W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Cypriana, Justyny, Łucji , 26 września 2020

No i po sezonie

2013-08-19

Szkoda. Tyle może kibic powiedzieć po meczu w Lesznie. Szkoda, że maszyna pod nazwą Stal Gorzów na początku sezonu tak łatwo oddała punkty, których teraz zabrakło do fazy play-off.

Tyle tytułem wstępu, bo tak właśnie się czuję. No i jako posiadaczka karnetu trochę się czuję oszukana, bo okazuje się, że droga wejściówka była w tym sezonie bardzo droga.

No cóż, jednak szwungu zabrakło, nie wchodzimy do fazy play-off i nie powalczymy o miejsce na pudle. Trudno, ale jednak żal. Nie będę kibicować Falubazowi w drodze po medale, nie jest ważne, jakiego koloru. Lubię Winny Gród, mam tam fajnych znajomych, ale klubowi nie będę kibicować. A to przez zachowania ichnich kibiców. Za każdym razem jest zadyma. I tyle.

A teraz z innej mańki. Otóż wystarczy wyjechać na trochę z miasta nad trzema rzekami, aby po powrocie znów ze zdumieniem skonstatować – jasna cholera, jak tu brudno. Nie twierdzę, że miasteczko nad Wartą i Obrą jest wzorem czystości i zadbania, ale na pewno jest w nim pięć razy czyściej niż w Gorzowie.

Oto przykłady – na mojej prywatnej ulicy ktoś systematycznie wyrzuca domowe śmieci do chodnikowych koszy. Na ul. Dworcowej stale przesiadują bezdomni i oni generują bałagan. Wstyd tym większy, że tą ulicą przechodzą ci nieliczni turyści, jacy tu zaglądają. Na nabrzeżu Warty jeden wielki śmietnik, który generują, pożal się Boże, wędkarze. Na eko-skwerku wandale zaczęli się rozprawiać z „mebelkami” wymyślonymi przez panią plastyk. I tak swoją drogą długo się one ostały. W strefie „wolnej trawy” na skwerku koło pomnika Mickiewicza leży tyle potłuczonego szkła i papierów, że nic a nic nie zachęca do zajęcia miejsca na niej. A tak swoją drogą moi znajomi z dalekiego miasta do dziś się śmieją z tej akcji nagłośnionej w telewizji.

Ja wiem, że śmieci same nie wyskakują z pojemników i nie rozkładają się na ulicach i trawnikach. Ale jak to jest, że szczególnie ich dużo jest w mieście na siedmiu wzgórzach?

A tak przy okazji – plączę się ostatnio po naszym kawałku świata, w prześwietnym towarzystwie zresztą – i nadziwić się nie mogę, jak ludzie potrafią zabrudzić rzeczywistość. Chodzi mnie o piknikowanie na brzegach rzek czy jezior i zostawianie resztek po tym gdzie popadnie. Czy to tak trudno spakować puszki po napojach i inne resztki do worka na śmieci i zabrać go ze sobą? Naprawdę tak trudno? Widać tak, więc nie ma co się obrażać, że sąsiedzi zza zachodniej granicy myślą o nas i nas nazywają zwyczajnymi brudasami. Szkoda tylko, że dotyczy to także i mnie oraz moich znajomych, którzy własne śmieci zabierają do plecaków, bo natura jest tak piękna, i nie ma co jej szpecić. Inna rzecz, że ja po prostu nie potrafię wyrzucić czegokolwiek na chodnik, czy szlak w lesie. Nawet durnego peta od papierosa też.

No i ostatnia dygresja. Zdumiewają mnie niektóre gesty i słowa szeryfa miasta na siedmiu wzgórzach. Bo z jednej strony stać go było na podarowanie mieszkań zdolnym muzykom, czyli pokazał, że Gorzów jest miastem przyjaznym kulturze, a z drugiej nie chce pomóc księgarniom. Bo, jak dowodzi, książki to towar – tak, towar, ale bardzo specyficzny. Inny niż kiełbasa, chleb i ogórki. Zresztą nasze państwo też ma książki za towar typu pasta do butów, bo obowiązuje na nie WAT. A nie powinien, bo książki to dobro, wysoka kultura, probierz inteligencji i wiedzy, przyjemność wielka dla tych, co czytają. A ich właśnie ubywa. Badanie Polskiej Izby Książki pokazuje, że po książki sięga około 35 proc. społeczeństwa. A w tym są ludzie, którzy się uczą, więc niejako z musu otwierają podręczniki. Jednym słowem dramat. Być może – na pewno – gdyby książki były tańsze, więcej ludzi mogłoby je sobie kupić – jak nie przymierzając ja – a tak trzeba czekać na nowości w bibliotece, a to z reguły dość długo trwa, bo biblioteki, podobnie jak i inne instytucje kultury, biedne są niczym myszy kościelne i na zakupy raczej ich nie bardzo stać. I tak koło się zamyka. Moja przemiła znajoma w takich sytuacjach powtarza – czemuś głupi? – boś biedny, a czemuś biedny? – boś głupi.

Oj, za daleko poszłam z tą dygresją. Chodzi mnie o to, że księgarzom trzeba stworzyć naprawdę godziwe warunki do działalności. Obniżyć czynsz, bo naprawdę zostaniemy w centrum tylko z bankami oraz Tesco w najbardziej paradnym miejscu miasta nad trzema rzekami. Ale widać komuś o to chodzi, aby Gorzów wyglądał jak Bangladesz, albo favelas w Brazylii i Argentynie. Żałosne.