W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Alfreda, Maksymiliana, Selmy , 14 sierpnia 2018

Pewien sposób na uzupełnienie kieszonkowego

2018-06-08

Już kiedyś to widziałam, ale myślałam, że to incydent. Jak się okazuje, nie. Małe znalazły sposób, żeby dorobić do kieszonkowego. 

Szłam przez miasto. Upał, choć nie tak mocno dolegliwy, jak kilka dni temu, jednak dawał mnie się we znaki. No cóż, taka północna natura, która się domaga emigracji do Norwegii albo na Syberię. No i sobie tak szłam, aż moje oko złowiło małego chłopca, tak na oko może z dziesięć lat miał. Jechał na rowerze i zatrzymywał się przy każdym parkomacie. Ki diabeł? - pomyślałam sobie. Ale zagadka szybko się wyjaśniła. Bo w jednym z urządzeń mały znalazł jakieś groszaki. I wtedy klapka w mózgu mi zapadła we właściwym miejscu. Przecież widziałam taką sytuację nie raz. Tylko jakoś sobie tym głowy nie zaprzątałam, bo przecież ja spieszona jestem i z trudem zauważam takie urządzonka jak parkomaty.

Potem zadzwoniłam do zaprzyjaźnionego osobnika, pedagoga i terapeuty, no i usłyszałam, że to stała jakość i rzecz spotykana nie tylko w Mieście, ale generalnie wszędzie tam, gdzie są parkomaty. Tyle tylko, że w większych miastach stałych obchodów tych urządzeń dokonują raczej bezdomni, niż dzieciaki. Bo zawsze się może zdarzyć, że ktoś nie wyjmie 10 groszy reszty albo jakiejś innej monetki.

No cóż, wyjaśnienie przyjęłam, ale z drugiej strony jednak to trochę smutne, że dzieciaki w taki sposób dorabiają do kieszonkowego, jeśli naturalnie je mają. Serce i duszę mam po lewej stronie i jakoś smutno mnie się na takie obrazki patrzy. Ale z drugiej strony jakoś zwyczajnie wolę, żeby te grosze zbierały dzieciaki niż ci inni. Może taki mały za zebrane grosze kupi sobie napój albo lody, albo jeszcze co innego. Ale tak, czy inaczej, jakoś jednak jest to przykry widok, przynajmniej dla mnie.

A teraz z innego kątka. Zaczęły się w mieście Dni Gorzowa. Nie jest żadną tajemnicą, że nie jestem ich admiratorką. O wiele bardziej podoba mnie się idea Lata Muz Wszelakich, jaką od lat urządzają w Winnym Grodzie. Impreza rozłożona na całe wakacje, różne rzeczy się dzieją, w tym Spacery po Winnym Grodzie, na które zapraszają koledzy przewodnicy z mego stowarzyszenia. Spacery mają być odkrywcze i niejednoznaczne. Oczywiście grant na ich organizację dało miasto. Tak więc w ofercie letniej nie tylko ciekawe koncerty, nie tylko teatr, nie tylko zabawa, ale i coś dla fanów mikroojczyzny, a takich jest coraz więcej. Powiem tak, zazdraszczam. Zazdraszczam Lata, ale i takiej organizacji. Bo ja też miałabym kilka pomysłów na niezwykłe wycieczki po mieście i to wcale po nieoczywistych śladach. No cóż…

Ps. Smutna informacja dotarła wczoraj ze stolicy. Na Niebieską Łąkę przeniosła się Barbara Wachowicz, Pani w Fioletach, jak ją nazywali fani. Znakomicie w Mieście znana, bo pisarką strzegacą polszczyzny była. Pisała o wielkich Polakach, ale też i harcerzach. I ja panią Barbarę właśnie w okolicznościach związanych z harcerstwem poznałam. Potem pani Wachowicz przyjeżdżała wielokrotnie do Miasta na swoje spotkania autorskie. Kilka przemiłych koleżanek bibliotekarek do dziś we wdzięcznej pamięci przechowuje te spotkania. Smutne wieści, smutne...