W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Jolanty, Łukasza, Olimpii , 17 grudnia 2017

Zasłużeni są wśród nas

2014-07-03

Minister kultury nagrodziła medalami „Zasłużony dla kultury polskiej” Bogusława Dziekańskiego, Jadwigę Kos, Chór Cantabile, zespół Gorzowiacy i Bogdana Puściznę, kierownika artystycznego zespołu „Gorzowiacy”. Gratulacje.

Problem jednak w tym, że zaszczytne wyróżnienia wręczała pani poseł Krystyna Sibińska, a na uroczystej sesji Rady Miasta, podczas której się to działo, jakoś urzędników od kultury nie było. Nie było, bo i po co? To taki drobiazg, jakieści tam odznaczonko, wszak tabelki się liczą, statystyka i cyferki przede wszystkim. Bo jak już chyba wszystkim wiadomo, w mieście na siedmiu wzgórzach kultura to taka trochę kulawa fabryka śrubek. Trzeba kwitki wypełniać, ludziom od kultury życie zatruwać, a jak kto dobrze działa, to w łeb go trzeba trzasnąć, żeby od średniej nie odstawał. Żałosne.

Ja w każdym razie najserdeczniej z możliwych sposobów gratuluję wyróżnionym, cieszę się bardzo, że minister kultury dostrzegł działania i nagrodził za nie. O Prezesie pisać nie muszę, bo i tak wszyscy wiedzą, co i jak robi. Jagoda Kosa, szefowa Cantabile też swoje od lat robi, chór koncertuje, wyjeżdża, chwalony jest i dobrze, bo się należy. Najmniej jak do tej pory pisałam o „Gorzowiakach” i ich szefie Bogdanie Puściźnie, choć zespół od lat działa i skupia ludzi raczej dorosłych, choć i dla młodych się tam miejsce zawsze znajdzie. No i znów skoro o „Gorzowiakach”, to ciekawe, gdzie się zespół podzieje po ewentualnej likwidacji Grodzkiego Domu Kultury? Czyżby miał trafić do Miejskiego Domu Kultury, który jakoś mocno stracił impet. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Otóż dzisiejszy casus gorzowskiej kultury pokazuje, że zwyczajną nieprawdą to twierdzenie jest. I większość, co w tej materii siedzi,  zgadza się ze mną w moim sądzie. Choć czasem nie ma odwagi tego głośno powiedzieć, ale jednak.

Ale aby nie labidzić – jeszcze raz wszystkiego najlepszego i tylko samych radosnych chwil na kamienistej ścieżce pod tytułem – uprawianie kultury w mieście nad trzema rzekami.

A teraz z innego kątka, tego smutnego. Z dużym zaskoczeniem przyjęłam informację, że zmarł pan Jan Figura, naczelnik, a potem dyrektor wydziału kryzysowego magistratu miasta na siedmiu wzgórzach. Znałam Go od 20 lat. I lubiłam. Zawsze mnie zaskakiwał, że był tam, gdzie jego obecność była konieczna, jak choćby coś przed północą pewnego zimowego wieczora, kiedy zamarzła Kłodawka i na cito trzeba było lód rozkuwać przy ul. Łokietka. Ja sobie szłam do domu po jakimś koncercie w jazzowej piwnicy, a tu niespodzianka, pan dyrektor stoi, fajeczkę pali i ze spokojem koordynuje akcję. Albo też, kiedy trzeba było podczas powodzi dowieźć paszę dla zwierząt na rozlewisku Warty. Kto czekał na saperów z południa województwa? Pan dyrektor. Albo trzeba coś dziennikarzom wytłumaczyć na froncie walki z komarami i meszkami. No i kto to robi w krótki, wojskowy sposób? Ano pan dyrektor. Jan Figura był i jednocześnie nie był urzędnikiem. Jego urzędnikowanie polegało na tym, że był zatrudniony w magistracie, nieurzędnikowanie natomiast przekładało się na pracę, zawsze i do końca był na posterunku. A że podobnie jak i ja czytywał traktat o wojnie Carla von Clausewitza, więc czasami i o genialnym niemieckim strategu przyszło nam porozmawiać. Lubiłam i ceniłam i nie zapomnę...

Ale tego dnia zmarł jeszcze ktoś, zmarł Paul Mazursky, amerykański aktor i reżyser, który nakręcił „Niezamężną kobietę” z Sissy Spacek, film, który w pewien sposób położył się cieniem na moim życiu... Taki smutny dzień to był.

PS. No i dla porządku domu, każdy, kto lubi ludowe powinien być dziś w Teatrze Osterwy. O 16.00 rusza część konkursowa Festiwalu Tańca. Jakie to szczęście, że powtórzę kolejny raz, że nie zasiadam w jury. Bo pierwsze nagrody dostałyby wszystkie zespoły. Bo ludowe dla mnie jest najbardziej cool ze wszystkich form tanecznych, z pominięciem klasycznego baletu rzecz jasna.