W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Alicji, Alojzego, Rudolfa , 21 czerwca 2018

Kolejna inwestycja przeciąga się w czasie

2018-03-09

Żadną tajemnicą nie jest, że jestem wielką admiratorką kształcenia zawodowego. Za wzór mam gastronomik lokalny. Szkoła wzór. Miałam nadzieję, że i inne bardzo szybko do tego wzorca dobiją. A jednak nie.

Z wielką przykrością odebrałam informację, że znów się w czasie przeciąga otwarcie Centrum Edukacji Zawodowej i Biznesu, czyli klaster w moim mniemaniu szkolnictwa zawodowego. Tym bardziej, że w dzisiejszej rzeczywistości tylko szkolenie specjalistów i to od stopnia podstawowego – w tym przypadku zawodówki, tak pogardzanej a bez sensu, ma rację bytu. Bo uczenie się zawodu ma sens wówczas, kiedy uczeń terminuje, pokonuje kolejne szczeble kariery. O tym światłym projekcie mówi się od lat. Już było blisko, już wszyscy witali się z gąską, a tu masz Babo placek. Znów coś się przeciąga w czasie. Z rozmów z różnymi fachmanami wiem, że projekt gotowy był. No był i co? Ano to, że znów idzie na jakiś margines. Co prawda, tylko roku, ale jakoś trudno mnie się myśli, że tylko roku.

Prostym tekstem powiem. Skończyłam marne liceum, potem wyborną polonistykę poznańską. I po latach wielu zrozumiałam, że jednak szkoła kształcąca w zawodzie, dająca podstawy rzemiosła ma sens. Bo po niej można dalej iść w drodze rzemiosła, zawodu, ale i w drodze humanistyki. Jak spotkałam na swojej drodze ludzi z tutejszego gastronomika, elektryka, budowlanki, to naszło mnie to oto oświecenie.

Gastronomik ma to szczęście, że od lat wielu jest szkołą pożądaną. Kadra i dyrekcja tej szkoły wysiłkiem gigantycznym sprawiły, że to jest marka. Trochę a nawet bardzo mocno pomógł były szeryf. Jest baza i to godna pozazdroszczenia. Jest kadra – marzenie. Są kontakty, też pozazdrościć. Są plany, tylko palce ściskać za powodzenie.

A inne szkoły zawodowe, też bardzo dobre? Też mające osiągnięcia i też nienarzekające na brak chętnych? Ano one cały czas czekają. Już świeciło się światełko w tunelu. Już niemal było dobrze. A tu zonk. Znów to światełko w tunelu się odsuwa. Kolejny zresztą raz. Nie chcę i nie będę formułować żadnych sądów. Zwyczajnie przestaję wierzyć w to, że centrum w końcu ruszy i będzie kształciło w zawodach pożądanych na rynku. I szkoda, bo jak pokazują tendencje to właśnie na takich fachowców czeka rynek. Na dobrych i dobrze wyszkolonych techników – w różnych zawodach, ale zawodach bliskich rzeczywistości. Na fachowców. Takich miało kształcić centrum. No i na razie nie będzie. No cóż. Zobaczymy, co będzie dalej, ale złudzeń jakoś nie mam.

A teraz z drugiego kątka. O tym, że WOŚP znów zaliczył mega sukces, wiedzą już wszyscy. Coś około 120 mln zł zebrał na małych i maleńkich. Jak wziąć pod uwagę, że my landsbersko-gorzowscy też się niemałą kwotą dołożyliśmy, rekordową kwotą – dodam, to jest powód do radości. Do Wawy na ostateczne liczenie pojechali, no nie z miasta nad trzema rzekami, ale z miasta margrabiego Jana, obecny burmistrz – dr Andrzej Kunt i dyrekcja KCK czyli Zdzisław Garczarek, obaj panowie znakomicie znani w mieście na G. I obaj byli szalenie dumni i szalenie zadowoleni. Trudno się dziwić. Wszak ich miasto od lat przoduje w zbiórkach. W ich mieście odbywa się Woodstock, od dziś pod inną nazwą Pol’and’Rock Festiwal. To dr Andrzej Kunt od kilku lat bierze na klatę odpowiedzialność za imprezę. Od kilku lat walczy z kłodami. A mieszkańcy stają za swoim szeryfem. Tak więc, LUDZIE, jesteśmy wielcy. I trzeba trzymać kciuki, że Pol’and’Rock Festiwal znów się odbędzie. Inna rzecz, że ja i mnóstwo moich znajomych jechać będziemy na Woodstock. Woodstock w Kostrzynie nad Odrą. Tak nam chyba zostanie. Przynajmniej mnie. Jakoś tak mam, że się do nazw przyzwyczajam. Ale, ale, żeby nie zniknęło, 120 milionów polskich złotych danych od serca dla serca, czyli dla małych i maleńkich za sprawą kolorowego zakręconego Jerzego Owsiaka, to jest wyczyn. 300 tysięcy, tyle w mieście naszym trafiło do kartonowych puszek. To 2 złote i troszeczkę grosza od każdego z nas. Od każdego. I niech tak będzie. Niech tak będzie.

Ps. I trochę smutków. Odeszli od nas fantastyczni ludzie. Na niebieskie łąki przenieśli się Jerzy Milian, wybitny twórca, jazzman, ale też Piotr Janczerski, znakomity wokalista. Coda. Cokolwiek napisać, truizmem będzie. My starzy ich pamiętamy…