W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Dalidy, Juliusza, Łucji , 13 grudnia 2018

Tym razem będzie tylko z wieści z Winnego Grodu

2018-10-10

W Winnym Grodzie odsłonili pomnik żużlowca. A właściwie Żużlowca. W samym centrum, a pan Andrzej sam osobiście tortem dzielił.

Ja wiem, że irytacje i fascynacje winny tyczyć głównie Gorzowa. Ale tym razem z lekka wychodzą poza gorzowskie opłotki. Z lekka, bo dotyczą osoby, sportowca, który jest związany z Gorzowem. Choć nigdy w barwach gorzowskich nie jeździł. Ale często tu bywał i bywa. Jako zawodnik, potem jako trener. Mam na myśli pana Andrzeja Huszczę – zawodnika legendę Falubazu Zielona Góra. Wczoraj na słynnym i bardzo przeze mnie lubianym deptaku w Winnym Grodzie odsłonięto jego pomnik – rzeźbę. Dynamiczny bardzo jest. Andrzej Huszcza jedzie na tylnym kole, jak wiele razy jechał, także i w Gorzowie mu się zdarzało. Fani żużla, a przecież bardzo wielu u nas takowych jest, mogą nie kochać Falubazu, mogą wręcz nie lubić klubu z Winnego Grodu. Ale jakoś mało wśród nas jest ludzi, którzy nie lubią Andrzeja Huszczy. Jakoś się zwyczajnie nie da.

Świetnie się stało, że Winny Gród tak nagrodził swego zawodnika. Andrzej Huszcza bowiem nigdy jakoś mocno poza Winny się nie wybrał. Zawsze ta Zielona Góra była mu najbliższa sercu. Jak już przestał być zawodnikiem – dodam, jednym z najdłuższym stażem w polskich klubach, to dalej w Falubazie jest obecny.

Pamiętam jakieś derby. Które dokładnie, to już mocno trudna sprawa. Ale derby. Grzeją się silniki, atmosfera gęstnieje. Młoda kibicka Stali przychodzi z Myszką Miki na sznurku. Przez płot Myszkę wiesza, przez płot przy parkingu. Miki wisi. Grzeją się motory, atmosfera gęstnieje. Do zawodów zostało coś ze 20 minut, może 25. Z budynku klubu, znaczy Stali, bo na Jancarzu jesteśmy, wychodzi Andrzej Huszcza. Idzie do parkingu, mija ten płot. Patrzy na symbol Falubazu, na Myszkę powieszoną. I co robi? Ano staje twarzą do płota i prosi – Ale nie wieszajcie Myszki, nie wieszajcie. Uśmiech mu gaśnie. Gorzowskim kibicom robi się zwyczajnie głupio. Tamte derby wygrała Stal. Wracałam wówczas do domu i myślałam o meczu. Super, że Stal, ale ciągle mnie prześladowały słowa Andrzeja Huszczy. Nie wieszajcie Myszki.

Dla mnie Andrzej Huszcza jest świetnym zawodnikiem, bardzo dobrym sportowcem, świetnym też ambasadorem żużla. Dlatego bardzo się cieszę, że Winny Gród tak go uhonorował.

I teraz przypuszczenia. Pierwszym zawodnikiem czarnego sportu, który się na świecie doczekał swej rzeźby, był Edward Eddy Jancarz. Za sprawą ludzi, którzy uznali, że takim sportowcom, z takimi osiągnięciami się to należy. Złoty Mecenas do tego doprowadził. Jerzy Synowiec et consortes się uparli i mamy. Pierwszy na świecie pomnik – rzeźba dedykowana żużlowcowi stanęła w Gorzowie. Pamiętam tamten zimny grudniowy dzień, kiedy padał rzadki śnieg. A wówczas na odsłonięcie rzeźbki Eddy’ego przyszło moc ludzi. Z szalikami Stali. Stałam tam, bez szalika, ale z czarnym sportem w sercu.

Potem pamiętam dziwne dyskusje. Czy trzeba było, czy potrzebne? Dziś już minęło wiele lat i te lata są tylko potwierdzeniem, że trzeba było. Gorzów za sprawą Złotego Mecenasa et consortes przetarł szlaki. I wczoraj Andrzej Huszcza został upamiętniony. Gorzów wyznaczył szlaki, Winny Gród poszedł już utartą ścieżką.

Wczoraj w Winnym Grodzie wielka feta była. I dobrze. Andrzej Huszcza dzielił tortem. Jaka szkoda, że nie wiedziałam o fecie, bo bym się szynobusikiem do Winnego wybrała… Gratulacje raz jeszcze.

Ps. Tylko nieśmiało proponuję. A my w Gorzowie powinniśmy obchodzić dziś 50. rocznicę śmierci Natalii Bukowieckiej-Kruszony. Oczywiście nie mszą i czymś w podobie, ale choćby spotkaniem na chwilkę. Wspomnieniem pięknej pani, która tu pracowała jako dziennikarka, napisała pierwszą powieść, zrobiła wiele dla tego miasta w początkach jego państwowości polskiej wiele. To dzięki niej Gorzów ma, miasto to ma coś niezbywalnego. Ma powieść jak tu, za czasów Polskiego Dzikiego Zachodu, instalowała się polska administracja. Ta niezwykła powieść ducha tak naprawdę dostał dzięki prof. Dariuszowi Aleksandrowi Rymarowi, który dołożył maks starań, aby „Rubież” ukazała się jako książka.

Dziś mija 50 lat od śmierci ciekawej i pięknej kobiety, dobrej dziennikarki, ciekawej autorki. My gorzowianie winniśmy jej pamięć. I powinniśmy wszystko zrobić, aby w naszej zapomnianej przez wszystkich Alei Gwiazd jej tablica się znalazła.