W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Hugona, Piotra, Roberty , 29 kwietnia 2017

Renetki Landsberskiej będzie dużo, dużo więcej…

2017-04-12

No i jaka fajna informacja. Będzie znów dużo renety, starej jabłoni. Jest pomysł, jest umowa, sadzimy renetę.

Ja się cieszę, bo blisko renecie do Renaty. Ale tak naprawdę na poważnie się cieszę, bo spuścizna historyczna nie tylko w wymiarze zabytki materialne, ale i takie właśnie ma szansę na nowo stać się czymś oczywistym. Reneta Landsberska to osiągnięcie sadowników. I jak się uda wszczepić odtworzone drzewka do sadów i ogrodów, tylko dobrze. Leszek Kułak się podjął tego zadania. Trzymam kciuki. A powiem dlaczego trzymam. Bo reneta landsberska ma szansę sprawić, że będzie o drzewku, ale i o mieście głośno. Tak się bowiem porobiło, że cennym jest powracanie do reliktów. To taki europejski trend. A w przypadku renety jest to trudne, bo materiał genetyczny, bo drzewka, bo coś tam jeszcze. Jak się uda na całkiem sporą skalę drzewka wprowadzić do sadów i ogrodów, będzie sukces. A ten sukces może się przekuć na inny. Na zauważenie przez specjalistów od dziedzictwa narodowego wartego większej uwagi. I nie myślę o specjalistach z tego kraju, ale o czymś odrobinę większym. I tego bym wszystkim życzyła.

A to większe polega i na tym, że na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego w działce kultura niematerialna wpisywane są takie rzeczy, jak wino produkowane przez Gruzinów, jak sery w Holandii, jak oscypek zakopiański, jak wiele takich innych dóbr, które nie są budynkami, obrazami, rzeźbami… To właśnie wino, sery, sposób wytwarzania powideł lub jakiekolwiek ciekawe i ważne rzeczy związane z kulturą, tak nie wprost. Ja bym bardzo chciała i bardzo bym sobie tego życzyła, żeby renetka landsberska znalazła się na liście Niematerialnego Dziedzictwa Kulturalnego UNESCO. Bardzo. Dlatego palce w znak Alef składam, Leszkowi powodzenia życzę, a nam wszystkim tego, żeby się udało. Renetka, stara jabłoń, Ale jaka dobra. Trochę kwaśna, ale ponoć na szarlotkę najlepsza… Wiem to od przemiłego znajomego. A jak przemili mówią, to wiedzą, o czym mówią.

A teraz z innego kątka. Otóż alarmują media, że zmniejsza się skokowo liczba studentów w uczelniach wyższych w Lubuskiem. Najbardziej poszkodowane jest UZI, czyli nie straszliwa broń służb specjalnych Państwa Izrael, ale Uniwersytetu Zielonogórskiego. UZI notuje odpływ. Mówi się dołek, mniej dzieci się urodziło, mniej do szkół wszelakich trafia. Znaczy tych wyższych. Coś musi być na rzeczy, bo rzeczywiście uczelnie mają problem. Ciekawe są wybory – kto i dlaczego taką a nie inną uczelnię wybiera. Powaga szkoły? Powaga wykładowców? Może. A tak naprawdę dołek demograficzny. Padają prywatne szkoły wyższe, jakkolwiek to dziwnie brzmi. Trzymam kciuki za moim uniwersytetem, bardzo mocno. Bo Mickiewicz to jednak marka. Za UZI też, bo to też marka. Napracowali się ludzie mocno. A poza różnymi rzeczami lubię paru ludzi, którzy tam pracują. I z sukcesem im to wychodzi. Ciekawe, jakie teraz w nowym rozdaniu będą wybory nowych studentów. Ciekawe.

I na koniec znów coś okropnego. O śmieciach i śmietnikach będzie. Jakiś czas temu pisałam o Kłodawce i czymś okropnym, za jakie mam zabrudzone brzegi rzeczki przepięknej. Otóż teraz zauważył ktoś, że mocarnie zabrudzone są brzegi Warty. Tej cudnej rzeki, tej, nad którą miasto, w którym mieszkamy, leży. Tej, o której w dziejopisach czytać można. Mojej najbardziej ulubionej, bo się urodziłam w mieście nad Wartą, mieszkam całe życie tuż obok. I szlag jaśnisty mnie trafia, kiedy widzę, jak jej, Warty – rzeki, brzegi są zaśmiecane. Kto śmieci? Proste. Tak zwani wędkarze. Bo moim zdaniem prawdziwi wędkarze to powinni zabierać swoje śmieci ze sobą. Okazuje się inaczej. Nie ma prawdziwych, są udawani. Straż Miejska co jakiś czas reaguje. W ubiegłym roku tylko i aż 1,5 tys. razy. Tylko w tej, tylko w tych kwestiach. Wstyd? Ano wstyd. Ponoć wędkarze wychodzą nad rzekę. Ponoć wędkarze dbają o cały wizerunek – wodery, wędki, kołowrotki i inne cuda. A nie potrafią zadbać o miejsce? No wstyd. Prostym dla mnie jest wskaźnikiem – to nie prawdziwi wędkarze, a jacyś udawani. No bo jaki prawdziwy wędkarz chciałby być nazwany śmieciarzem? No jaki.

Ps. I znów odrobina prywaty. Otóż dziś mija 54. rocznica od premiery filmu „Godzina pąsowej róży” w reżyserii Haliny Bielińskiej. To film, który wszystkie nastolatki w moich czasach oglądały. Ekranizacja megahipersuper powieści pod tym samym tytułem Marii Krüger z wybitnymi aktorkami Elżbietą Czyżewską, Lucyną Winnicką, Wiesławą Mazurkiewicz i Barbarą Ludwiżanką. No i z Jerzym Nasierowskim. Jako że później urodzona, aniżeli premiera, to w telewizji się oczekiwało na film. Jak „Godzina….” W telewizji szła, to pusto było w mieście. Podobnie jak w czas „Tajemnicy Abigail” Magdy Szabo…. Takie to były czasy. Siedziało się obok telewizora i miało nadzieję, że tata i mama pozwoli oglądać. Mnie się rzadko zdarzało. Mama nie lubiła, jak dzieci gapią się w tele.