W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Dory, Gerarda, Maryny , 24 września 2020

Uciekła mi rocznica

2013-08-26

Tak, tak, to już rok, jak piszę te felietony, na mój prywatny użytek zwane złośliwcami. A rocznica minęła dokładnie 16 lipca. I nazbierało się ich 333. Prawda, jaka ładna liczba.

A zaczęło się tak. Nadredaktor Jan Delijewski otworzył portal www.echogorzowa.pl i ja mu się zaczęłam przyglądać. A związana byłam wówczas dziwną umową z takim jednym szubrawcem, więc nie bardzo miałam jak zacząć współpracę z echo. Ale lada chwila sytuacja się wyjaśniła i poprosiłam o miejsce na bloga. Ci, co czytają od początku, wiedzą, że było pierwotnie o sztuce i wojnie, bo wszytko jest sztuką a sztuka jest wojną. Ale po czasie nadredaktor zmienił tytuł i też jest dobrze. I tyle tytułem świętowania.

A teraz będzie o płotach. Dokładnie dwóch. Ten pierwszy to straszy przy Szkole Muzycznej I i II stopnia od strony ul. Łokietka. Murowana konstrukcja jest mocno popękana i coraz bardziej chyli się ku upadkowi. A że przechodzę tamtędy nader często, sama ze sobą się zakładam, kiedy ten zmurszały mur poleci. Byłoby dobrze, co by szybko i nocą, tak aby nikomu krzywda się nie stała. Ale jak znam życie, ta konstrukcja stać będzie długo, a może i bardzo długo i szpecić śliczny skwerek, o którym lubię pisać, bo mnie zachwyca. Pod warunkiem wszakże, że zamknę oczy i będę udawać, że nie ma tam tej budy, zamkniętej prawie od początku, co zasłania czarowne miejsce.

A drugi taki niepiękny płot, to kawałek siatki, co został przy ul. Teatralnej. Kiedyś odgradzał straszne miejsce, jakim pod koniec swojej egzystencji była budka dróżnika – siedlisko bezdomnych – rozebrana po interwencjach wrażej gazety. Budka zniknęła a siatka została i generuje bałagan. No i wygląda fatalnie. A teraz, kiedy zielsko ją porastające uschło, miejsce to straszy. Byłoby super, gdyby ktoś w końcu zrobił z tym porządek, ale jak znam życie...

Kończą się wakacje. Dziś poprawkowe matury – jakie to szczęście od Boga, że zdałam ją dawno, choć w koszmarach śni mnie się matematyka. Będę za poprawkowiczów trzymać kciuki. Ale nie o tym miało być, a o tym, że instytucje kultury ruszają do życia. O koncertach w FG już pisałam, o wystawie w Galerii BWA także. Pora na bibliotekę wojewódzką. Otóż 4 września szykuje się super impreza, zwłaszcza dla najmłodszych. Otóż Izba Celna zaprasza na spotkanie zatytułowane „Pozwólmy zwierzętom żyć, tam gdzie się urodziły”. Spotkanie zaczyna się o 10.00, no i trochę szkoda. Bo zatroskanych o losy zwierząt, natury w szerokim rozumieniu, jest bardzo wielu i nie tylko milusińscy. Lubię opowiastki o zwierzętach. Za każdym razem zauroczają mnie historie Adama Wajraka. Drażnią mnie ludzie, którzy dręczą zwierzęta. Już św. Franciszek z Asyżu mówił o człowieczeństwie w kontekście stosunku do braci mniejszych. Zresztą ja w przypadku dręczycieli zwierząt stosowałabym prawo wzajemności. Co się tłumaczy – przybiłeś kotu łapki do drzewa, to wyrokiem sądu my przybijemy twoje łapska też. Przywiązałeś kotu płonący wiecheć do ogona, to my tobie taki wiecheć przywiążemy do grzbietu. Uwiązałeś psa na króciutkim łańcuchu w budzie bez wody. To my też przywiążemy cię do kaloryfera i to na taką odległość, żebyś kran widział, ale napić się nie mógł. Wiem, drakońska kara, ale skoro człowiek – ponoć najinteligentniejszy stwór na ziemi tak się zachowuje wobec zwierząt, to dlaczego wobec niego nie można się tak zachować. Zwierzaki tak samo cierpią jak ludzie. No cóż, nigdy tak nie będzie, a dręczyciele będą skazywani na grzywny lub jakieś inne, niewspółmierne kary. No cóż.

Ale spotkanie z celnikami to nie jedyna impreza, o której chcę napisać. 12 września o 18.30 w bibliotece zagości Wojciech Jagielski – moim zdaniem najlepszy polski dziennikarz wojenny. Autor wielu książek, w tym przyjmującej o Afganistanie. Przez lata był korespondentem „Gazety Wyborczej”, ale jak jego żona Grażyna zachorowała na zespół stresu wojennego, rozstał się z mediami i został pisarzem. Pisze książki, a robi to fantastycznie. Myślę, że widzów nie zabraknie, aby posłuchać o warsztacie wojennego korespondenta, jak i różnych przygodach. (Ja z przyczyn bardzo osobistych niestety nie mogę być, czego ogromnie żałuję). Jakby ktoś chciał poczytać o tym, to polecam książkę Krzysztofa Milera „13 wojen i jedna”. Autor z kolei jest fotoreporterem wojennym „GW” i razem z Jagielskim jeździł na różne wojny, a potem dopadł go stres i w ramach terapii powstała ta przejmująca książka. Warto, naprawdę.

P.S. I koniecznie przeczytajcie, co Krystyna Kamińska napisała o książce „Papusza” Angeliki Kuźniak. Jest na naszym portalu.