W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Sławy, Sławosza, Żelisławy , 23 lipca 2017

Ciepło się zrobiło, gorzowianie ruszyli w teren

2017-05-15

Po długiej zimie i temperaturach iście styczniowych, zrobiło się niemal lato. No i gorzowianie ruszyli w teren.

Pojechałam sobie do Przelewic. Piękne założenie ogrodowo-parkowe z tymi wrednymi pawiami, ma jednak urok niebywały, choć jakoś ostatnimi czasy z lekka zaniedbane jest. I myślałam, że tylko ludzia Naszej Chaty tam się wyprawi, bo przecież można robić coś innego, aniżeli się plątać po nieco błotnistych ścieżkach. Ale nie, jednak nie. Spotkałam przemiłych znajomych, którzy też się tam wybrali. Zapakowali dzieciaczka i jego wózek do auta i dawaj na spacer po jednak pięknym ogrodzie.

No i jak tam sobie siedziałam, gapiłam się na zieleń, to mnie naszło, że my tu dookoła miasta mamy skarb. Bo jak jadę na Dolny Śląsk, to zawsze bajam, że gdzie okiem nie rzucisz, albo dajcie Bogi wszelakie, których coś około 5 tys. w skali planety jest wyznawanych, kamieniem, to zawsze w coś nader atrakcyjnego trafisz.

Ale dokładnie jest tu u nas. Bo nie trzeba wyjeżdżać z miasta, żeby przeżyć z lekka survival, ale i z zachwytem – to meandry rzeczki Srebrnej… Kto nie był, serdecznie polecam. Mnie zwyczajnie to miejsce zachwyciło, a teraz, wysprzątane rękoma gorzowian, jest perełeczką. Oczywiście do czasu, dopóki jakiś nowobogacki z wielką willą, trzema samochodami i innymi znamionami statusu materialnego, nie przywiezie własnych śmieci w to miejsce. Bo choć na willę, trzy samochody, basen i urlop w ciepłych krajach, cokolwiek to znaczy, go stać, to nie stać go na zapłacenie za wywóz śmieci z własnej „posiadłości”. Dlatego lu… nad Srebrną trzeba… A są tacy niestety.

Jak odrobinkę dalej od miasta, to już wachlarz ogromny… I to wcale nie daleko. Bo Mironice, bo Azyl, bo Barlinek, bo Przelewice choćby, bo Glinik, bo Pławin – to już nieco dalej, bo Lubniewice i to nie samo miasteczko, choć urokliwe mimo wszystko jest, a raczej przełom rzeczki Lubniewki i rezerwat Janie. Ale jeszcze Bogdaniec, ale i Kwiatkowice, Sosny, Witnica, Kostrzyn oczywiście, ale… I nagle się okazuje, że tych ale jest całkiem wielki płat atłasu… Bo żyjemy w naprawdę ciekawym zakątku. I co więcej, coraz więcej nas się z niepięknego ostatnimi czasy miasta rusza w te urokliwe miejsca.

A ponieważ już chyba naprawdę wiosna przyszła, co to ja wybitnie nie lubię, to gorzowian w każdym czarownym miejscu spotkać można. No i bardzo dobrze. Znaczy wiosna, ciepło, czarownie, dawaj z domu w plener. A skoro plener czarowny i czarodziejki jest, to czemu nie.

A teraz dla porządku domu, bo to ważne. Dziś obchodzimy 20. rocznicę nawałnicy, jakie nasze miasto nawiedziła. O godz. 11.00 bowiem zakończyła się 14-godzinna burza nad miastem, w czasie której spadło 70 litrów wody na 1 m kw. Tego dnia Gorzów gościł prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, a Szkoła Podstawowa nr 12 otrzymała imię Kornela Makuszyńskiego oraz nowy sztandar. Znaczy w 12. mogą sobie spokojnie czytać „Przygody koziołka Matołka” oraz „Awantury i wybryki małej małpki Fiki Miki”, bo „O dwóch takich, co ukradli Księżyc” nie polecam… Mogą tam sobie czytać wszystko, co wybitny poeta napisał. B jakżesz nie czytać dzieł patrona? No nie uchodzi. A jak do tego dołożyć „Szatana z siódmej klasy”, „Pannę z mokrą głową”, „Awanturę o Basię”, „Uśmiech Lwowa” i jeszcze trochę innych, to jest co czytać.

Można ryznąć do Przelewic z „Panną…” albo „Basią….”, usiąść na ławce, wyjąć książkę, z plecaka termos z herbatą oraz kanapki i cudny dzień nam się plęgnie… Jaki cudny. No ja tak bardzo lubię. Lubię też pofotografować te pawie, których się boję… Ale zawsze ławkę z dala od pawi znaleźć można. Fakt, ich wrzaski słyszane będą, ale co tam. Wrzaski żurawi też lubimy.

Ps. I odrobina prywaty będzie, bo czasami trzeba. Dziś obchodzimy, ludzie świata gór obchodzą, 103. rocznicę urodzin Tenzinga Norgaya, nepalskiego Szerpy. To ten człowiek, który wraz z Edmundem Hillarym wszedł 29 maja 1953 roku po raz pierwszy na Mount Everest – najwyższy szczyt Ziemi – 8 848 m nad poziom morza, albo jak chcą Chińczycy – 8 500 n.p.m. Szczęściem już nie pisze się o Tenzingu Norgayu, że był tragarzem, bo lata tak o nim pisano. Był przewodnikiem…. Był człowiekiem Gór. Był Szerpą. Kto wie, czy Hillaremu udałaby się ta wyprawa bez Tenzinga. Wielu gorzowian lata po górach, wielu o Tenzingu pamięta. Ja pamiętam, choć w Himalajach nie byłam. Zasłużony i wybitny Szerpa zmarł 9 maja 1986 w Dardżylingu. Edmund Hillary do końca życia się o nim z estymą wyrażał…. A ci, co mieli okazję go poznać, mówili, że nigdy nie dał odczuć, że był na Dachu Świata jako jeden z dwóch pierwszych na Ziemi… Taki był.

Tyle prywaty.