W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Almy, Cezarego, Jarosława , 25 lutego 2020

O cudach i Romach

2013-05-29

Jaki piękny był przed II wojną światową Landsberg można się przekonać, patrząc na kamienicę, gdzie mieści się księgarnia św. Antoniego. Fachowcy właśnie odsłonili główną jego fasadę.

Szłam tamtędy wczoraj i aż mnie z lekka przytkało z tego zachwytu oto właśnie. Fakt, jedna z najlepszych gorzowskich firm budowlanych nieźle się napracowała, aby przywrócić blask na razie tylko frontowi kamienicy u zbiegu ul. Łokietka i Dąbrowskiego. Ale efekt jest oszałamiający. Odczyszczona i zakonserwowana cegła klinkierowa, odtworzone detale architektoniczne, opierzenia jak należy – jednym słowem cuda prawdziwe Może i dobrze, że na razie nikt nie remontuje przyziemia do wysokości I piętra, bo niestety w naszym mieście roi się od bezmózgów ze sprayami w rękach. Ale nawet ten kawałek odremontowanej kamienicy jest świadectwem tego, jak pięknie kiedyś musiała wyglądać ta dzielnica, dziś niestety strasząca okopconymi i łuszczącymi się budynkami.

Tak, tak, Landsberg był zasobnym ślicznym miastem, do którego z radością zaglądali inni, także ze stołecznego Berlina. Bo było po co. Dlatego warto wybrać się w okolice Kłodawki na spacer i popatrzeć sobie na naprawdę ładną rzecz. I trzymać kciuki, żeby cała kamienica tak wyglądała.

No a teraz o Romach. Od lat śledzę perypetie państwa Dębickich przy organizacji Romane Dyvesa i zdumiewa mnie ostatnio, że znów urzędnicy wiedzą lepiej. Urzędnicy wiedzą, że korzystne będzie dla organizatorów przekazanie organizacji festiwalu miastu, wiedzą lepiej, ile będzie dochodu z biletów, wiedzą lepiej o wszystkim. I nawet w oświadczeniu swoim dotyczącym pracy komisji dzielącej pieniądze na różne inicjatywy podkreślają, że w tymże ciele znaleźli się fachowcy od lat pracujący w kulturze. No ja mam niejakie wątpliwości, ale niech tam. Kiedyś w zamierzchłych czasach, takie zachowania nazywano arogancją, dziś się mówi skuteczny i kreatywny urzędnik.

Mnie chodzi tylko o jedno, a mianowicie o to, że od jakiegoś czasu to urzędnicy biorą się kreowanie kultury w mieście. A przypomnę po raz niewiadomo który, że nowa władza, jak nam nastawała, z gorączką i mocą podkreślała, że nie od tego ona ci jest. Co więcej, właśnie organizacja i kreacja kultury przez poprzednią ekipę była jedną z rzeczy najbardziej krytykowanych przez władzę obecną. A potem po cichutku, pomaleńku nowa władza zaczęła wymyślać kulturę w mieście przy jednoczesnej negacji tego, co tu się przez lata udało wypracować, że przypomnę Konkurs Pisankarski, Małą Akademię Jazzu i Gorzów Jazz Celebrations, Festiwal Romane Dyvesa. Fajnie, że promuje się nowe rzeczy, ale nie wolno przekreślać tego, co się sprawdziło i dobrze, ba dobrze, znakomicie wręcz działa. Obawiam się, że nowe tego nie rozumie. No cóż, widać taki czas przyszedł, że komunikacja w narodowym narzeczu przestaje istnieć.

No i tu dochodzimy do trzeciej mańki, tej językowej. Otóż przeczytałam zaproszenie do udział w konkursie na „nie zapomniane” wakacje. Wisi sobie ono w oknie wystawowym jednego z lokalnych biur podróży. Rozumiem, że ludzie, którzy maturę zdali jakieś 20 lat temu mogą mieć kłopoty z pisownią nie z imiesłowami, bo w międzyczasie zmieniła się polska norma językowa. Ale odkąd ortografia obowiązuje, a będzie gdzieś tak od średniowiecza, to nie z przymiotnikami pisało się, pisze i raczej na bank pisać się będzie łącznie. Już wiele słów napisałam o konieczności dbania o język. Bo jak widać, nie tylko nie umiemy mówić poprawną komunikatywną polszczyzną, ale też i pisać nie potrafimy. Żałosne.

I dla porządku domu. Już jutro w DKF Megaron „Bagdad Cafe” Percy Adlona – jeden z najcudowniejszych filmów świata z hipnotyczną opowieścią o ludzkim szczęściu okraszoną równie hipnotyczną muzyką. Polecam. A już w niedzielę w Filharmonii zagości Charlie Chaplin, ale o tym w osobnym tekście.

P.S. Mam nadzieję jednak, że Rada Miasta nie pozwoli sprzedać zabytkowego ratusza. Bo zdaniem mądrych ten budynek nie nadaje się na nic innego, tylko na ratusz właśnie. I dajcie wszystkie bogi świata, aby tak się w końcu stało.