W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Michaliny, Michała, Piotra , 19 października 2018

To był znów niedobry weekend, kolejny w tym roku

2018-10-08

Późno się dowiedziałam, że pani Władysława Staryszak odeszła z tego świata. To była smutna wiadomość.

O tym, że pani Władysława Staryszak, bardzo zasłużona dla gorzowskiej kultury, jest chora, wiedziałam od jakiegoś czasu. O tym, że choroba ma przykry i bolesny przebieg też wiedziałam.

Pani Dziunia, jak do niej mówiliśmy, urodziła się we Lwowie. Parę razy dane mi było rozmawiać z Nią właśnie o Lwowie. Ona mówiła z sentymentem, ja z zachwytem o tej perle zachodniej Ukrainy. I tu się różniłyśmy nieco w poglądzie, ale dziwne nie jest. Dla Pani Władysławy było to miasto rodzinne, dla mnie miasto, do którego tęsknię zawsze i jak tylko mogę, to tam staram się jechać.

Znałam ją od kiedy związałam się z Gorzowem. Zawsze uśmiechnięta, zawsze pomocna innym. Ale co się dziwić. Była pedagogiem z wykształcenia, ale i z zamiłowania. Kiedy prowadziła klub Jedynka, jeszcze przy Mieszka I, to na spotkaniach różnych, które organizowała, zawsze się czuło, że pani kierownik zwyczajnie wie, jak to ma wyglądać. Wszystko było dopieszczone w najmniejszych szczegółach.

To właśnie pani Władysława odegrała bardzo ważną rolę w procesie integracji seniorów w Gorzowie. Miała jakiś taki naturalny talent. U niej seniorzy czuli się zawsze bardzo dobrze. Wpadali na kawę, na krótką chwilkę rozmowy. Podobnie miała z kresowianami. Współpracowała zresztą z różnymi środowiskami, uczestniczyła czynnie w życiu chóru Cantabile. Może sama w nim nie śpiewała, ale wspomagała swoimi talentami.

I co jeszcze ważne. Dbała o elegancję – może to jest niepoważne stwierdzenie w obliczu śmierci, ale moim zdaniem niezmiernie ważne. Elegancja, to dbałość o szczegóły na wydarzeniach przez Nią organizowanych, ale elegancja także osobista. Zawsze znakomicie ubrana, zawsze uczesana, zawsze z wysmakowanymi dodatkami była taką ikoną wyglądu pań w jej wieku. I owa elegancja udzielała się uczestnikom spotkań w Jedynce.

No i jeszcze jedna ważna rzecz. Przez całkiem spory czas w Jedynce spotkania grą na pianinie ubarwiał Bogdan Zalewski, nauczyciel z Liceum Pedagogicznego, wykładowca Dziuni. Dla pani kierownik to było zwyczajnie naturalne, że skoro pan profesor może zagrać, to zagra. Rzadki przykład dbania o swoich nauczycieli.

Późno się dowiedziałam, że Dziunia Władysława Staryszak przeszła na Niebieską Łąkę. Ostatnie pożegnanie odbędzie się w środę o 11.00 w kaplicy Products na cmentarzu komunalnym przy ul. Żwirowej. Wolą ostatnią samej Dziuni, jak i jej Córki jest, aby nie przynosić na cmentarz kwiatów i zniczy. Prośba jest taka. Każdy, kto zechce Dziunię pożegnać w jej ostatniej ziemskiej drodze, niech te pieniądze, które chce przeznaczyć na kwiatek czy znicza, przyniesie ze sobą na ceremonię. W kaplicy będzie skarbonka, do której pieniądze będzie można wrzucić. Cała kwota traf na wsparcie Hospicjum św. Kamila w Gorzowie.

Ostatnia wola, trzeba ją uszanować.