W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Amelii, Dobromira, Leonarda , 30 marca 2020

Pomieszczenie nie dla architektów

2013-08-09

Nie, bo nie – tak mówią gorzowscy architekci, którym miasto nie chce przekazać – za pieniądze z czynszu, za kasę  – pomieszczeń w willi przy ul. Łokietka. A chodzi o byłą siedzibę SLD w ślicznej kamienicy, którą zaprojektował dla siebie jeden z wybitniejszych architektów Landsbergu.

Chodzi o cudne miejsce na parterze kamienicy przy ul. Łokietka 21. Regionaliści bez trudu natychmiast mówią kamienica Willego Sencpiehla. To jedna z najpiękniejszych kamienic Nowego Miasta, jeszcze nie odnowiona, ale może się doczeka. To jest ten dom, który zauracza detalami, pięknem bryły, wykuszami. No cudo prawdziwe. Ten dom zaprojektował dla siebie główny, a może najbardziej znany architekt Landsbergu, który działał w mieście na siedmiu wzgórzach. Jak pisze Lucyna Giesen w świetnej książce „Architektura secesyjna w Gorzowie” wydanej w 2009 r. przez Wojewódzką i Miejską Bibliotekę Publiczną, i tu podziękowanie dla pana dyrektora Edwarda Jaworskiego, że mu się chce, walczyć o książki, najbardziej znane fakty z życia architekta wiążą się z latami 1898-1911, kiedy mieszkał i tworzył w Landsbergu. Pozostało po nim trochę zabytków materialnych – zainteresowanych odsyłam do owej książki. Najprościej do niej dotrzeć przez dział zbiorów regionalnych. Tam pani Grażyna Kostkiewicz-Górska i jej załoga pomogą, a być może inne ślady jeszcze znajdą. Wiadomo, bibliotekarze. Wiedzą wszystko, albo prawie.

Ale ad rem. Otóż w tej ślicznej kamienicy swoją siedzibę miała partia SLD. Chwalić Boga i dżina z lampy Alladyna, że nie dokonała żadnego inwazyjnego remontu. Pomieszczenie na parterze – mieszkanie całe jedno – zachowało stary układ, są tam fantastyczne stiuki, trzeba wyremontować okna, odnowić drzwi, podłogi, futryny. Wszystko jest z epoki. Wszystko zaświadcza o myśli nie tylko fabrykanckiej, choć oświecona ona była, ale też i tej inteligenckiej. A trzeba pamiętać, że przedwojenny Landsberg, choć to miasto kochamy, nie był czymś ekstra, czymś, do czego się specjalnie jeździło. Znośnym dla mieszkańców uczynili go właśnie światli fabrykanci i ta nieliczna inteligencja.

No i przyszedł taki moment w dziejach już Gorzowa, że partia SLD opuściła mieszkanie – jedno w kamienicy Willego Sencpiehla. No to architekci ruszyli do boju. Chcieli to mieszkanie na siedzibę Stowarzyszenia Architektów Polskich – SARP. No i wydawało się, że wszystko się ułoży. Przebrnęli przez różne uzgodnienia, najpierw miało być bez przetargu, potem miał być przetarg, w końcu okazało się, że i przetargu nie będzie, bo prezydent widzi tam mieszkania. – Ja rozumiem różne rzeczy. Ale tam? Tam mają być dwa mieszkania, z dwoma wejściami. A co ze spuścizną? To będzie nieodwracalne zniszczenie zabytkowego pomieszczenia. Pomyśl tylko – my dzisiejsi, współcześni architekci mamy siedzibę w domu tego ważnego dla tego miasta architekta, to fantastyczna kontynuacja tego, co tu się zadziało jakiś wiek temu. To ochrona i wspomnienie tego, co ważne – mówił mi przemiły znajomy.

Pomyślałam i ja. Owszem, rozumiem, miasto potrzebuje lokali komunalnych i socjalnych. I to jak przysłowiowa kania dżdżu. Ale chyba nie aż takim kosztem. Władze różne, nie myślę w tej chwili o szeryfie miasta na siedmiu wzgórzach, sprawiły, że Gorzów dziś, przed II wojną perełeczka, stał się brzydkim miastem, który ma rezydencjonalne ambicje. A jednocześnie władze tego miasta czasami robią dziwne gesty.

Wiem, że szeryf nie czyta naszego portalu, ale wiem, że jego służby tak. Więc może niech będzie w taki oto sposób. Ja za wsparciem służb prezydenckich proszę – niech się pan prezydent zastanowi się raz jeszcze. Niech nie daje tego pomieszczenia na mieszkania. Niech nam się to uratuje. To tylko jedno – ale jak to tylko prezydent wiedzieć może. Piotrek się zaśmieje – wierzysz w niemożliwe. No, cóż trudno, wierzę.

A teraz prywatne smutki Renaty Ochwat. Otóż dziś dotarła mnie smutna wieść. Zmarł prof. Zenon Polus. Artysta z Zielonej Góry. Nie byłam Jego studentką, ani coś w podobnie. Poznałam pana profesora jakiś czas temu, lata będą. Nie byłam nawet dobrą znajomą. Byłam taką znajomą, którą się tam gdzieś kojarzy. Fajnie pogadać o sztuce. I jak sobie z prof. Polusem czasem pogadałam o sztuce, było pięknie. Magdalenie współczuję, wiem, jak to jest. Wiem. Bo nagle umiera ktoś ważny, ktoś, bez kogo nie umiemy żyć.

A nam wszystkim należy się czas na żal. Bo znowu odszedł rewelacyjnie fajny człowiek. BWA w Zielonej Górze w poniedziałek otwiera wystawę. Nawet jak mnie tam fizycznie nie będzie, to będę mentalnie. Takich ludzi jak prof. Polus zawsze brakuje.