W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Celiny, Ireneusza, Niny , 15 grudnia 2018

Już za chwileczkę, już za momencik Motyle przylecą….

2018-10-11

Gala już jutro. Gala otwarcia nowego roku kulturalnego miasta Gorzowa. Zjawią się ludzie kultury, władze, ktoś tam być może jeszcze też. Nowy sezon się zaczyna.

Ma Gorzów bardzo dobrą tradycję, jeśli chodzi o otwieranie sezonu kulturalnego. Mam na myśli Galę Motylową, jak od lat się potocznie owo wydarzenie nazywa. Nazwa wynika z faktu powiązania nowego sezonu w kulturze z nagrodą prezydenta miasta w dziedzinie kultury. Od lat tak jest, że ów Motyl – rzeźbka wykonana rękami wybitnego twórcy – artysty rzeźbiarza Andrzeja Moskaluka, jest najbardziej pożądaną nagrodą w mieście w dziedzinie kultury. Mniej emocji budzi koperta dołączana do samego Motyla, co raczej dziwne jest, bo kultura to nie krezusi, każdemu grosz się przyda.

Sam Motyl, owa nagroda zawsze budziła wiele kontrowersji. Bo ktoś dostał, a ktoś nie, komuś się bardziej należało, a komuś mniej. Na ten temat nie chcę więcej pisać, bo sama dwa razy byłam nominowana. Dlatego nie o tym.

Ale chciałabym przypomnieć pewne wydarzenia, które wryły się w moją pamięć, a są związane właśnie z Motylami. Pamiętam oto, jak Motyla dostał mój przyjaciel, śp. Kazimierz Furman. Gala była w Bibliotece Wojewódzkiej. Kazimierz wówczas już bardzo chory przyjechał na wózku. I kiedy przyszło Motyla wręczyć, Kazimierz zaczął mówić, że nie da rady zejść… I klasą wielką błysnęła wówczas ówczesna wiceszeryf, pani Zofia Bednarz. Porwała kwiaty, ktoś Motyla i poszli do Kazimierza. Na poziom wyżej. Mnie się oczy szkliły, jak patrzyłam na ciężko schorowanego przyjaciela, który odbiera zasłużoną nagrodę. Co było kilka dni później, nie napiszę, bo się do dziś nie pogodziłam z faktem.

Trochę inne emocje towarzyszyły mi, kiedy Motyla odbierał Aleksander Alik Maciejewski, znakomity aktor, też mój przyjaciel – to Alik mnie tak nominował. Gadał zawsze – Ren, przyjacielu, ale poczekaj…. W wielu przypadkach owo – poczekaj się przydało. Pamiętam, jak przed galą staliśmy na fajeczce przy Domu Kultury Zawarcie, bo tam wówczas nagrodę wręczano. Alik, jak to miał w zwyczaju, rozważał kolejne rzeczy, które w teatrze się wówczas działy. Tak sobie gaworzyliśmy, było ciekawie, aż ktoś nas do wnętrza zawołał, bo nagrodę odebrać trzeba było. Alik był zaskoczony. Ja zupełnie nie. Przecież, tak wówczas myślałam, jak nie on, to kto?

Jeszcze inne emocje towarzyszyły mi, kiedy patrzyłam, jak Motyla odbiera prof. Dariusz Aleksander Rymar, dyrektor Archiwum Państwowego, wybitnie zasłużony w dziedzinie przypominania i utrwalania historii najnowszej, tej polskiej, tego niepolskiego w rzeczywistości miasta. Byłam maksymalnie szczęśliwa, że Motyl poleciał w tak godne ręce. Miasto bowiem pokazało, że potrafi nagrodzić także i tych, którzy poruszają się w sferze kultury wysokiej, tej niepopularnej. Bo wymagającej namysłu, refleksji, bo wymagającej osobistego zaangażowania.

A skoro przy kulturze wysokiej jestem, to zwyczajnie nie rozumiem, jak miasto mogło nie przyznać Motyla prof. Monice Wolińskiej. Nigdy tego nie zrozumiem. No cóż, bo co można powiedzieć.

Tegoroczna gala, zresztą jak i za ostatnie lata, odbędzie się w piątek w Filharmonii Gorzowskiej. Kto dostanie, w czyje ręce polecą tym razem Motyle, trzeba czekać. Przeżyjemy te kilkadziesiąt godzin, zobaczymy…

Tajemnicą żadną natomiast nie jest, że galę uświetni koncert dwóch znakomitych jazzmanów. Mam na myśli Adama Bałdycha, przedstawiać nie trzeba oraz Przemka Raminiaka, przedstawiać również nie trzeba. Szykuje się coś naprawdę ciekawego, zwłaszcza, że panowie już ze sobą grali i to w różnych konstelacjach. Wiem, że Przemek ostro pracuje nad nutkami. Tak mnie w każdym razie powiedział, kiedy onegdaj spotkaliśmy się przy pewnym żywopłocie. I powiem tak. Byłoby wręcz przecudownie, gdyby Motyl tym razem poleciał w ręce Przemka. Ups, przepraszam, w ręce Przemysława Raminiaka, wybitnego pianisty jazzowego, znakomitego kompozytora, ciekawej osobowości artystycznej. Nie wiem, czy ktoś się pofatygował, aby Przemka (tak piszę o artyście, bo znam go niemal od zawsze) zgłosić do nagrody. Ale byłoby super.

Ja tam tak naprawdę w tym rozdaniu to na ten koncert czekam. Bo zwyczajnie wiem, co panowie obaj na scenie potrafią wyczynić. Wiem, że magia i to maksymalnie piękna będzie.

Kto Motyla dostanie, w czyje ręce on poleci, oczywiście napiszę już po gali. Trzeba bowiem dokumentować wydarzenia, trzeba o tym pisać. Ja jak zwykle z wielką przyjemnością oraz rewerencją. Wersal musi być. Nawet na gorzowską miarę.