W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Amelii, Dobromira, Leonarda , 30 marca 2020

Znów o kładce i nie tylko

2013-08-13

No i znów wróciła sprawa kładki przy moście kolejowym. Ponoć sprawa ma się lada chwila zakończyć. Oby, bo wygodny skrót jest zwyczajnie potrzebny.

Jak informują lokalne media, lada chwilka ma się zakończyć spór kompetencyjny w sprawie kładki przez Wartę w moście kolejowym. Znaczy zapadnie decyzja, kto i za ile ma ją wyremontować. Dyskusja toczy się już kilka miesięcy i tylko upewnia mnie, że żyjemy w kraju absurdów. Kładka urosła bowiem do sprawy wagi niemal ogólnoświatowej.

Dlatego też w kontekście owej kładki z niedowierzaniem przyjęłam informację o przyjeździe Pendolino do Polski. Pendolino - pociąg wielkich prędkości jest zwiastunem 20 kolejnych, które kosztowały olbrzymie pieniądze. I trochę mną potelepało. Bo nie ma pieniędzy na remont owej kładki, nie ma pieniędzy na urealnienie połączeń z miasta nad Wartą ze stolicą, nie ma pieniędzy na konieczny remont paskudnego do bólu tunelu, nie ma, nie ma... Wymieniać można do woli. A tu nagle Pendolino, i ciekawam bardzo, gdzie ów cud techniki kolejowej będzie jeździł, bo z różnych enuncjacji zrozumiałam, że za bardzo to nie ma gdzie. A tych kolejnych 20? No cóż, widać żyjemy nie tylko w mieście absurdów, ale też i w kraju absurdu absolutnego. Bo jak tu nazywa przyciągnięcie cudu techniki kolejowej przez rodzimą lokomotywę, bo pomysłodawcy tego zakupu nie mają stosownych zezwoleń i Pendolino, choć sam pędzi z prędkością blisko 300 km, po lokalnych szynach, przynajmniej na razie, porusza się z dostojnością starszej pani, bo na smyczy polskiej lokomotywy. Zaskakujące, ale prawdziwe.

A teraz o czymś innym. Przeczytałam książkę Marka Piechockiego "Melania wraca". I wpadłam w zachwyt. Bo to precyzyjnie wycyzelowana proza, a właściwie poezja, tylko napisana prozą. To prywatny zapis myśli i odczuć, jakie towarzyszyły autorowi podczas pracy nad odcyfrowywaniem poezji Melanii Foglebaum. - Też polecam, bo rzadko się zdarza coś takiego.

Zazdroszczę Makowi, że potrafi tak pisać, bo to sztuka wielka - no talent po prostu. A jak się do tego doda jeszcze bardzo wysmakowaną oprawę, to lektura staje się nie tyle przyjemnością, ale czymś bardziej wysublimowanym, bliskim mistyce. Może to trochę górnolotne słowa, ale ja z takimi książkami tak mam. Oglądam, czytam, odkładam, ponownie czytam, Ot taki prywatny rytuał, który bardzo lubię. Czasem towarzyszy mi Jan Sebastaian Bach, zwłaszcza jego suity wiolonczelowe grane przez Jeana Guihena Queyrasa. Uwielbiam tę muzykę. A do książek Marka nadzwyczaj pasuje. Polecam taki miks.

No i z jeszcze jednej mańki. Otóż Teatr Osterwy bardzo szybko zaczyna tegoroczny sezon. Bo już od początku września rusza w Polskę. Otóż wiezie "Akompaniatora" do Poznania. Potem powiezie do kilku innych miast "Ostatnią taśmę Krappa" z Romanem Kłosowskim. A w międzyczasie zaprosi na premierę "Życie jest snem" Pedro Calderona de la Barcy. I tylko trochę żal, że późniejsze spektakle tego akurat przedstawienia zaczynać się będą w weekendy o 17.00, to taka trochę egzotyczna godzina, może dyrekcja przemyśli i zmieni godzinę? Zobaczymy.

A tak swoją drogą to pierwszy utwór światowego pisarza, który dzieje się w jakiejś hipotetycznej Polsce. Drugim jest "Ubu król" Alfreda Jarry'ego, który dokładnie rozgrywa się w Polsce, czyli nigdzie". Jakie to symptomatyczne, zwłaszcza w kontekście zakupu przez polskie koleje Pendolino czy też wyznaczenia stref do leżenia na trawie przez gorzowski magistrat. Takie to wszystko nierealne, surrealistyczne, że może rzeczywiście nie dzieje się naprawdę, tylko jest snem jakiegoś szaleńca.

P.S. A najbliższy weekend w Gorzowie to totalna plaża. Jaskółki szczebiocą, że tak ma być, bo są wakacje. Ja jednak uważam inaczej.