W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Almy, Cezarego, Jarosława , 25 lutego 2020

Robota aż furczy

2013-06-03

Tak, tak, i to tuż pod miastem na siedmiu wzgórzach. I wygląda to zupełnie nie po polsku. Mam na myśli budowę S3.

Jechałam sobie w sobotę do miasteczka nad Wartą i Obrą wygodnym szynobusikiem (no bo tym najmniejszym) i tuż za rogatkami Gorzowa oczy ze zdumienia musiałam przecierać. Pojawił się wiadukt nad torami. A jeszcze dwa tygodnie temu go tam nie było. Myślałam – fatamorgana, ale jednak nie. Wszystko zgodnie z prawdą. Wiadukt stał, masa ludu roboczego w kaskach się tam produktywnie kręciła. Jednym słowem jak w Niemczech albo innej Szwajcarii.

A jeszcze większe zdziwienie mną zatelepało, kiedy tegoż samego dnia wracałam do miasta nad trzema rzekami, stałam na przystanku PKS i czekałam wieczorem na autobus. I w tym samym czasie doliczyłam się kilku ciężarówek jeżdżących z kruszywem na budowę tejże drogi. No szok. Przecież tradycją i zwyczajem uświęconym w naszym nie najpiękniejszym z krajów jest, że jak weekend przychodzi, to wszystko staje, poza handlem w wielkich sklepach, bo on się wówczas najlepiej kręci. A tu proszę, taka niespodzianka. Budowlańcy nie odpuszczają i kiedy tylko mają ku temu warunki, pracują niczym te mróweczki. Po prostu zmiana jakościowa.

Na a teraz z drugiej mańki. Zamurowało mnie po raz drugi kompletnie, ale tym na razem na własnej ulicy. Otóż wczoraj rano widziałam taki obrazek. Młody mężczyzna wyprowadzał na spacer swego malutkiego pieska. Jakiś taki pekińczykowaty on był, ale za dobrze się na tym nie znam, więc się nie będę wymądrzać. I wyobraźcie sobie, że posprzątał po ulubieńcu. Osobiście na to patrzyłam i aż chciałam mu podejść i podziękować. Ale w międzyczasie pan sobie poszedł. A ja tylko w taki sposób mogę podziękować za zwykły gest – tylko tym, że o tym napiszę. Może wzorem grzecznego pana pójdą też inni? Oj, dobrze by było.

No i z trzeciej mańki. Rusza Instytut Biskupa Pluty. Na początek od otwarcia stałej wystawy poświęconej patronowi w przepięknie wyremontowanym Domu Biskupów Gorzowskich. To szczęście dla miasta, że akurat willa Bahrów była w rękach kościelnych, bo się ostała jako symbol miasta zamożnych fabrykantów. A teraz, kiedy będzie do niej można wejść, kiedy zacznie służyć nie tylko Kościołowi, to stanie się jeszcze lepiej. I tym smutniej się robi człowiekowi na sercu, że zły los spotka inne tego typu obiekty. Ale jak może się zmieni władza, i tylko tyle w tej kwestii napiszę, to odmieni się także los zapomnianych przez Boga i urzędników zabytkowych obiektów.

P.S. A w niedzielę byłam w turystycznym raju tuż pod Gorzowem, ale o tym w osobnym tekście, bo zachwycać jest się czym. No i będzie glosa do wsi Marzęcin.