W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Sergiusza, Teofila, Zyty , 27 kwietnia 2017

Mądrych ludzi warto pamiętać

2013-08-22

Nadmuchiwanie baloników, nasza specjalność Jesteście zachwyceni naszym miastem? Super! Weźcie udział w kolejnym głosowaniu internetowym. Tym razem przekonamy sami siebie, że żyjemy w pięknie ukwieconym mieście.

Fakt, miałam kilka razy napisać, że fajne kwietniki stanęły przy fontannie na Starym Rynku i trochę się pozachwycać, że wandale nadzwyczaj aktywni w mieście na siedmiu wzgórzach jakoś ich nie tykają. Ale w najśmielszych snach nie sądziłam, że magistrat znów zacznie namawiać mieszkańców do kolejnego internetowego kręciołka, za jakie mam wszelkie konkursy polegające na wyborze naj ... miejsca przy pomocy tylko klikania w necie. Że pomarudzę. Kilka klombów jeszcze nie czyni miasta pięknie ukwieconego, czy zazielenionego. Nawet motyl w centrum też nie. Zresztą na oficjalnej magistrackiej stronie można zobaczyć kwietniki przy Maryśce z wiadrami oraz przy pomniku Piłsudskiego. Wsio. Insza inszość, że zwiędłe bukiety po hucznych oficjałkach potrafią u stóp Marszałka z brązu leżeć całymi tygodniami, ale to nikomu w niczym nie przeszkadza.

Myślę sobie, że urzędnicy powinni pojechać do takiej Wielkopolski, żeby zobaczyć, jak faktycznie wygląda ukwiecone miasto. Nie mówię o Poznaniu, Lesznie, czy Kaliszu. Wystarczy się wybrać do takiego Międzychodu, Sierakowa czy Wolsztyna choćby, żeby przeżyć estetyczne uniesienie, jak pięknie może być w mieście. I nie chodzi mi tylko o sezonowe kwietniki. Ale o całe wystroje ulic i skwerów z wiszącymi kwietnikami, całymi kompozycjami kwiatowymi i tym podobnymi dekoracjami. Inna rzecz, że tam nikomu, żadnemu nieletniemu czy też pijanemu wandalowi do głowy nie przyjdzie niszczyć tego, co wspólne, jak choćby oryginalnych skwerków rowerowych w Wolsztynie.

Że wytłumaczę dokładniej - w mieście nad trzema rzekami, poza tymi klombami, o których pisałam, straszy ul. Chrobrego z systematycznie niszczonymi wiśniami piłkowanymi, pseudoekologiczny skwerek ze strasznymi betonowymi donicami wypełnionymi żwirkiem, połacie zieleni nad Kłodawką i Srebrną tak zapuszczone i zaśmiecone, że głowa boli, zaniedbane parki, zieleń uliczna jest zwyczajnym niewyplewionym chwastem, zresztą wymieniać można w nieskończoność. A tu magistrat w powadze urzędu zachęca do głosowania. Żart jakiś, nieprzymierzając, czy co? Nie, nadmuchiwanie balonika po gorzowsku. Udajemy, że wszystko jest OK i innym wmawiamy, że tak jest. Co by zacytować starą Pawlakową z "Samych swoich"  - sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie i sparafrazować - niech sobie inni gadają, co chcą, my i tak wiemy najlepiej, jaka jest prawda. Kolejna taka akcja, która co u przytomniejszych budzi zażenowanie.

A teraz o czym innym. Ano o kulturze będzie. Coraz wyraźniej widać, że kończą się wakacje. Na najbliższą wystawę, już 31 sierpnia zaprasza Galeria BWA. Będzie to intrygujące malarstwo Agaty Czeremuszkin-Chrut. Ekspozycja zapowiada się ciekawie, ponieważ artystka bada miejsce człowieka we współczesnym świecie. A czyni to poprzez sięganie do języka i stylów, jakie już znane są sztuce współczesnej. Tym bardziej będzie interesujące popatrzeć, jak stosuje je młoda artystka. Tak, tak, mnie niestety nie będzie dane przyjść na wernisaż, więc sobie obejrzę wystawę w innym czasie.

I znów o kulturze. Pani Boże dzięki ci za program II Polskiego Radia, bo właśnie dzięki temu programowi mogę słuchać Muzyki w Raju czyli koncertów z Paradyża. Co prawda osobisty dom, to nie Paradyż, ale niejaka namiastka jest. Bo wszędzie indziej straszy coś okropnego - jakieś głupawe kabarety, niedouczeni dziennikarze, pseudointelektualne dyskusje i dywagacje oraz i inna szmira.

A teraz prywatne zasmucenia Renaty Ochwat. Zmarła Ewa Petelska, scenarzystka i reżyserka tzw. Szkoły Polskiej. Wraz z mężem Czesławem wyreżyserowała między innymi "Ogniomistrza Kalenia", "Drewniany różaniec", "Jarzębinę czerwoną" oraz "Kopernika" i "Kazimierza Wielkiego". Wielkie filmy, jakich dziś się nie robi, bo trzeba oszczędzać tak, aby starczyło na różne dyrdymały. Jaskółki szczebioczą, zmieniły się czasy, zmieniły się obyczaje i mody. Fakt, ale mądrych ludzi warto pamiętać.