W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Almy, Cezarego, Jarosława , 25 lutego 2020

No i jest dyrekcja

2013-05-30

Tak, jak wszyscy się spodziewali, dyrektorem Filharmonii Gorzowskiej została pani Małgorzata Pera. Ale nikt nie spodziewał się, że konkurs będzie wyglądał właśnie tak.

Na początek gratulacje. Szczere. Bez złośliwości. I dajcie nam wszystkie bogi świata i ty wredny dżinie z lampy Alladyna, żeby kadencja potrwała dłużej niż dotychczasowe, bo dla tej instytucji to dość ważne jest.

Gratuluję pani Małgorzacie, że została szefem FG. I mam nadzieję, że uda jej się sztandar gorzowskiej kultury dobrze poprowadzić, że się porozumie z panią Moniką Wolińską na chwałę instytucji i na pożytek nam, melomanom. Myślę sobie, a jaskółki ćwierkają, że tak będzie, że raczej na scenę się nie wybierze w charakterze artystki – muzyka lub dyrygenta, bo raczej kwalifikacji do tego nie ma, ale kto wie? W tym kraju wszystko jest możliwe. Ale na poważnie – na scenę, jak najbardziej, kiedy trzeba przekazać uznanie pracownikom, kiedy warto się pochwalić sukcesami – a FG, choć bardzo młoda jest, to już ma osiągnięcia, i cały czas, my melomani wierzymy, że będą następne. I tylko wówczas warto wchodzić na scenę. Nie robił tego pierwszy dyrektor Krzysztof Nowak, a szkoda, bo piękną polszczyzną mówi i wiedział zresztą, o czym. Natomiast nader często, niestety,  na scenie gościł drugi dyrektor – pan Krzysztof Świtalski.

I tu dochodzimy do drugiej mańki. Do konkursu na dyrekcję FG. Otóż choć wcześniej kandydatów do biurka, komputera i innych obowiązków było kilkoro, w efekcie przed komisją stanęło ich dwoje. (Wiem od zaprzyjaźnionych jaskółek – nie moich, innych). Pani Małgorzata, jako pierwsza, i właśnie pan Krzysztof Świtalski. O ile pani Pera mówiła na temat i rzeczowo, o tyle pan Świtalski wylał całe wielkie morze rozgoryczenia i żalu za utraconym stanowiskiem. Komisja konkursowa więc nie miała wielkiego wyboru.

Szkoda, że w szranki do boju nie stanął poznański artysta, pan prof. Marcin Sompoliński, który także był jednym z kandydatów. Nie przyjechał na rozmowę kwalifikacyjną. Muzyk, dyrygent, propagator i admirator muzyki, autor choćby projektu o Wolfgangu Amadeuszu Mozarcie w podróży. Tak, tak, to ten, który tłumaczył trudne dla niemuzyków pojęcie koła kwintowego przez analogię z Robertem Kubicą. Był, niestety, na tym feralnym sympozjum (nie z winy organizatorów) w FG o jej przyszłości, i zobaczył, jak tu się zachowuje władza. Zobaczył popis złych, najgorszych zachowań (pisałam o tym już i więcej nie zamierzam, bo szkoda przestrzeni w sieci) i wtedy chyba pojął decyzję – Gorzów – miasto, do którego nie mam zamiaru więcej przyjeżdżać. Powiedział o tym dosadniej, ale nie napiszę, bo dobre obyczaje nie pozwalają. Z tych samych powodów do konkursu nie podeszli inni. Jedną z kandydatek obraziła w sposób skandaliczny pani dyrektor wydziału kultury, cytując zresztą słowa szeryfa naszego miasta. Inny chętny do poprowadzenia FG zraził się, kiedy usłyszał, jak tu traktuje się wszystko związane z konkursami, też ostatecznie nie przyjechał. Szkoda wielka.

Tak więc znów jest stabilizacja. I kolejny raz pani Małgorzacie życzę powodzenia i mam tylko nadzieję, że ta stabilizacja potrwa rzeczywiście jakiś czas, że FG stanie się fajną instytucją bez kwasów, zamachów na inne rzeczy, instytucją stricte muzyczną. I życzę też pani dyrektor (wiem, nie czyta moich komentarzy, ale może ktoś słówko szepnie), aby przemyślała strategię rozwoju tak, aby współpracować z innymi, a niekoniecznie zawłaszczać inne dziedziny muzyki. Bo w przepięknej sali FG naprawdę najlepiej brzmi klasyka. Inne rodzaje muzyki już nie. Wiem to od wykonawców, którzy niekoniecznie mówią szefom instytucji, co tak naprawdę myślą. I wiem to też od bractwa melomańskiego, które w różnych miejscach siedzi, i różnie muzykę słyszy. I zresztą mam własne doświadczenia, bo na różnych projektach muzycznych w różnych miejscach w FG siedziałam.

I z kolejnej mańki. Ale też artystycznej. Otóż „Trzy razy Piaf” w wykonaniu naszych, gorzowskich aktorek, i w reżyserii Artura Barcisia, ma już na liczniku ponad 160 wykonań. Teraz może się zatrzymać, bo jedna z wykonawczyń Wróbelka z Paryża jest w ciąży i trzeba kciuki trzymać, aby dzieciątko na świecie się zdrowe pojawiło i mamunia szczęśliwa była. A piszę o tym nie dla plotek, tylko dla uznania klasy spektaklu, dla jego wielkiej nośności, dla zachwytu, który za każdym razem niesie. Dla wzruszeń, których dostarcza. Dla geniuszu samej wielkiej Piaf, ale i dla reżysera, któremu się chciało taki spektakl przygotować. On sam zresztą mówi przy każdej okazji, że KOCHA PIAF, i wie, że jej piosenki będą wzruszać i zachwycać zawsze. I coś chyba jest na rzeczy jest, bo tak jest. Wzruszają. A tak swoją drogą, patrząc na naszą tradycję, my mamy wielką Hankę Ordonównę i jej piosenki. Pisane dla ARTYSTKI przez wielkich tego świata. Może warto pomyśleć o programie jej poświęconym. Wielka to postać była wszelako. Zerwała przyjaźń z Igo Symem, kiedy ten okazał się niegodnym znajomości, siedziała na Pawiaku, walczyła o polskie dzieci w Palestynie, no jednym słowem, warto i o niej pamiętać i jej dorobek w jakiś w miarę godny sposób upamiętnić. Jak znam pana dyrektora Jana Tomaszewicza, to może coś się uda… Może? Oczywiście, jak znajdzie się realizator, dobry, uzdolniony, z pomysłem… I tego daj nam Boże.

A w teatralnej mańce jeszcze. Widziałam, jak wyglądają krokwie w dachu Teatru Osterwy. Pan dyrektor Jan Tomaszewicz mi pokazał. Pomsta do nieba, dla tych, którzy zaniedbali i dzięki wielkie, temu, kto zechciał zawalczyć. Jak można było tyle lat zachwycać się Teatrem Osterwy u nas, w mieście nad trzema rzekami, a nie pomyśleć o konstrukcji? No jak? Widać można było. I tym bardziej słowa uznania dla pana Jana Tomaszewicza się należą, że znów remont rozpętał. Bo jakby tego nie zrobił, to pewnego pięknego dnia jakaś krokiew zleciałby na głowę Krystyny i byłby problem.

P.S. Nie będzie dla porządku domu. Będzie o solidarności z kolegami dziennikarzami. Chodzi mnie o Hannę Kaup. Przykro mi, że tak cię potraktowano. Że urzędnicy nie odpowiedzieli na twoje pytania i zwyczajnie cię zlekceważyli. Ale czegóż spodziewać się po urzędnikach? No czegóż?