W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Jolanty, Łukasza, Olimpii , 17 grudnia 2017

W mieście niczym w Nowym Jorku

2017-12-01

Jechałam wczoraj do miasteczka. I po raz pierwszy od dawna nie szynobusem, ale busikiem. No i przeżyłam coś dziwnego. Otóż jechałam w korku.

Jakoś odzwyczaiłam się myśleć o mieście nad trzema rzekami, jako o dużym. A tu masz ci babo placek. Korek i to od Arsenału aż do ronda w Zieleńcu. A ludeczki, którzy jechali ze mną, uprzejmie informowali, że tak jest od bardzo dawna. Powód – remont ulicy Kobylogórskiej. No i miałam szczęście, że busikami do mieścinki jeżdżę rzadko, bo zwyczajnie diabli mnie by wzięli, gdybym codziennie miała to przeżywać.

Rozumiem, że remont wymaga wyrzeczeń, ale to już kolejny, który tak jakoś mocno utruwa życie ludziom. Szczęściem niemal zakończył się remont Warszawskiej i Walczaka, choć po prawdzie ciągle ktoś tam przy różnych rzeczach grzebie. No i stale stoją jakieś kolorowe słupki, ale jednak da się przejechać, choć jak się okazuje, nowe rondo generuje jednak korki rano i w okolicach 16.00. Ja tam kierowcą nie jestem, ale jako spieszony przechodzień zwyczajnie to widzę.

No i wracam do Koniawskiej. Dzięki temu, że ten korek się wlókł i wlókł, to się pogapiłam na kamienice na Zawarciu i Zakanalu, bo rzadko tam bywam. No i jednak jakoś w zachwyt nie wpadłam. Szare, bure i odrapane. Mało ciekawy wjazd do miasta.

A teraz z innego kątka. Otóż powstało stowarzyszenie wsparcia chorych na chorobę Alzheimera oraz ich opiekunów. I powiem tak. Mam od pewnego czasu bardzo chorego ojca. Jak do tej pory nikt nie wsparł mojej rodziny w opiece nad nim. Co więcej, sami musieliśmy się przedzierać przez milion różnych zawiłości, aby czegoś się tam dowiedzieć, jakoś ułatwić egzystencję sobie i tacie. I dlatego uważam, że takie stowarzyszenie, a jak zobaczyłam, kto mu prezesuje i kto zasiada we władzach, to wcale nie mam wątpliwości, że to będzie czynne i dobre stowarzyszenie. Dobra organizacja z sercem na dłoni wobec drugiego człowieka. A tak swoją drogą, jakie to fajne, kiedy specjalistki w różnych dziedzinach po przejściu na emeryturę zajmują się czymś twórczym, czymś dla drugiego człowieka. Dziś to rzadkie. Nic tylko gratulować.