W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Maury, Milany, Tomasza , 22 września 2018

Pogapiłam się na fiołki, moje ulubione kwiatki

2018-04-14

Zawiało mnie do Santoka. Sprawy różne to były, ale był czas na połażenie nad Wartą i Notećką. A fiołki rosły gdzie indziej.

Od dość długiego czasu wiem, że podgorzowskie gminy to skarb. Wszystkie gminy. No i jak mnie zawiało do Santoka, w którym zresztą nie po raz pierwszy byłam, to od pierwszej chwili, kiedy wysiadłam z szynobusu, uderzyło mnie jedno. Porządek. Co prawda dworzec kolejowy mógłby być ładniejszy, ale gmina nie ma tu nic do gadania. Dworce to państwo PKP, któraś z miliona spółek i spółeczek, w jakie rozmieniła się znakomita niegdyś firma. No cóż.

Jak już człowiek, znaczy ja, wylazł z dworca, to prosta ulica do centrum wsi wiodła. Szłam sobie niespiesznie. Aż tu nagle fijołeczki…. Moje ulubione kwiatki. Pogapiłam się na nie, zrobiłam trochę zdjęć dla siebie i szłam dalej w zadumie, że tak może być. Czysto, domy i domki odnowione, psy zamknięte za płotami, a na każdym fantazyjna tabliczka – a to że ja tu pilnuję, a to, że ostry pies. I nagle oko moje zahaczyło się na pewnej fasadzie. Domek niewielki, ale ozdobiony i to jak ozdobiony. Takie ozdoby widuję za zachodnią granicą.

Doszłam do Urzędu Gminy, dane mi było spotkać szeryfa gminy w jego gabinecie. Powiem tak. Każdemu włodarzowi życzę takiego. Widok na Wartę i Notećkę, gdzie obie rzeki się spotykają, a z drugiego z kilku okien widok na drugi brzeg Warty – a ja wiem, że tam grodzisko jest. To grodzisko, które tylko sławy Santokowi przysparza. Co tam Santok zamierza i że są to ciekawe plany będzie za niedługi czas w innym miejscu na naszym portalu. Potem zawiało mnie na promenadę. I znów coś fajnego. Trawka zielona, urządzenia różne w gotowości na przyjęcie turystów. Jak tylko woda w Warcie i Notećce opadnie, bo coś wysoka obecnie jest, to i turyści wodni się pojawią.

Czekałam potem na szynobus do miasta i tak mnie najszło, że chciałabym, aby miasto choć w podobie niedużym wyglądało jak Santok. Ten klucz i strażnica Królestwa Polskiego, o którym już sam Gall Anonim pisał w najstarszej polskiej kronice, którą ja co prawda za bajędy i bajeczne opowieści mam, ale jednak. Szkoda, że Gallowi nie dane było żyć dłużej, bo może równie ciekawie opisałby późniejsze dzieje tego miejsca, które ma taką historię, że klękać i ręce składać.

Powtórzę, czysto, składnie, ładnie, bezpiecznie, dwie rzeki, most, wzgórza morenowe, piękne przedszkole za unijną kasę, lada chwila i to okropne coś, co straszy w centrum wsi, nowe życie dostanie. Ja tam już wiem od wczoraj, że jak mnie szlag jaśnisty trafi na to, co się wyczynia w mieście, to wsiądę w szynobus i choć na chwilkę do Santoka ryznę. Podobnie zresztą jak i do Bogdańca. Bo do Kłodawy sobie piechtą podyrdam. Blisko jest. Zresztą kilka razy dyrdałam sama albo w szacownym towarzystwie klubu najlepszego, czyli Naszej Chaty. Trochę trudniej dojechać mnie jest do Deszczna, ale też daję radę. Mam zamiar się zresztą w taki sam sposób przyjrzeć i tym gminom. W taki sam sposób, czyli pojadę, zobaczę, sfotografuję i fijołeczków poszukam. Zobaczymy, co się uda zobaczyć.

A teraz z drugiego kątka. Chyba jednak oddala się pomysł utworzenia arboretum na wzgórkach za FG, znaczy Filharmonią Gorzowską. Lokalne radio przeprowadziło ankietę i większość biorących udział jednak negatywnie ocenia pomysł. Nie podoba się fakt zamknięcia terenu, otwierania tylko w określonych porach. Jednak mieszkańcy, nie tylko posiadacze czworonogów, nie chcą takiego parku w tym akurat miejscu. Dla gorzowian wartością są te pagórki, takie, jakie one są w tej chwili, czyli trochę dzikie, trochę nieuporządkowane. Trudny orzech do zgryzienia ma miasto. Z jednej strony dobry, bo jednak dobry projekt czegoś ciekawego. Z drugiej jednak dość mocny opór ludzi. Trudno będzie pogodzić racje jednych i drugich. Jakąkolwiek decyzję miasto w tej sprawie podejmie, będzie źle. Bo zawsze część będzie zadowolona, część nie. Czyli jak zwykle. Co się wydarzy, zobaczymy.

Ps. Dziś Dzień Ludzi Bezdomnych. Trudno mnie się od zawsze myśli, że tacy ludzie są. Przecież dom, własny kąt, to podstawa egzystencji. A jak do kąta dodać muzykę – myślę o moich płytach, to już luksus. Wiem jednak, że często kąta własnego brakuje. Ten kąt w mieście usiłuje zastąpić kilka organizacji lub stowarzyszeń, w tym Towarzystwo Brata Alberta założone w mieście przez Honorową Obywatelkę tego miasta, śp. panią Teresę Klimek, a dziś z sukcesami prowadzone przez Honorowego Obywatela tego miasta, światłego i wielce prawego mecenasa Stanisława Żytkowskiego. Oboje państwa znam, znałam. Za panią Teresą tęsknię, zawsze. Bo kiedyś tam, kiedy gdzieś w gonitwie spotykałam Ją w mieście, zawsze mówiła – spokój. Nie szybko. Zresztą od Niej dostałam Dezyderatę. Mecenas Stanisław Żytkowski – papirusu nie wystarczy, żeby opisać, co i jak robi. Dla mnie więzień sumienia, mentor, mądry człowiek, legenda, która wskazuje, że warto żyć przyzwoicie, człowiek, dla którego chrześcijańskie wartości są ważne i mówi o nich w trudnych kontekstach, meloman i turysta. Także ulubiony przewodnik na leśnych ścieżkach. To oni wraz z zaprzyjaźnionymi i oddanymi sprawie ludźmi wybudowali Towarzystwo Brata Alberta. To ich schronisko sprawia, że bezdomni wracają do życia. To im się chciało, a mecenasowi cały czas się chce, żeby bezdomni odzyskiwali godność, uczyli się na nowo życia. Dziś Dzień Ludzi Bezdomnych. Ale także dzień ludzi, którzy starają się im pomóc. Szacunek wielki.

Ps. 2. Znów mnie nie wypada pisać, bo tam pracuję. Ale kto nie był w FG na Koncercie Muzyki Kameralnej – w wydaniu Francja, a lubi muzykę, niech żałuje. Niech naprawdę żałuje. Tym razem muzycy FG w składzie – Daria Krzysztoń – pierwsze skrzypce, Yi Ding-Dana – II skrzypce, Paweł Gaca – altówka, Agnieszka Lasek – wiolonczela pod wodzą gospodyni wieczoru, czyli pani Gaelle Dohen – flet, zagrali muzykę, którą trudno usłyszeć na regularnych koncertach w piątkowe wieczory w różnych filharmoniach.. Fakt pracy w FG został przysłonięty w moim przypadku przez melomaństwo. Przez ulubienie muzyki. Darłam się brawo – bo trzeba było. Muzycy FG kolejny raz udowodnili, że znakomitymi są. A kto lubi muzykę, a nie był na tym koncercie, niech żałuje. Naprawdę żałuje, bo jest czego…