W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Darii, Mateusza, Wawrzyńca , 21 września 2018

Kilka reminiscencji związanych z urodzinami miasta

2018-07-03

Miasto nasze wczoraj obchodziło swoje ważne, bo już 761. urodziny. Były flagi, zabrzmiał Dzwon Pokoju, ponoć coś tam ktoś namalował. I byłoby dobrze, gdyby nie pewne spotkanie na ponoć Szlaku Królewskim.

Szłam sobie spokojnie do domu mego. Flagi w barwach miasta a przy okazji w barwach Italii i Węgier wcale mnie nie zaskoczyły, bo zwyczajnie wiem, że 2 lipca to urodziny miasta. I nagle na Szlaku ponoć Królewskim zaczepiła mnie pewna pani. Nie wiem, dlaczego na mnie padło, ale padło. Miła pani przeprosiła i zapytała, co to się dzieje, że flagi miejskie wiszą. Ponieważ mam tak, jak wszyscy przewodnicy miejscy na świecie oraz piloci turystyczni, uprzejmie wyjaśniłam, że dziś urodziny miasta, 761. dla porządku domu. Pani się zainteresowała, więc trochę opowiedziałam o mieście. Pani się sumitowała, że tylko kilka lat tu mieszka, więc nie wie. Zdziwiona była mocno, że z tej podniosłej okazji nic się nie dzieje. Zupełnie nie skojarzyła, że wielka feta odbyła się jakiś czas temu na nabrzeżach Warty, bo dodam tylko gwoli wyjaśnienia, że błonia to miejsca po zasypanych fosach miejskich. U nas w mieście to miejsca na wysokości Łaźni choćby. Chwilkę dłuższą z miłą panią pogwarzyłam, odesłałam do działu regionalnego książnicy wojewódzkiej, bo gdzie indziej i poszłam sobie dalej. Do domu własnego.

I tak przy okazji gotowaniu makaronu na obiad myślałam o całym zdarzeniu. Gotowanie makaronu ma to do siebie, że jednak szybko wnioski formułować trzeba. I wyszło mnie na to, o czym od pewnego długiego czasu mówi gorzovianista Robert Piotrowski. A mówi o tym, że tak naprawdę brakuje informacji o mieście. I wcale mu nie chodzi o punkt informacji turystycznej. Ale o kompleksowym programie informacji o tym, co tu było, jak było, kto tu mieszkał, co się wydarzało. O tym choćby, że przy okazji urodzin miasta wychodziły informatorki miejskie. Dodatki do lokalnych mediów. Ale też i specjalne, wręczane mieszkańcom. Inna rzecz, kto to przeczyta, ale nawet gdyby pojedynczy mieszkaniec przeczytał, to jednak warto. Trzeba by było, a tym razem jednak nie było.

No i niestety, okazało się, że choć są zainteresowani ludzie, bo przykład miłej pani najdokładniej pokazał, że są, miasto jednak nie stanęło na wysokości zadania. Jednak zabrakło dobrej informacji kierowanej do mieszkańców.

Ja tam mogę o mieście, jego historii i ciekawostkach informować wszędzie, nawet na chodniku połamanym. Jak kto mnie zapyta, zawsze chętnie opowiem. Ale to nie jest dobra droga. Nie tędy Grzegorzu Dyndało, aby liczyć, że ja, Robert, pan Adam, pan Leonard, Zbyszek, kilkoro innych z nas, będą się plątać po mieście i o jego światłej historii opowiadać. I to przy okazji, kiedy ktoś nas zaczepi, bo zna nas w jakiś sposób. Nie tak.

Miasto duże (ponoć), z historią – tu bez sporu, z ciekawymi miejscami i opowieściami dla turystów (tu bez sporu), a jednak pozbawione stałego i kompleksowego programu promocji i informacji. Informacji dla tutejszych, bo jak się okazuje, tego zwyczajnie brakuje. No i jak się okazało, ja też żyję w pewnej bańce. Ano takiej, że mnie się w głowie nie mieści, iż ktoś mieszkający w tym mieście może nie znać daty podstawowej dla tego miasta. Miła pani wczoraj przebiła mnie tę bańkę – owszem, można mieszkać w mieście i nic o nim nie wiedzieć. Ale jak się kto chce dowiedzieć, to już problem. Skoro mieszkańcy chcą się dowiadywać, to i ci inni też.

Dlatego na już widzę zadanie dla miasta, dla urzędu w tym przypadku. Parkingów dla autokarów turystycznych z całą infrastrukturą się na już nie uda zrobić. Miasto nie jest pierwsze i jedyne w tym zakresie. Ale dobry punkt informacji turystycznej jak najbardziej uruchomić trzeba. Pożenić można to, co już jest, z tym, co może i powinno być. Punkt działa w WiMBP, czyli w książnicy wojewódzkiej. Agnieszka jak najbardziej  się nadaje na szefa. Bo z doświadczeniami osobistymi i dobrą radą. Dogadać się trzeba, aby punkt działał nie tylko w godzinach pracy WiMBP, ale i częściej. Oczywiście idą za tym pieniądze, ale chyba warto. Tylko pod rozwagę kładę. Bo z tego punktu to i turyści, ale i tubylcy mogliby garściami korzystać. Co więcej, dużo dobrego taki punkt przyniósłby miastu. I jakby autobus miejski, elektryczny z zielonym jamnikiem na burcie, co dziś jeździ po liniach miejskich, w weekendy mógłby być turystycznym, bo w różne ciekawe kątki miasta mógłby wozić i turystów i tubylców, to już mamy jakąś pewną i ciekawą jakość.

Pomarzyć, dobra rzecz. To takie reminiscencje z okazji urodzin miasta tego, o którym ja obecnie myślę kurnik, a pamiętam te czasy, kiedy kurnikiem absolutnie nie było. I bardzo, bardzo bym chciała, aby znów kurnikiem przestało być. I za to trzymam mocno kciuki. Uda się? Zobaczymy.

Ps. Dziś, dzień po urodzinach miasta urodziny swoje, już 63. obchodzi pani Anna Czeczewicz-Zalewska, mieszkanka centrum miasta, była nauczycielka, była radna, ciekawa osoba. Cały czas zainteresowana tym, co się dzieje w mieście. Ale też osoba, która wspomina zawsze swoje spotkania z biskupem Wilhelmem Plutą. Jedyna osoba w Polsce, która nosi to godne nazwisko. Potrafi walczyć o swoje, ale też i o to, co bliskie. Dla niej samej, ale i dla sąsiadów. Trudno mi uwierzyć, że emerytką jest. Pani Ania to stale moc energii. Na urodziny wszystkiego naj!