W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Amelii, Dobromira, Leonarda , 30 marca 2020

No i było cudnie

2013-08-12

Mam na myśli VIII Spotkania z Muzyką Dawną. Znów zabrzmiała urzekająca muzyka wykonana z wielką kulturą, jakiej nie powstydziłyby się zawodowe zespoły. Ale tradycyjnie podczas gali w FG zgrzytnęło i jak dla mnie trochę za mocno.

O głupotach, jakie się dzieją w naszym mieście kolejny raz pisać nie zamierzam, bo i jak mawiał trochę nieudaczny król Stanisław August Poniatowski, szkoda czasu i atłasu. W dzisiejszych czasach tłumaczy się to tak – nawet wytrzymałości Sieci żal.

Ale o spotkaniach muszę i chcę. Bo kolejny raz zauroczyły mnie te dziecka, oraz te dorosłe już kapelki. Zagrały cudowną muzykę, trudną, wymagającą wielkiej dyscypliny, umuzykalnienia, tego czegoś, czego trudno nauczyć. Chylę głowę przed wszystkimi, bo nawet ci, co tylko aspirują i marzą o Złotej Harfie Eola w Kaliszu, w moim prywatnym rankingu już ją mają. Tak się dzieje w naszym mieście, że Marcjanna Wiśniewska zaprasza różne zespoły i z reguły to znakomity wybór.

Bo zespoły już dobrze znane w mieście nad trzema rzekami jak zwykle zaskoczyły słuchaczy nowym repertuarem. Rewelacyjne było trio „Voci Unite” z Łomży. Urocze panie drugi raz z rzędu i mam nadzieję nie ostatni, pokazały, że można swobodnie połączyć różne techniki śpiewu. Wydawałoby się, nie do pogodzenia, a jednak.

Dziękuję za zespół z Lęborka „Incantare”, bo małe dzieci tam grają, ale jak. A ich mentorka tylko ich wspiera i razem z dziećmi występuje.

Dzięki za „Prymkę” z ze Starachowic i panią Bożenę Magdaleną Mrózek, która na początku spotkań przywiozła chór Portamento, który nas zachwycił tak bardzo, że się na Portamento czekało. Teraz była „Prymka”. Pani Bożenie dziękuję za fantastyczną konferansjerkę w lokalnych kościołach. Najlepsza z możliwych. Ukłony wielkie.

Od pierwszej edycji oglądam i słucham, co się wydarza na spotkaniach i jestem pod dużym wrażeniem, bo jak do tej pory nie zdarzyło się coś, czego Marianna mogłaby się wstydzić.

Ale w tej beczce miodu jest łyżeczka dziegciu. Otóż podczas finałowego koncertu w FG najpierw melomani mieli okazję posłuchać muzyki bliżej nikomu nieznanego kompozytora George’a Filipa Telmanna (bo ten bardziej znany nazywa się Georg Filip Telemann), potem znów wykonano muzykę również bliżej nieznanego Henry Poorcella (bo ten bardziej znany i ceniony nazywa się Henry Purcell – czytaj Parcel). A na koniec wszyscy wykonawcy odśpiewali starą polską pieśń hymniczną „Gaude Mater Polonica”, czyli ludzkim językiem mówiąc, najstarszy hymn polski „Gaude Mater Polonia”. Miłosiernie pominę banialuki wygadywane przy prezentacji poszczególnych zespołów, które zresztą można było przeczytać w folderku festiwalowym. Ale takich błędów nie można pominąć milczeniem. Milion razy pisałam o konferansjerce w FG. Bo kiepska ci ona szczególnie jest. A tu masz, takie kwiatki. Tym bardziej, że na sali siedzieli goście spoza miasta, którzy muzykę znają, lubią i jej słuchają.

Ja już teraz na 100 procent jestem pewna, że pani, która zapowiada muzykę, zwyczajnie jej nie słucha ani się nią nie interesuje. Bo gdyby tak było, to by nie było takich błędów.

Podobnież też drażni mnie, kiedy urzędnicy opowiadają mi ex cathedra, w jakiej to świetnej imprezie wzięłam udział, choć ci sami urzędnicy być może raz jeden wcześniej na jakimś koncercie muzyki dawnej byli. Dezynwoltura straszna. No cóż, widać tak musi być i basta.

No i jeszcze jedno – proszę nie nazywajmy Spotkań festiwalem, choć one w istocie czymś takim są. Festiwal – słowo wytrych, banalne i wytarte jak stara zimowa nicowana 200 razy kurtka. Niech spotkania zostaną spotkaniami, bo tym są. Nie chodzi w nich bowiem o jakąś rywalizację – jak w przypadku Harfy Eola w Kaliszu – to podkreślenie jest dla pani, co zapowiada muzykę – a o spotkania właśnie, zarówno zespołów ze sobą, jak i z mistrzami oraz z nami, słuchaczami.

Jeszcze raz gratuluję Marcjannie i z niecierpliwością czekam na IX edycję, bo chyba musiałoby się stać coś strasznego, aby do nich nie doszło.