W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Dory, Gerarda, Maryny , 24 września 2020

Stal zabrała się za sprzątanie

2013-08-21

Nie dokładnie sama Stal, ale ultrasi, i to jest co najmniej dziwne, ale też godne pochwały. Bo to raczej jest odwrotnie, ultrasi działają zwykle kontra porządkowi.

Kibice zrzeszeni w klubie fanów Stali zakasali rękawy i posprzątali, znaczy odczyścili bannery reklamowe - Gorzów Przystań, zwane pylonami. Lubię nowomowę w każdej postaci, czy to sportową, czy to polityczna, urbanistyczną, czy jakąkolwiek inną. Często gęsto ci, co nią mówią, tak naprawdę nie mają bladego pojęcia, co mówią. I powstają superfajne potworki językowe. I ja dlatego szalenie lubię, kiedy elementy reklamowe nazywane są pylonami, czyli monumentalnymi elementami architektury obronnej. Ale akurat to nie jest tylko przypadek Gorzowa, więc natrząsać się będę z nadęcia ogólnego, jakie panuje w naszym nie najpiękniejszym z krajów tego świata.

Ale ja o czym innym chciałam. A mianowicie o akcji - sprzątania, odczyszczania i apelowania o umiarkowanie w pacianiu po wszystkim, co popadnie. Tak, tak, kibice się napracowali, docenili wysiłek włożony w osiągnięcie efektu, więc teraz zamierzają zadbać o to, co udało im się wypracować. Już jedna z najstarszych prawd mówi bowiem, że praca uszlachetnia. Po modyfikacji - może niekoniecznie uszlachetnia, ale na pewno powoduje, że ceni się wysiłek, ceni się pot wylany przy powstawaniu czegokolwiek. I dlatego ultrasów Stali chwalić należy, że coś takiego wymyślili i zamierzają o to zadbać. Może też w końcu opamiętają sie ultrasi Stilonu i też zakaszą rękawy i pousuwają te różne durne paciągi autorstwa innych klubowych oszołomów. No i może w końcu nasze niepiękne miasto ma szanse na lekką poprawę wizerunku. Oj dobrze by było, bo znów w niedzielę świeciłam oczyma przed zagranicznymi turystami, którzy koniecznie chcieli wiedzieć, czemu w centrum miasta jest tak brudno. Moja zresztą wina, bo się nieopacznie w cudzoziemskim języku zapytałam, czy aby im nie pomóc, kiedy wyglądali na zagubionych. Byli nie zagubieni, ale zdegustowani - brudem.

A teraz o czymś innym. Już wolniutko zaczyna się rozkręcać sezon jesienny. O Kobranocce już napisałam. Pora o premierze w teatrze. Już 7 września Osterwa zaprasza na "Życie jest snem" Pedro Calderona de la Barcy, której to fabuła dzieje się na hipotetycznym polskim dworze. No i w premierowym spektaklu zobaczymy nowych aktorów Osterwy. Bo jak zapowiedział dyrektor Jan Tomaszewicz, zmiany są konieczne i zobaczymy, jakie one będą. Potem spektakl pokazywany będzie w ramach miejskiej kampanii "Obudź się", czyli działania polegającego na walce z różnymi patologiami. Stąd te egzotyczne godziny spektakli.

No i jeszcze jedna rzecz o kulturze. Otóż marszałek lubuski ogłosił nabór zgłoszeń do Lubuskiej Nagrody Kulturalnej. Ja w tym roku - znaczy za miniony sezon w Gorzowie widzę tylko jednego kandydata - Marka Piechockiego. Wydał dwie cudne książki. Pierwsza, to tom wierszy Melanii Fogelbaum - pieczołowicie odcyfrowanych z niemal nieczytelnego rękopisu i druga, z listami do Autorki, pamiętnik intymny dokumentujący pracę nad przygotowaniem tomu wierszy, Marka przemyśleniami, rzecz bez precedensu, tym bardziej, że wydane własnym nakładem i dzięki współpracy kilku zaufanych współpracowników. No i jeszcze bym nagrodziła Filharmonię Gorzowską za Festiwal Muzyki Nowej. Ale gdybym miała wybrać coś jednego - to na pewno Marek Piechocki i jego książki, bo to rzecz absolutnie bez precedensu.

No i jeszcze jedna sprawa - minister kultury Bogdan Zdrojewski ogłosił narodowy program czytelnictwa. Ma on polegać na dofinansowaniu do zakupów książek, promocji czytelnictwa i kilku innych działaniach. Ale ani słowa nie było o zdjęciu stawek WAT z książek czy uproszczeniu życia księgarzom. Sam minister przyznał, że zatrważająco mało ludzi czyta książki, choć on sam na brak lektury nie narzeka. Może więc pora zastanowić się nad fantem takim, że książka powinna być towarem, ale nie luksusem, lecz dobrem podstawowym, na które stać każdego. Wiem, wiem, mrzonki, ale jaki przyjemne, prawda?