W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Albina, Wandy, Zenona , 23 czerwca 2018

Ścieżka nad Kłodawką ponoć już się buduje

2018-06-09

Mam na myśli ciąg pieszo-rowerowy, który mnie mocno interesuje. I wiem tylko od znanej radnej, że prace już się toczą.

Po masakrze na Kwadracie bardzo mocno zajmują mnie kolejne działania magistratu w kolejnych zielonych zakątkach. Od jakiegoś dość pokaźnego czasu usiłuję się dowiedzieć, jak ścieżka nad Kłodawką będzie przebiegać, jakie drzewa i krzewy oddadzą życie. No jednym słowem – czy nie szykuje nam się kolejna masakra zieleni. Przykro stwierdzić, ale jestem kompletnie lekceważona przez Urząd w sprawie dla mnie podstawowej, czyli właśnie ile zielni stracimy w tym projekcie. Na zapytania wysyłane pod mailowe adresy ludzi od komunikacji otrzymuję zdawkowe i bardzo okrągłe odpowiedzi. Zupełnie nieoficjalnie wiem, że jednak wycinka będzie.

No i z mediów społecznościowych wiem, że roboty już idą, bo przemiła radna Marta BB napisała tak: „Jakiś czas temu na sesji poprosiliśmy o wgląd do koncepcji budowy ciągu wzdłuż Kłodawki. UM zorganizował dla naszego klubu spotkanie z projektantem. Wnieśliśmy kilka uwag ale co do zasady wspieramy tę inwestycję. Nie bardzo nam się podoba nawierzchnia »piaskowa« HanseGrand w centrum miasta wzdłuż Strzeleckiej i zdecydowanie nierozwiązane pozostają przejazdy przez skrzyżowanie Chrobrego / Jagiełły / Wybickiego. Budowa jest w trybie »zaprojektuj i wybuduj« zatem projekt idzie niemal równo z realizacją. To trudny dla projektanta i wykonawcy układ ale z mojej ostatniej »kontroli społecznej« wynika, że roboty idą do przodu!”

Marcie ufam, bo architekt i jednak mądra kobieta. Ale nadal nie wiem, ile drzew pójdzie pod topór, jakich i gdzie. A jednak chciałabym wiedzieć. Poza tym dobrą informacją jest, że nie będzie płytek, ani innego asfaltu, ale jednak piaskowa nawierzchnia, co prawda, jak zostanie byle jak położona i nieodpowiednio zabezpieczona, to może być różnie. No i chciałabym wiedzieć, czy powstanie takie okropne coś, na zasadzie okręgu, które ktoś mi pokazał.

No cóż, trzeba mnie będzie znów epistołkę oficjalną do magistratu wysłać z zapytaniem o zielsko. Tak, tak, wiem, upiorna jestem, ale skoro potrafiłam własnej rodzicielce awanturę o wyciętą jabłonkę w prywatnym ogrodzie urządzić, to dlaczego nie mam tego robić, kiedy w sferze publicznej znów ktoś chce mnie zielsko wycinać. Dodam, nie tylko mnie, bo nie tylko ja szukam cienia w rozpalonym do białości afrykańskimi upałami mieście, które absolutnie do tego nie jest przygotowane, bo przecież zawsze w kręgach jednak północnych było usytuowane. A tu masz Babo placek i to z potężnym zakalcem. Zrządzeniem losu i dzikimi harcami oraz wybrykami pogody nagle znalazło się w sferze subtropikalnej. Bo jak to tłumaczyć, kiedy w mieście jest goręcej niż w takiej Lizbonie czy przepięknym Porto. Dlatego też trzeba dbać i chuchać na każde drzewko, krzewinkę, trawkę. Im prędzej władza to zrozumie, tym lepiej dla nas wszystkich.

A teraz z innego kątka. Ludzieńki, sukces wielki! Sukces wielki odnotował już Zespół Tańca Aluzja, bo wszedł do ścisłego finału w swojej kategorii w Międzynarodowym Dziecięcym Festiwalu Piosenki i Tańca. Odbierze dwie nagrody za dwie choreografie „Puste pole na Podole” i „Rzecz o niebieskim baloniku”. Ludzieńki – ręce do oklasków składać, bukiety kupować, dziewczynom – mam ma myśli znakomity zespół choreografek i szefowych zespołu, czyli Magdzie Perze-Logdańskiej i Agnieszce Krawczyk-Oziewicz ukłony składać. Tak samo samemu zespołowi. Powiem tak, w kraju naszym przepięknym jest n różnych festiwali. Jednak tak naprawdę liczą się dwa, ten w Koninie i ten w Kielcach – w odniesieniu do zespołów tańca, które nie mieszczą się w kategorii ludowe. Tylko laury z tych festiwali pozycjonują wysoko lub bardzo wysoko zespoły, ale i choreografki, choreografów, kierowników zespołów. Tam naprawdę trzeba się bardzo mocno postarać i to w każdym sensie, aby być zauważonym, a docenionym, to już wielki sukces.

Pamiętam, jak kilka ładnych lat temu panie obie, czyli Magda i Agnieszka zaprosiły mnie na pokaz programu Aluzji do Teatru. Specjalny to był program. Cała wielka suita oparta o filmy z Charlie Chaplinem. Obie bardzo dokładnie wiedziały, że ja to ludowe oberki, kujawiaki i suity orawiańskie jak najbardziej tak, ale coś innego? Tak trochę słabiej, jeśli nie w ogóle nie. Jednak jako, że koleżanki obie szalenie lubię, zebrałam się w węzełek, zabrałam osobistego dżina z czarnego imbryka do herbaty i dawaj potaśtałam do Teatru. I była magia, i była moc, i był urok, i były dyskretne łzy wzruszenia. Moje. To było naprawdę coś. Lata minęły od tego programu. Widziałam potem wiele różnych rzeczy różnych zespołów, w tym także Aluzji. Ale jak dla mnie ten program pozostaje najlepszym, jaki do tej pory widziałam w wykonaniu różnych zespołów. Na pewno najlepszy w wykonaniu gorzowskich zespołów. I już wówczas wiedziałam, że jest wskazanie na sukces.

Dlatego szalenie się cieszę, że właśnie jest sukces z Koninie. Sukces okupiony wielką pracą, a wielka ona jest, bo wiem, widziałam, jak zespół pracuje. Ktoś kiedyś powiedział, że zespoły dziecięce i młodzieżowe taneczne to wielki symbol miasta. I potwierdziło się znów, że tak jest. Powtarzam, ludzieńki, bukiety kupować, ręce składać do oklasków, a magistrat prosić, żeby w przyszłych odsłonach święta miasta może bardziej na miejskie i miejskich artystów akcenty położyć, a nie na wojska zaciężne za jednak sporą kasę. Bukiety kupować, ręce do oklasków składać, a jak przyjadą z nagrodami, a przyjadą, to na stojąco brawka wielkie bić.

Ps. Bo zwyczajnie muszę. Bardzo, ale to bardzo lubię fakt, że Żabki, czyli dość inwazyjna sieć handlowa, droga dodam, stała się też faktoriami pocztowymi. Właśnie wczoraj dość średnim wieczorem odebrałam sobie w mojej przydomowej Żabce, faktorii pocztowej, książkę. Przyleciała bowiem do mnie książka pana profesora Grzegorza Kucharczyka „Hohenzollernowie”. Gdyby nie fakt, że politycy majstrowali przy zasadach handlu i to dość nieudolnie, jak się okazuje, to musiałabym czekać do poniedziałku – czyli do czasu pracy Poczty Polskiej albo gnać do jakiegoś paczkomatu Bóg jeden wie, gdzie, żeby książkę odebrać. A tak ważny dla mnie tom odebrałam sobie tuż pod domem. I tak oto moja półka rzeczy związanych z ukochanym Władcą się poszerzyła. Już sobie nawet trochę poczytałam o Wielkim Elektorze. Lekturę o Władcy odkładam na jutro….