W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Elżbiety, Katarzyny, Klemensa , 25 listopada 2017

Pociągi IC pojadą z Gorzowa w Polskę

2017-11-09

Połączenia do Gdyni, Przemyśla i Warszawy mają się pojawić w nowym rozkładzie jazdy. Oj byłoby dobrze, gdyby te wieści okazały się prawdą.

Śledzę wszelkie doniesienia na temat dobrych połączeń kolejowych miasta na siedmiu wzgórzach z resztą kraju oraz z miastem z niedźwiadkiem w herbie na zachodnim brzegu Odry. Dlatego z niezmierną uwagą przeczytałam doniesienie o nowych połączeniach.

Na dzień dobry zaskoczyła mnie informacja, że będą nowe pociągi obsługiwane przez IC czyli wysokiej klasy wygodne wagony z klimatyzacją i dostępem do prądu. Co prawda IC już z miasta wyjeżdżało, ale nie takiej klasy. A jak przeczytałam kierunki – czyli wybrzeże z jego pięknym Trójmiastem oraz Przemyśl, to tylko przyszło mi poklaskać. Bo jak na wybrzeże raczej nie jeździłam, to Przemyśl bardzo mnie interesuje. Piękne miasto i niedaleko od Lwowa. Właśnie z Przemyśla jeżdżą pociągi do tej kolorowej, drugiej stolicy Ukrainy, ale jeżdżą też te żółtki, czyli marszrutki. I o ile jeżdżenie na Ukrainę pociągami jest raczej bezproblemowe, to poruszanie się tymi żółtkami jest ekscytujące. Powiem tak, jeśli mam do wyboru różne środki lokomocji i te żółtki, zawsze wybiorę te żółtki lub ukraińskie linie autobusowe. Naprawdę zawsze dzieje się coś niezwykłego.

Ale wracam do połączeń IC. Byłby to jednak cywilizacyjny krok na mapie połączeń z krajem, bo jak na razie miasto nad trzema rzekami i z remontowaną estakadą to trochę biały punkt. Z reguły jest tak, że trzeba dojechać do Krzyża i tam się dalej przesiadać. A teraz jest szansa, że już da się do wielu ciekawych zakątków dojechać bezpośrednio. Tanie IC nie jest, ale za komfort i wygodę zawsze się płaciło trochę więcej. A jak do tego dodać jeszcze planowane dwa połączenia TLK do stolicy, to zachwyt pełen. Jednak jak zawsze, poczekamy, pożyjemy, zobaczymy, co się wydarzy. Dobrze by było, żeby tą razą się jednak tak wydarzyło. Oj dobrze. No i dobrze by było, żeby jednak do miasta z niedźwiadkiem na zachodnim brzegu Odry można było łatwiej dojechać. Mam na myśli więcej i sensowniej skomunikowanych pociągów do miasta margrabiego Jana i dalej do miasta z niedźwiadkiem, bo na tę chwilkę jest tak, że jak się po 21.00 przyjedzie od sąsiadów do miasta margrabiego, to trzeba czekać do bladego rana na połączenie dalej, do miasta na siedmiu wzgórzach.

A teraz z innego kątka. Równie mnie interesującego, co połączenia. Otóż przyszedł mailik z jednej z ulubionych moich instytucji. Czekałam na niego, bo czekam na wydawnictwo. Otworzyłam informację i masz – no i zachwyt. Otóż dostałam zaproszenie na trzy promocje książek!!!! TRZY.

Archiwum Państwowe, bo o nim mowa, zaprosiło na promocję „Nadwarciańskiego Rocznika Historyczno-Archiwalnego” – numer już 24. Mam wszystkie 23 poprzednie numery, w dwóch są nawet moje teksty. Zawsze od deski do deski przeczytane, wiele razy inspirujące do tekstów do echo. Zwyczajnie czekam i już się cieszę na wydawnictwo, choć wstydem jest, że mojego tekstu tam nie ma. Tak długo o nim myślałam, że nie zdążyłam napisać. Wstyd i sromota. Osobisty dżin z czarnego imbryka do herbaty jest tego samego zdania. Siedzi w imbryku i burczy – zamiast się szlajać po wschodnich rubieżach, trzeba było pisać. A teraz idź sobie sama i świeć oczami, bo ja się wstydził za twoje opustki nie będę. Święta racja.

Ale, ale, jest też zaproszenie na promocję książki dr. Piotra Krzyżanowskiego o polskich Cyganach i ich życiu od zakończenia wojny do 1964 roku, czyli do przymusowego osiedlenia. Kilka razy rozmawiałam z panem doktorem o tym problemie. Dr Piotr Krzyżanowski ma imponujący zbiór dokumentów dotyczących tamtych czasów. I zakładam, że znajdą się one w tym wydawnictwie. Będzie to przykry przykład oraz dowód na to, jak szalenie opresyjnie i szalenie nonszalancko ówczesna władza zachowywała się wobec Cyganów. Jak bezrozumnie i bez cienia empatii do nich podeszła. Kiedyś rozmawialiśmy z panem Piotrem o taborach. Ja mam w pamięci tabor, który jako dziecko widziałam na pewnej wielkopolskiej wsi. Jako bardzo smarkate dziecko, dodam. To bardzo plastyczne wspomnienie. Lata temu, kiedy zaczynałam się na poważnie interesować Cyganami, tylko się upewniłam u źródła, czyli u rodziny, czy to aby nie konfabulacja, zwyczajne chciejstwo doświadczenia tego fenomenu. Rodzina, starsza i pamiętająca lepiej, potwierdziła – tak było. Wisiałaś wówczas na płocie i nie dałaś się z niego ściągnąć – usłyszałam wówczas. Tak więc widziałam jeden z ostatnich Cygańskich taborów. Dlatego z tą większą ciekawością pójdę na promocję i przeczytam.

Ale to nie koniec, bo Archiwum awizuje jeszcze jedno wydawnictwo. Będzie o organach zarządzania kryzysowego i sztabach do walki z opozycją w latach 1975-1989. Też rzecz intersująca, bo faktograficzna, oparta o dokumenty.

No i w taki sposób Archiwum Państwowe wyrasta w mieście nad trzema rzekami na najważniejszy dom wydawniczy. Najważniejszy, bo liczba publikacji o tym świadczy. A przecież wcześniej Archiwum też wydało ciekawe rzeczy, jak choćby tylko w tym roku książkę o Papuszy – moim zdaniem najważniejszą, jaka generalnie opisuje tę niepospolitą Romkę. Tę smutną szczupłą panią, która tu mieszkała. A o której różni ludzie różne rzeczy bają.

Trzeba się cieszyć, że Archiwum jest, ma tego samego dyrektora od lat, bo to pokazuje, że tylko ciągłość i przemyślane działania mogą dać takie efekty.

W istocie mamy dwa dobre środowiska – Archiwum właśnie i Książnicę – choć ta tak wielu wydawnictw nie ma na koncie, ale za to ma cykle spotkań i wykładów wybitnie ciekawe. Jeśli tylko uda się kasę jaką zebrać, to wydaje. To także są zawsze intersujące, przyczynkarskie, z tego powodu ważne wydawnictwa. Tylko się cieszyć, gratulować i się zastanawiać, kiedy to wszystko przeczytać będzie można, bo czas jakby się coraz bardziej kurczył. Mieliśmy jeszcze jedną ciekawą instytucję – mam na myśli Lamus. Też były ciekawe wydawnictwa, do dziś w wielu gorzowskich domach traktowane jako coś niezwykłego. Mieliśmy.