W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Dory, Gerarda, Maryny , 24 września 2018

Zamotałam się z nazwami ulic…

2018-03-10

Już jakiś czas minął od chwili wprowadzenia nowych nazw ulic w mieście. Przyznaję się, gubię się z nimi i zwyczajnie jakoś mam problem.

Tajemnicą nie jest, że mieszkam tu zaledwie od 18 lat. Przeżyłam kilka zmian ulic, te nowe też jakoś przeżywam. Ale przyznaję się bez bicia, że zwyczajnie się w nich gubię. Kompletnie ich sobie nie przyswoiłam. Zresztą jak ostatnio, jakieś kilka tygodni temu, jechałam taksówką z przystanku kolejowego Gorzów Wschodni do własnego domu, to sobie z przemiłym panem taryfiarzem na ten temat pogadałam. Dodam, jechałam taksówką, bo przytargałam sobie znów duże kilogramy papieru zadrukowanego i zwyczajnie nie dałabym dotargać tego osobiście na własnych plecach z dworca do domu. Pan taksówkarz powiedział mi wówczas, że generalnie wszyscy posługują się dotychczasowymi nazwami. Raczej nie spotyka się nowych adresów, chyba że jakaś oficjalna persona przyjedzie, to wówczas ma nowy adres, do którego pragnie dojechać. Wówczas za pomoc służy telefon z dostępem do neta, bo i taryfiarze też jakoś nowych nazw za bardzo nie zakodowali.

Okazuje się, że nie tylko ja i mili taksiarze mają z tym problem, znaczy z nowymi adresami. Sami mieszkańcy tych nowych ulic też ich jakoś nie zaakceptowali i raczej nic nie wskazuje, aby tak się szybko stało. Do radnych cały czas trafiają pielgrzymki z prośbą, aby może jednak do starego wrócić a zaszczytne i wybitnie pro myśli nazwy nadawać nowym, ciągle przecież powstającym ulicom, bo miasto wszak się rozwija. No i się okazuje, że jednak nie.

Wracam do ulic z nowymi nazwami. Ktoś mnie wczoraj zapytał, gdzie jest ulica pani senator Stefanii Hejmanowskiej. No i zgłupiałam kompletnie. A na czym rechot dziejowy polega? Ano na tym, że stałam pod blokiem, w którym mieszkają zaprzyjaźnieni aktorzy oraz w którym działa Środowiskowy Dom Dziennego Pobytu. I kiedy klarowałam temu komuś, że zwyczajnie nie wiem, gdzie ulica pani senator jest, nagle oko moje śliznęło się na tabliczkę. I tam stało i stoi jak wół – Stefanii Hejmanowskiej. A w moim oglądzie świata, to cały czas ulica Cichońskiego. Centrum miasta, powinnam już zakodować, a jednak nie. Jakby mnie kto pytał o inne ulice ze zmienionymi nazwami, to kompletnie nie wiem. Co winno być wstydem i sromotą dla pilota i przewodnika turystycznego.

Ale z drugiej strony – miasto musiało zmienić nazwy ulic, bo musiało. Za tym jednak nie poszło nic, aby te nazwy przyswoić, nie wyszła zaktualizowana mapa, mapki miejscowe, nic. Trwa dziwny stan zawieszenia, bo może za niedługi czas do dawnych, niedawnych patronów wrócimy. Może dlatego nie opłaca się drukować nowych map. Inna rzecz, że miasto absolutnie nie dba o promocję turystyczną, ale to inna inszość. Ja w każdym razie przyjęłam taką oto strategię – poruszam się po starych nazwach. I jestem generalnie zrozumiana. Bo jak zaczynam używać nowych, zaczyna się czeski film… Ciekawe, ile on potrwa, ten czeski film z nazwami. Bo jak się nawet jaką starą mapę gdzieś tam w Europie kupi i szuka konkretnej ulicy, to ona tam jest. Dziwne, że ich tam w Europie nie uwiera, ta nazwa.

Dlatego zawiało mnie do zaprzyjaźnionej księgarni, żeby się na mapy pogapić. Bez względu na to, że we własnym domu, w pudełkach po butach mam tych różnych map sporo. Ale co tam własna kolekcja. Trzeba iść do księgarni, bo oni tam mają i więcej, i nowych. I co odkryłam? Mapy w pudełku, może nie po butach, ale jednak w pudełku były. Pogrzebałam sobie w tym skarbczyku, pogapiłam się na mapy, doszłam do wniosku, że mam ich jednak znacznie więcej. Ale jak gapiłam się na te, co są w księgarni, to stwierdziłam, że mam rację. Nikt tak łatwo patronów ulic nie zmienia, jak ważni decydenci u nas.

Dlatego uważam, że jak już nowe ulice nazywane będą, to niech się nazywają Jaśminowa, Rumiankowa, Rydzowa, Błękitna, Kobaltowa. Jakkolwiek, ale właśnie tak. Bo jak nowa jaka miotła dziejowa przyjdzie, to te ważne zmieni na bardziej właściwe – jakkolwiek głupio to brzmi. A taką Kobaltową w spokoju zostawi, bo co komu śliczny niebieski kolor prosto z płócien starych renesansowych mistrzów przeszkadza? Ano nic. I przy okazji, jaka ładna barwa…

Ps. I tylko słówko miłośnikom filmu dedykowane. Proszę szanownych kino i filmofanów, dziś 60 urodziny obchodzi Sharon Stone. Zagrała w n filmach, w tym przede wszystkim w „Nagim instynkcie”, oj działo się wówczas w krytyce wiele po tym filmie, działo, fani zakochali się od początku, „Broken flowers”, „Muzie”, „Glorii”, „Total recall”, „Kasyno” i wielu, wielu innych. Jedna z najpiękniejszych amerykańskich aktorek obchodzi 60 urodziny. No proszę państwa, 60 lat? Taż to trudne do zrozumienia. Naprawdę ten czas aż tak zaiwania???? Naprawdę? A Sharon Stone jak piękną była, tak i jest do tej pory. Podobnie jak Jane Fonda – dziś 81 lat. Kto oglądał Oscary, a tych w mieście nie brakuje, to zwyczajnie nie wierzył w to, co widzi… No tak, Los Angeles i Hollywood tak ma… Pani Sharon same serdeczności na urodziny od filmofanów.