W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Almy, Cezarego, Jarosława , 25 lutego 2020

Kresowe ślady w Gorzowie

2013-05-31

No i jak tu nie pisać o Kresach? Ano trzeba, tym bardziej, że w mieście nad trzema rzekami były i nadal są ślady związków z tamtym kątkami.

Porozmawiałam sobie z jednym moim przemiłym znajomym. I na fali opowiastki kresowej o mojej najnowszej miłości, znaczy się Żółkwi (poczytajcie sobie na naszym portalu i napiszcie, jak wam się taka historia podoba), sprzedał mi dwie przednie historyjki. Jedną wam też opowiem.

Otóż przy ul. Podmiejskiej mieszkała sobie pewna przesympatyczna pani. Lubiła dzieci, miała dla nich zawsze cukierki. I każdą rozmowę kończyła tak – No wiecie, ja tam w tym Stanisławowie (po prawdzie z zaśpiewem i brzmiało to tak – w tym Stanisławowi, [dziś Iwano-Frankowsku]) to kilka kamienic miałam, a tu państwo polskie każe mi mieszkać na stryszku. Słuchał tych opowiastek mój przemiły znajomy. No i los tak chciał, że po latach, już jako dorosły człowiek, ów znajomy trafił do Stanisławowa – Iwano-Frankowska (a tak swoją drogą, to napiszę za czas jakiś kawałeczek o tym pięknym mieście). I tu wraz z towarzyszami podróży trafił na imprezę, na której bracia Ukraińcy też byli. Pękło kilka drinków, rozmowa stała się luźniejsza. I mój przemiły znajomy opowiedział głośno historię pani z ul. Podmiejskiej w Gorzowie Wielkopolskim. No i po jego przemowie zrobiło się cicho. Potem gwar się podniósł z lekka wielki. A do przemiłego znajomego podszedł ktoś z braci Ukraińców i mówi tak. – A. (tu imię znajomego, bo nie wiem, czy chciałby) ty uważaj, co mówisz, bo ta kobieta rzeczywiście tu miała kilka kamienic. Nota bene, ten dom, w którym teraz jesteśmy też jej był. No i te sąsiednie kamienice też jej były.

I mój przemiły znajomy spointował to tak. – I proszę sobie wyobrazić, że ja do tamtego czasu myślałam sobie, że kobiecina bajdurzy, że taka trochę myszygene była.

Prawda, jakie niezwykłe historie los i dzieje potrafią splatać i plątać. Jakie to szczęście, że są ludzie, którzy tego jeszcze doświadczyli i pamiętają, a co więcej, chcą się tym dzielić.

A o tej drugiej historii, to napiszę, kiedy coś sprawdzę. Mam nadzieję, że niedługą chwilę to potrwa.

I z innego kątka. Otóż opowiedziałam znajomym anegdotkę z pobytu w mieście na siedmiu wzgórzach Władysława Broniewskiego, wielkiego, a kompletnie teraz niecenionego poety. A szkoda, bo to przednia poezja to jest.

Wydarzyło się to w grudniu 1958 r. Sprawę za Januszem Koniuszem i „Gazetą Gorzowską” opisałam w tekście „Wygrzebane na bibliotecznej półce. Nazwisko: - Broniewski”. Opowiastkę zamieścił „Nadwarciański Rocznik Historyczno-Archiwalny” nr 19 za rok 2012. No i od znajomych, także przemiłych, usłyszałam, że fajna ta historia jest i powinnam wziąć udział w konkursie, jaki polski instytut filmu PISF pod światłym kierownictwem pani Agnieszki Odorowicz urządził na scenariusz o życiu poety właśnie. Komplement wielki, ale jak mawiał cytowany przeze mnie często sam wielki Aleksander hrabia Fredro - „Znaj poroporcjum, mocium panie”. Proporcjum znam, na konkurs się nie porywam, bo zwyczajnie tego nie potrafię. Może gdyby Janusz Koniusz napisał więcej anegdotek związanych z poezją i twórcą, to może wespół i w zespół coś by się sklecić dało. Ale tak? No i co z tego, że lubię i mnie wzrusza ta poezja. To jeszcze za mało, aby pisać scenariusze. Zresztą tylko epizod gorzowski jest tak barwny, że może wystarczyć na samodzielny odcinek scenariusza z życia poety. Zresztą ciekawa to bardzo postać, człowiek z dobrego domu, który do socjalizmu doszedł w 20-leciu międzywojennym. Czyli jak powiedziała moja kolejna przemiła znajoma, tak Olu, to o tobie, nie było w tej decyzji nic z koniunktury tuż powojennych czasów. A jak dodał przemiły znajomy A. – Kiedyś się mówiło, że kto w młodości nie był socjalistą, ten na starość okazywał się… A czemu znów o tym piszę? Ano dlatego, że jak się przyjrzeć troszkę dokładniej, to w mieście na siedmiu wzgórzach działo się całkiem sporo i to nieoczekiwanych rzeczy. W czasach nam bliższych ochroniarz nie wpuścił pani Krystyny Jandy do Teatru Osterwy, choć Bogiem a prawdą, miała grać w innym miejscu. Inna rzecz, że jak pani Janda pojawia się jakimś teatrze choćby przez pomyłkę, to należy ją przyjąć, kark i kręgosłup w ukłonach giąć i tylko dyskretnie się dowiadywać, gdzie ARTYSTKA ma wystąpić. A potem równie dyskretnie ją tam doprowadzić. A tak, smrodek pozostał i cały czas jest, choć od wydarzenia minęło sporo czasu.

A inna wielka aktorka – Hanna Śleszyńska, wraca do miasta nad trzema rzekami często i chętnie. Wiążą ją z tym miejscem rodzinne wspomnienia. Pisałam o tym, więc się powtarzać nie będę.

Szkoda tylko, że wielka wokalistka jazzowa – Krystyna Prońko, tak rzadko tu koncertuje. Na jej recitale ludzie tłumnie walą. Że przypomnę jedne z Dni Gorzowa, kiedy rzecz cała działa się na nadwarciańskich błoniach i tuż przed koncertem pani Prońko nad miastem przeszła nawałnica. Pani Krystyna Prońko burzę przeczekała i dała taki koncert, że ojej. No i zaśpiewała swego evergreena „Deszcz w Cisnej”. Na szczęście nowa nawałnica na miasto nie spadła.

No i następnego kątka. Rozkład jazdy kulturalnej na weekend już napisałam wcześniej, więc nie muszę znów. Ale chciałam podpowiedzieć tropicielom przeszłości i miłośnikom czytania, że ukazała się książka pana Leszka Adamczewskiego o Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym, czyli podmiędzyrzeckich bunkrach. Ale od recenzowania regionalików jest u nas w portalu Krystyna Kamińska i bardzo, bardzo czekam na Jej opinię. Ja tam, po przejrzeniu książki, mam mieszane uczucia.

P.S. A Wszystkim, którzy złożyli mi życzenia urodzinowe na portalu Facebook serdecznie dziękuję. Przemili znajomi, bardzo, bardzo, bardzo wielkie dzięki. Ja nie operuję na Facebooku, choć mój profil tam jest, a to z prostej przyczyny, nie umiem go zlikwidować. Jak ktoś wie, jak to zrobić, niech da znać na redakcyjną pocztę. Ale raz jeszcze – Bóg wam wszystkim zapłać i roześlijcie to moje – Bóg zapłać do znajomych. No cóż, staram niczym węgiel, ale cóż, czas nie stoi w miejscu.