W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Ambrożego, Florentyny, Gawła , 16 października 2018

Będzie wystawa poświęcona żużlowi…

2018-05-16

Jednak Miasto chyba naprawdę jest stolicą czarnego sportu. Po pierwszym pomniku, rzeźbie właściwie żużlowca i pierwszym spektaklu teatralnym poświęconym speedwayowi będziemy mieć chyba też pierwszą wystawę.

Jako zabita fanka czarnego sportu, choć zwyczajnie nie daję rady, mimo karnetu, aby na stadion dotrzeć, jestem z lekka zachwycona. Z lekka, to raczej oględne określenie. Jestem mocno zachwycona, mocno zaciekawiona i mocno zaintrygowana.

Ale po kolei. Zdaję sobie sprawę, że część moich bliskich znajomych zwyczajnie nie rozumie pasji mojej polegającej na oglądaniu żużla i lataniu na stadion Jancarza oraz inne, kiedy żużel się dzieje. Jak nie mogę osobiście, to choć w teleparzydle się pogapię. I potem przychodzi mnie sąsiadów przepraszać za wrzaski, w tym kuchenną polszczyznę (sąsiadów szczęściem mam tolerancyjnych, zresztą sami lubią żużel, więc już się przyzwyczaili). Dodam tylko, że straszliwie okropne określenie, często stosowane na stadionie, na zawodników drużyn przeciwnych zamieniłam na śląskiego ciula. Jakoś to lepiej brzmi, niż pospolity… (sami wiecie, co i kto).

Dlatego z niezwykłym zainteresowaniem przyjęłam informację, iż Galeria BWA pokaże prace polskich artystów na temat czarnego sportu. Lista nazwisk uczestników przyprawia o zawrót głowy, bo są to ni mniej, ni więcej: Paweł Althamer, Wojciech Bąkowski, Cezary Bodzianowski, Michał Jankowski, Marcin Maciejowski, Maciej Milewski, Tomasz Mróz, Lech Okołów, Dominika Olszowy, Agnieszka Ruszczyńska-Szafrańska, Wilhelm Sasnal, Kazimierz Urbański. Kilka nazwisk, to tuzy współczesnej sztuki polskiej. Ale wśród tych nazwisk jest też artystka pochodząca z Miasta, czyli Dominika Olszowy. Co prawda o Dominice nigdy bym nie pomyślała, że zainteresuje ją żużel, albo jakaś recepcja czarnego sportu. Dlatego tym bardziej jestem ciekawa, co pokaże. Mało tego, Galeria BWA zadbała o to, aby nie tylko wystawa się odbyła, ale będą imprezy towarzyszące. Będzie wykład Roberta Nogi poświęcony czarnemu sportowi, a Maria Magdalena Kozłowska wykona performance na Jancarzu, który odbędzie się w czasie Nocnego Szlaku Kulturalnego.

WOW, bogi wszelakie, oj to się będzie działo. Ponieważ podczas Nocnego mnie w mieście niet, to na Jancarzu godnie będzie mnie reprezentował mój dżin z czarnego imbryka do herbaty. Już się cieszy i lata po domu w nadziei, że odnajdzie zadziany gdzieś tam szalik klubowy. Powodzenia, zresztą sama chciałabym wiedzieć, gdzie on jest…Szalik klubowy oczywiście, a nie dżin.

A poważnie mówiąc, to kolejne wydarzenie i to z wysokiej półki w świecie kultury, które dotyczy żużla. I tylko przypomnę, że pierwszym artefaktem związanym z żużlem, było odsłonięcie rzeźby Edwarda Eddy Jancarza w centrum miasta w grudniu 2005 roku. Dzięki mecenasowi Jerzemu Synowcowi et consortes to się wydarzyło. Autorem rzeźby jest Andrzej Moskaluk. A ja do końca życia nie zapomnę tej zimnej soboty, kiedy padał rzadki śnieg, a na Strzelecką przyszedł tłum ludzi. Byli starzy kibice Stali przy szalikach, byli młodsi, też przy szalikach, byli w końcu mali i maleńcy, owszem też przy szalikach. I choć było zimno, choć zacinał rzadki śnieg, ludzieńki jakoś nie chciały się rozchodzić. A potem przez lata obserwowałam i obserwuję, jak małe i maleńkie ciągną mamy, taty, babcie i dziadków lub też ciocie i wujków do pana na motorze, żeby tam na chwilkę usiąść za nim i żeby była kolejna fotografia. Cały czas się zresztą zdarza, że w rocznice związane z Eddym pod rzeźbką pojawiają się znicze i kwiaty, choć to nie pomnik, a rzeźba właśnie. Ale kto komu zabroni tak celebrować pamięć Mistrza? Dopowiem tylko, że Miasto było pierwszym miejscem na świecie, które tak uczciło pamięć tego, którego kochały i nadal kochają całkiem pokaźne rzesze. Potem podobnych artefaktów powstało kilka.

Drugim i też nie lada wydarzeniem był spektakl teatralny poświęcony żużlowi, w generalności Edwardowi Jancarzowi, który przygotował i wystawił Teatr Osterwy. Działo się to w kwietniu 2010 roku. Autorka, Iwona Kusiak, wówczas kierownik literacki Osterwy, do samego dnia premiery pracowała nad tekstem. Aktorzy uczyli się odpalać motor żużlowy, bo to sztuka jest. Też sztuka. Na premierę przyszli wówczas nie tylko teatrofani, ale i kibice. A Jacek Głomb, dyrektor Teatru Modrzejewskiej w Legnicy, który spektakl reżyserował, do końca trzymał w tajemnicy, jak ma zamiar przedstawienie poprowadzić. „Zapach żużla”, bo taki tytuł spektakl miał, był wydarzeniem. Siedziałam wówczas na Scenie Letniej, patrzyłam na opowieść i… No cóż. Jak każdy kibic, ale i teatrofan, dałam się ponieść emocjom. To też był pierwszy w dziejach polskiego dramatu spektakl poświęcony żużlowi. Potem był jeszcze jeden, mylnie zresztą przez jedną wpływową krytyczkę pisany jako pierwszy. No cóż. Prawdą to nie było, bo Miasto jako pierwsze o żużlu i gwieździe na scenicznych deskach mówiło.

A teraz wystawa w BWA. A jak pomyśleć, że pojedzie ona do Tarnowa i Winnego Grodu, czyli do dwóch miast, gdzie czarny sport jest tak samo kochany, to jednak jest wielkie wydarzenie.

Wiem i spodziewam się tego, że znajomi znów nie zrozumieją… No cóż. Ja na wystawę jednak czekam.

Ps. Bo zwyczajnie muszę. Śledzę to, co się dzieje w Cannes, a dzieje się dużo, bo Festiwal trwa. I właśnie coraz więcej pozytywnych, ba, pozytywnych, euforycznych wręcz komentarzy dochodzi po premierze filmu Pawła Pawlikowskiego (Oscar za „Idę”, w mojej gradacji absolutne i skończenie piękne dzieło filmowe) „Zimna wojna”. Wielcy i nagradzani aktorzy amerykańskiego filmu gratulują, krytyka, międzynarodowa dodam, rozpływa się w zachwytach, mówi się o Złotych Palmach dla twórców i aktorów. To pierwsze pięć minut polskiej kinematografii na Palmach od wielu lat. Mocno trzymam kciuki za moją ulubioną aktorkę Joannę Kulig. Trzymam mocno kciuki za Pawłem Pawlikowskim. Za Tomasza Kota. Choć nie piję szampana, ale kupię go i otworzę, jeśli „Zimna wojna” z Cannes przywiezie nagrody. Jak nie, to też tak zrobię. Nie wiem, kto bąbelki wypije, ale szampana otworzę. A piszę też i dlatego, że lada chwila, lada momencik, film obejrzeć będzie można w Heliosie. „Idę” oglądam, kiedy tylko mogę, podejrzewam, że tak samo będzie z „Zimną wojną”. No i do tego dochodzi jeszcze polski folklor. Kino, dobra obsada, mądry reżyser, ciekawa opowieść, polski folklor…. Czego chcieć więcej….