W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Alfreny, Rufina, Wincentego , 19 lipca 2018

Za sprawą pewnej upartej i pełnej uroku kobiety

2018-06-16

Dzieci, dorośli, policja, i nie wiem, kto i co jeszcze, otworzyli wakacje na Fyrtlu. Przybyła zaprzyjaźniona Pozytywka, ale i ludzie z Kwadratu byli. No jednym słowem, cud domniemany stał się faktem.

Jak było, wiem tylko od zaprzyjaźnionych bardzo osobników. Miałam być, ale praca zawodowa zatrzymała mnie w firmie mojej. Czasami tak bywa, że trzeba. Tym razem było trzeba i powiem, że było przecudnie. Ale i przecudnie było na Fyrtlu. Znajomi przeuroczy i przemili powiadomili, zdjęcia pokazali i żal mnie bardzo, że zwykły człowiek nie ma daru bilokacji, bo choć na chwileńkę niewielką chciałam tam być. No cóż, czasem się nie udaje, ale nadrobimy, na pewno nadrobimy.

Fyrtel. Przedziwne to miejsce. Moje spotkanie z Fyrtlem owym, czyli z kawałeczkiem parku Słowiańskiego oswajanego wówczas z rzeczywistością miejską zaczęło się raczej nieszczególnie. Po prawdzie mocno nieszczególnie. Skrytykowałam na początek różowości i teksty, że to dzieci swoimi małymi rączkami ten kawałek rzeczywistości zaczęły oswajać. Wylało się trochę pomyj na moją głowę. Pomyślałam i napisałam wówczas, że cóż trudno. Nie każdy zgadza się z takim zagospodarowaniem przestrzeni i nawet jeśli 10 procent ludzi się idea nie podoba, to mają prawo o tym pisać.

Minął jakiś czas. Fyrtel stracił różowości, stał się ciekawym kątkiem aktywności społecznej, a ja poznałam w końcu, choć po prawdzie wcześniej się już znałyśmy tę uroczą, upartą kobietę, za jaką mam Halinę Elżbietę Daszkiewicz. I mnie przekonała. Pokazała mnie sąsiadów i innych, którzy Fyrtlowi trochę życia i sił oraz innych rzeczy ofiarowali. Byłam pod urokiem, zresztą nadal jestem.

A potem, jak grom z jasnego nieba, przyszła informacja, że domeczek dla dzieciaków, wybudowany właśnie tam między innymi ich, ale i ich rodziców rękami spłonął. Domeczek na Fyrtlu – precyzując. Pomyślałam sobie wówczas, jaką swołoczą, jakim pijanym albo naćpanym czymś trzeba być, żeby to zrobić. Bo zwykli, normalni ludzie tego nie robią. Najwyżej naśmiecą, puszki po piwie zostawią, ale ogień? No nie.

Nie doceniłam Haliny, przez wszystkich zwaną Elżbietą, panią Elą. Pamiętam rozmowę z nią. Powiedziała mi wówczas – Reńka, się nie damy, odbudujemy. Myślę, że wielu wówczas tak pomyślało. No i jest. Fyrtel żyje. Piątkowa akcja na powitanie bezpiecznych wakacji jest tego najlepszym dowodem. Przyjechali goście z Zawarcia, a właściwie z Zakanala – mam na myśli Pozytywkę. Przybyli goście z centrum, mam na myśli Kwadraciańskich. Wszyscy bawili się dobrze, ba, wręcz znakomicie.

I popatrzcie państwo. Mamy zalążki i to całkiem wyraźne, społeczeństwa obywatelskiego. Z wyraźnymi liderkami – bo to kobiety są! Układa się piękna triada. Osiedle Staszica, Kwadrat, Zakanale. Wyraźna oś, gdzie mieszkają liderki, którym się chce, które na uszach, rzęsach oraz koniuszkach nosów stają, aby małym, maleńkim, ale i seniorom w ich małych ojczyznach, osiedlowych, Kwadratowych, Zakanalnych dobrze się żyło.

Halina – kobieta wielu talentów, uparta, uprzejma, dążąca do celu. Urszula – tak samo. Katarzyna – tu jeszcze dołączyłabym talenty do międzykulturowego dialogu. Zresztą w przypadku obu wcześnie wymienionych pań też. Kobiety rządzą. Być może są jeszcze takie liderki w innych kątkach miasta, a które się tak wyraźnie nie określiły. Choć jak się zastanowić, to do tej palety dołączyłabym jeszcze Elę od gospodyń miejskich, Basię z dziarmi od gospodyń, od rysunków, od psów i miliona innych rzeczy, panią Ulę…. Oj, bo lista się wydłuża. O regionalistkach nie piszę, bo to inna bajka.

Kiedyś już napisałam, baby kochane, rządźcie tak, jak rządzicie. Baby kochane, bez was świat byłby szary i ponury. I baby kochane, jak dobrze, że daleko jesteście od jakiejkolwiek polityki. Niech taki Fyrtle rules, niech gospodynie miejskie rules (ale bez ozdabiana żelaznych postaci waszymi dziergankami, bo co ja za chwilkę powiem pewnej pielgrzymce?), niech Pozytywka rules. Rules znaczy rządzi. Bo wychodzi mi na to, że właśnie ten klub kobiecy jednak ma w mieście całkiem spore i w dodatku bardzo dobre przełożenie na różne rzeczy. I oby tak dalej. Kochane baby, w was siła.

Ps. Fyrtel ożył. Halina, pani Elu gratulacje. Ale, ale, dziś od 11.00 ożywa SP1 i okolica. Ma być świetnie, ma być radośnie, ma zagościć Lekmo Tower. Nie wiem, jak to zrobię, ale bardzo, bardzo chcę być. Tym bardziej, że Kasia wabi do Jedynki, znaczy szkoły, występami Lemko. Ma być „Pływie kacza po Tysyni”. Jak jadę na Ukrainę, to zawsze gdzieś ten motyw muzyczny się pojawia. Słuchałam „Tysyni” we Lwowie, słuchałam w Kijowie. Dawno, dawno temu słuchałam w Czerniowcach i Stanisławowie, dziś Iwano-Frankiwsku. Ostatnio na koncercie DagaDany w FG. Mnie ten motyw, ta pieśń mocno wzrusza. I rozumiem, że innych też. Jak kto pomysła nie ma na ten dzień, znaczy dziś, to może do SP1. Tylko dodam, że „Pływie Kacza po Tysyni” to pieśń, która naprawdę wiele znaczy. Trzeba być. A jak kto zechce wiedzieć, co znaczy, można i trzeba zapytać. Z Lemko zwykle jest ksiądz Artur Graban, on wytłumaczy. Jak nie, to Kasia będzie musiała…. Oczywiście da radę.