W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Arety, Marty, Marcina , 24 października 2017

Posiedzieć w cieniu. Bo platany jednak cień dają

2017-08-08

Przez przypadek dowiedziałam się, że wczoraj było spotkanie w sprawie nawet nie obrony pomnika na placu Grunwaldzkim, ale jakiejś dyskusji. No i oczywiście tam poszłam, bo jakoś nie lubię, kiedy coś się niszczy, albo chce się niszczyć.

Kiedy ujawniły się jakiś czas temu informacje, że pewni ludzie planują nam przebudowę placu Grunwaldzkiego, to się oburzyłam, zwłaszcza mocno mnie się nie spodobały informacje, że poza oficjalnym obiegiem ktoś planuje tam wyburzenie pomnika – niegdyś Braterstwa Broni a od 1998 roku Niepodległości oraz przestawienie gdzieś tam Dzwonu Pokoju. Gdzieś tam oznacza w moim słowniku – nigdzie. Jakaś tajemnicza blogerka przypisała mi wówczas polityczne konotacje, choć ja z polityką nie mam nic wspólnego od bardzo dawna. Od tak dawna, kiedy, studiując na własne potrzeby teorię polityki właśnie, odkryłam, że nie ma czegoś takiego, jak teoria polityki, przynajmniej w tym kraju. Jest zasada TKM. A jako że mnie ta zasada nie interesuje kompletnie, dałam sobie spokój. Co innego z zasadą obywatelskiej niezgody na zabieranie mi praw podstawowych.

Dlatego wówczas ostro zaprotestowałam. I dlatego poszłam wczoraj na spotkanie protestujących, o którym w necie przeczytałam. No i co? No i tyle, że znów byliśmy my, wolni obywatele, był KOD, był Ruch Białej Róży. To w zasadzie ci sami ludzie. Była nas garsteczka. Nie przyszedł nawet ten człowiek, co to w necie zwołał owo spotkanie.

Razem doszliśmy do wniosku, że jednak net w przypadku miasta naszego nie do końca jest dobrym kanałem informacyjnym. Podebatowaliśmy trochę. Ustaliliśmy, że trzymamy rękę na pulsie, tu zwłaszcza pomocny jest radny Robert, bo zgodnie z obowiązującym prawem decyzja o zmianach – w tym przypadku przebudowie placu, likwidacji pomnika oraz przestawianiu Dzwonu musi przejść ścieżkę legislacyjną, czyli muszą się na to zgodzić radni. Od radnego usłyszeliśmy, że na tydzień przed sesją Rady Miasta każdy radny dostaje komplet materiałów i ma czas, aby się z nimi zapoznać. No i mamy zapewnienie – my obywatele oraz KOD i Ruch Białej Róży, jak i ja, zwykła pisarka dnia codziennego, że się o tym dowiemy. Dowiemy się, że jest projekt uchwały w tej sprawie. No i się umówiliśmy, że wówczas podejmiemy działania. Jakie, ano takie, że domagamy się dyskusji, rozmowy, bo określenie konsultacje zostało skutecznie skompromitowane. I dodam, nie przez Ludzi dla Miasta, których według mnie już nie ma.

Kiedy sobie tak siedziałam na placu, na ławeczce w cieniu, bo i takie tam są o każdej porze, a byłam po południu i czekałam na wydarzenie, to sobie się trochę pogapiłam na ludzi, którzy tam byli. A była fajna rodzinka z małym chłopcem, który zachwycony brodził w fontannie, tej Lirze. Mama nogi moczyła, tata wyrzekał, a mały łapał wodne rozbryzgi. Potem przyszli inni, żeby odpocząć. Posiedzieć w cieniu. Bo platany jednak cień dają.

Zapytałam, czy coś im tu przeszkadza, coś by zmienili na placu. Usłyszałam, że owszem i tak. Zmieniliby jedno. Byłoby bowiem super i mocno wygodnie, gdyby w pobliżu działała jakaś kawiarenka. Taka dziupelka z lodami, może piwem, kawą, sokiem. Nic wyszukanego. Ot takie coś, co umila życie.

A pomnik? A niech sobie będzie. Zawsze był, więc jak go zabraknie, to łyso będzie i bez sensu, bo przecież to znak. No to zapytałam o Dzwon. Gorzowian, spacerowiczów. Co to po ochłodę na plac przyszli. I ku swemu ogromnemu zaskoczeniu usłyszałam, że Dzwon to duma miasta. Dobrze, że jest. Bo ładny, bo znajomym się podoba. Bo jak dzwoni, to dzieci się cieszą. No i że raczej nikt nie chce, przynajmniej ci państwo, którzy tam wczoraj byli, nie w proteście ale na spacerze, aby dzwonnicę ruszać. A jak zapytałam o Kapsułę Czasu, to już zupełne zdumienie było. Nikt nie chce zmiany w tym miejscu, bo ono po przebudowie na 750-lecie stało się jednak ładne. Ma być i pomnik, i Dzwon, i Kapsuła Czasu i fontanna. Tak po prawdzie, to fontanna przede wszystkim. Bo dzieci lubią, ale i dorośli też.

Protest w sprawie dziwnych pomysłów nam się z lekka tylko udał. Ale jednak byliśmy. I zaskoczeniem dla nas wszystkich było pojawienie się niemieckiej dziennikarki i kulturoznawczyni, bardzo młodej kobiety, która już napisała trochę tekstów o Gorzowie, i co więcej, obroniła swoją pracę licencjacką – bachelor degree – na temat pamięci historycznej Gorzowa. Nancy przyjechała z Berlina, bo interesują ją takie ślady pamięci i jak się ma stosunek mieszkańców do ustawy najnowszej o likwidowaniu śladów po komunizmie. Ciekawe to było spotkanie, bo Nancy mówi pięknie po polsku. Jest świetnie zorientowana w sprawach polskich. W sprawach gorzowskich także, ale i w sprawach ziem zachodnich. I nie formułuje recept. Tylko patrzy i się zastanawia.

Nie było wczoraj polityki. Było zatroskanie o dobro i pamięć.

Ps. I oczywiście odrobina prywaty. Bo zwyczajnie muszę oraz chcę. Filmowej tym razem znów. Bo jakoś tak mam, że lubię… Dziś obchodzimy, my ludzie związani z kinem, 80. urodziny Dustina Hoffmana. My ludzie związani z kinem w różny sposób. Ja choćby w taki, że chodzę do kina od zawsze. I tylko przypomnę kilka filmów, w których Dustin Hoffman zagrał i to jak zagrał: „Absolwent”, „Nocny kowboj”, „Mały Wielki Człowiek”, „Papillon”, „Maratończyk”, „Wszyscy ludzie prezydenta”, „Sprawa Kramerów” – Oscar, „Tootsie”, „Śmierć komiwojażera”, „Rain Man” – Oscar. Do tego worek innych ważnych nagród, wiele ról i w filmie i teatrze. Jeden z wielkich gigantów kina. Fantastyczny aktor, który dostarczył mi bardzo wielu wzruszeń. Człowiek, który na zawsze ubarwił kino. I taki skromny pan, dla którego zawsze idę do kina, bo wiem, że będzie pięknie. I rzeczywiście trudno sobie wyobrazić, że właśnie dziś kończy 80 lat. Wszystkiego naj Rain Man, wszystkiego Maratończyku.