakoś tak jest.

No i z kolejnej mańki. Do derbów żużlowych coraz bliżej. I nawet najbardziej zatwardziali kibice Staleczki tym razem jakoś złudzeń nie mają. Oj, będzie lanie i to chyba całkiem spore. No cóż, kibicowski obowiązek nakazuje się wybrać i wrzeszczeć co sił na stadionie. Ale coś nakazuje mi wątpić w sukces. Jak mawiają górale – pożyjemy, zobaczymy. A potem wyjdziemy stadionu i w ponurym milczeniu udamy się do chałupy, aby dopiero tu się pozłościć do woli. A takie były szumne zapowiedzi. Co prawda osobista rodzina warczy do telefonu, co by nie bawić się w czarnego proroka i nie siać defetyzmu, ale jakoś trudno o hurra optymizm.

No i na koniec jeszcze trochę ponarzekam. Otóż po kilku dniach choroby i siedzenia w domu wyszłam w końcu na ulicę. I to, co zobaczyłam na ul. 30 Stycznia przyprawiło mnie o czarną rozpacz.

Wszędzie walały się puste butelki po tanim alkoholu, puste puszki, potłuczone szkło. I nie ma nikogo, kto by wziął na siebie odpowiedzialność za ten śmietnik. Coś strasznego – miasto jest brudne i coraz bardziej zaniedbane – trochę za sprawą niemocy urzędu nieradzącego sobie ze sprzątaniem, ale w lwiej części za sprawą lokalnych ochlejusów, wandali i zwykłych brudasów. Jak już koniecznie ktoś chce pić alkohol na ulicy, to niech choć sprzątnie po sobie. Ale czego tu się spodziewać po tak zwanych pijaczkach? No czego?

P.S. A już w piątek rewelacyjny koncert w Filharmonii Gorzowskiej. Więcej na stronie kultury na naszym portalu.