W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Amelii, Dobromira, Leonarda , 30 marca 2020

Zadziwień ciąg dalszy

2013-08-08

Własnym oczom nie wierzyłam. Park Wiosny Ludów wykoszony i jako tako wysprzątany? Niemożliwe, a jednak. Czyli jednak coś pozytywnego może się w tym mieście wydarzyć.  Szkoda, że rzadko i mało.

Poszłam ci ja sobie kolejny raz popatrzeć na „ekologiczny” skwerek u zbiegu Garbar i Sikorskiego. I nie byłam sama, bo dzieło plastyczki miejskiej podziwiała całkiem spora grupka ludzi i większość z niedowierzaniem patrzyła na to, co tam ustawiono. Ludzie nieprzyjaźnie komentowali, może dlatego, że przesłanie nie jest zbyt czytelne. Ja się zgadzam z Piotrem Steblinem-Kamińskim, że instalacja ta bardziej pasowałaby w okolicach Miejskiego Ośrodka Sztuki, natomiast w tym miejscu potrzeba czegoś innego. Najlepiej moich ulubionych kramów z zielskiem do jedzenia, ale jak mawiają bracia Czesi – To se ne vrati, więc szkoda płakać nad rozlanym mlekiem. A ponieważ w naszym mieście nasycenie wandalami różnej maści wysoce przekracza średnią krajową, złudzeń nie mam, dziełko długo nie pożyje.

Ale nie o tym miało być. Miało być wszak o parku Wiosny Ludów. No bo kiedy oczka moje się już napatrzyły na „ekologiczną” instalację, postanowiłam pójść wreszcie do domu. I choć bardzo nie lubię przez ten park, to upał jak diabli sprawił, że na los szczęścia Baltazarze. I doznałam szoku. Park wykoszony, pozamiatany, ławki jakoś prościej stały – to oczywiście złudzenie – ale jednak. No ogólny ład się zrobił. Przyjemnie mnie się zrobiło i nawet nie dziwiłam się, że jakiś chłopak systematycznie ogałaca parkową śliwkę z owoców. Przynajmniej się nie zmarnują.

Ale kilka godzin później przyszło mi się przemieścić na osiedle Staszica i odkryłam, że autobusy w mieście na siedmiu wzgórzach nadal kursują stadami. O jednej godzinie odjeżdżają linie jadące w jedno miejsce. Przemiły znajomy tłumaczył mi kiedyś, że takie skorelowanie rozkładów wynika z ekonomii sieci transportowych. Nie rozumiem tego i nic nie wskazuje, że zrozumiem. Na szczęście dla mnie pokonywanie pieszo różnych odległości problemem nie jest, więc w ciągu 20 min doszłam gdzie chciałam, czyli do kościoła Najświętszego Zbawiciela. Bo tam naturalnie była muzyka dawna. A że się przy okazji spociłam, jak ruda mysz, to inna inszość. No i już wiem, nie będę korzystać z usług komunikacji miejskiej, bo ona według mnie jeździ mocno wadliwie.

A jak wracałam, to przeszłam się obok nowej siedziby Archiwum Państwowego i tu pełen zachwyt. Jak się chce to można. Można zaprojektować i zbudować prościutką bryłę, przełamana tylko kolorowymi taflami i efekt jest zachwycający. To prosta minimalistyczna architektura, której tak bardzo brakuje we wrzaskliwej miejskiej przestrzeni, gdzie dominują głupawe kolory, pokręcone kształty, wszechogarniająca reklama na świetlnych ekranach albo megabannerach. Koszmar.

Dlatego stałam chwilkę z nowo poznaną znajomą i się zachwycałyśmy. I jak przyjadą moi znajomi z Polski, to im pokażę to miejsc. Tylko wcześniej każę oczy zasłonić, aby nie patrzyli na koszmar po drodze. Koszmar – bałagan, popaćkane ściany, a zresztą sami wiecie.

P.S. Patrzyłam wczoraj na Legię, jak walczyła o Ligę Mistrzów. Tak po prawdzie jednym okiem, ale zawsze. I nie było to widowisko na miarę pojedynku Lechii Gdańsk z Dumą Katalonii, oj nie.