W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Cypriana, Justyny, Łucji , 26 września 2020

O poezji i nie tylko

2013-08-23

Furman doczekał się uznania. I to takiego, jakiego pozornie nigdy nie lubił. Porozmawiają o nim inni twórcy.

Tu chyba specjalne słowa podziękowania należą się Beacie Patrycji Klary i Agnieszce Kopaczyńskiej-Moskaluk, bo to chyba dzięki nim odbędzie się wielki panel poetycki poświęcony Kazimierzowi Furmanowi. Dyskutować o gorzowskim poecie i jego poezji będą też Leszek Żuliński i Teresa Rudowicz. Spotkanie obędzie się 4 września w Związku Literatów Polskich przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Tak, tak, w stolicy naszego nie najpiękniejszego kraju nad Wisłą. Jak znałam Furmana i przez lata uczestniczyłam w różnych z nim spotkaniach, poeta na pewno byłby dumny i jednocześnie na wszystkie sposoby demonstrowałby lekceważenie tego faktu. Na pewno byłoby - Rencia, to jakieś duperele są. Idziemy na piwo. Bo wiele razy tak było. No cóż, mijają kolejne lata po Jego śmierci, a mnie wciąż i cały czas go brakuje. Poczucia humoru, uszczypliwości, dystansu do siebie i innych, przy okazji talentu do odsiewania plew od ziarna. Bo Furman taki był. Bardzo dobrze, że w mieście na siedmiu wzgórzach są ludzie, którzy Go pamiętają i dbają o pamięć o Nim. Tak, jak robi to choćby Jazz Club Pod Filarami.

A teraz z innej mańki. Otóż na zakończenie lata biblioteka wojewódzka organizuje survivalową noc u siebie. Potrzebne jest to, co w szkole przetrwania - karimata, latarka, śpiwór i parę innych rzeczy. I będzie gra, spotkanie z pisarzem i podróżnikiem Krzysztofem Petkiem i moc innych atrakcji. Przyznaję, pomysł całkiem, całkiem. Zobaczymy, jak wyjdzie, powodzenia życzę, ja niestety, z rodzinnych powodów być nie mogę, a szkoda.

No i z jeszcze innej mańki. Otóż zaczęła się ogólnopolska i ogólnomiejska dyskusja nad strażą miejską, czy jest potrzebna, czy też może nie. No i to jest trudne pytanie. Bo jeśli działania strażników mają się ograniczać do pilnowania nieczynnej kładki, aby kibice wracający z żużla sobie drogi nie skracali, to nie (na szczęście dla strażników, żużel się skończył, więc przykry obowiązek im odpada). Także nie, jeśli ma to dotyczyć nakładania kar na przekupki handlujące kwiatkami na Chrobrego. Ale jeśli wziąć pod uwagę takie działania, jak uganianie się zimą za bezdomnymi, żeby nie zamarzli w jakichś ruderach, lub też zbieranie ich latem z ławek w centrum miasta, żeby nieobyczajnym wyglądem nie gorszyli dzieci - to tak (sama widziałam wiele razy, więc wiem). Również tak, jako przyjazna służba pomocna innym ludziom. Oraz taka, która ganiana jest do wszystkich dziwnych interwencji w mieście - typu śmieci w dolince Srebrnej czy inne badziewne zachowania. Na szczęście nie ja o tym będę decydować, tylko radni, ale jako mieszkanka tego miasta pod rozwagę kładę kilka argumentów No i jeszcze jedna mańka. Otóż przyszło mi kolejny raz tłumaczyć, kto kogo ma prawo oceniać i w jakich sytuacjach. Może więc raz jeszcze. Każdy, kto występuje publicznie, w instytucji miejskiej, samorządowej lub prywatnej - ale publicznie, musi się liczyć z oceną. I być przygotowanym na krytykę. Kiedyś, w zamierzchłych czasach czynili to zawodowi dziennikarze. W chwili obecnej mogą to robić wszyscy, od tego jest Internet. Ocena powinna być rzetelna i bez obrażania. Przed laty tłumaczyłam to przemiłej obecnie znajomej Joannie, że jeśli Studio Teatralne robi uroczystą premierę u Osterwy, to podlega takiej samej krytyce, jak zawodowcy. Oczywiście, przy zastosowaniu odpowiednich do tego narzędzi.

Jeśli wystawę robi galeria, że zaakcentuję, jakakolwiek, i zaprasza na wernisaż, może a nawet powinna się spodziewać oceny. Podobnie jest z innymi instytucjami. I odbiorców zupełnie nie interesują kulisy czy pobocza przygotowywanej imprezy, czy coś jest na ostatnią chwilę, czy też było pieczołowicie i długi czas przygotowywane. Liczy się efekt finalny. Tak było w przypadku mojej książki, która wyszła sto lat temu i miała generalnie bardzo dobre recenzje, poza jedną, zresztą pisaną z nieczystych intencji. Trzeba było krytykę przyjąć. Ja generalnie stosuję zasadę, że nie wypowiadam się publicznie o rzeczach, na których się nie znam i nie podejmuję się też czynności, o których nie mam zbyt wiele wiedzy. I mało mnie obchodzi, że ktoś coś robi, a potem ma żal, że ci inni, co bardziej na danej materii się znają, go krytykują.

Piszę to między innymi dlatego, bo co i rusz słyszę, że coś jest dobre, bo gorzowskie. Otóż nie, coś jest dobre wtedy, kiedy artyści nie fałszują, nie pokazują knotów malarskich czy rzeźbiarskich, nie udają wielkiej sztuki, nie podszywają się pod ludowość, nie promują grafomanii jako wielkiego pisarstwa i tak dalej, i tak dalej. Niestety, w mieście na siedmiu wzgórzach lokalność bywa ciągle najważniejszym kryterium. Otóż nie, ja się na takie nie zgadzam. I kolejny raz zaznaczam - oceniać, pod warunkiem, że jest to ocena rzetelna, na faktach, może i powinien każdy. Tak samo, jak wchodzić w rzetelną polemikę.

Uf, męczy mnie powtarzanie rzeczy oczywistych co pewien czas. Mam nadzieję, że ten wykład rozwieje wszelkie wątpliwości.