W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Emila, Laury, Rogera , 14 listopada 2018

I znów się nie udało, fasada znów ma neutralny kolor

2018-11-05

Jakoś kilka dni temu szłam sobie wczesną porą do pracy i nagle uderzyło mnie, że witryny kebabu francuskiego przy Drzymały są zalepione, szczelnie, czarną folią.

Miał być sukces, ale się chyba nie udało. Kebab francuski działał tylko kilka tygodni. To było mocne wejście – w każdym razie od strony zniszczonej fasady. Popaciana na czarno, żółto i pomarańczowo elewacja nie spodobała się nikomu. Albo prawie nikomu. Zdecydowanie głos zajął ZGM, który domagał się od właściciela wyjaśnień. Czarno-ognista fasada na parterze była czymś, co nie mieści się w polityce zadbania o zabytki, a kamienica przy Drzymały, gdzie lokal się ulokował, takim jest. Choćby przez fakt wpisania całej, albo niemal całej dzielnicy Nowe Miasto do rejestru zabytków. Co to oznacza i będzie oznaczać na przyszłość dla potencjalnych chętnych? Ano to, że nie ma zasady – hulaj dusza, piekła nie ma, każdy może, co chce. Nie może sobie najemca prywatnego lokalu usytuowanego w kamienicy wpisanej en mass do rejestru zabytków robić, co mu dusza podpowiada albo też wątpliwe poczucie estetyki. O duszy nie mówię, bo za duszą nie nadążysz, ale za poczuciem estetyki jak najbardziej. Otóż w tym przypadku są narzędzia, które pozwalają mierzyć. Mówił o tym choćby znany architekt Leszek Horodyski w rozmowie w naszym portalu.

No i okazało się, że jednak francuski kebab po kilku tygodniach musiał przemalować fasadę. Znów jest neutralny kolor. Czy lokal będzie działa dalej, zwyczajnie nie wiem. Oczywiście idiotką nie jestem i wiem, że na działanie lokalu kolor fasady się nie przenosi. Przez kilka dni patrzyłam sobie też na zamkniętą kebabownię, na szczelnie zasłonięte czarną folią okna. Jak dla mnie, znak czytelny, że chyba albo zmiany, albo rejterada. Jakby rejterada, to też rozumiem, dlaczego akurat tak się stało. Myślę, że lokal nie kupił sobie popularności. Czy będzie, czy nie będzie, czas najbliższy pokaże. Znaki czytelne na razie pokazują, że raczej chyba nie …. Ale mogę się mylić. Ważne dla mnie, że czarno-żółto-pomarańczowa fasada mnie przestaje straszyć.

A teraz z drugiego kątka. Mamy w Gorzowie kreatorkę mody. I to nie byle jaką. Natalia Ślizowska kreuje swoją modę, ale idzie też tropem wielkiej poprzedniczki. Coco Chanel się nazywa. Wielka Coco wykreowała perfumy, znak Chanel numer 5 znają wszyscy. Zawsze mnie nurtowało, dlaczego ten numer pięć. Przeczytałam sobie kiedyś biografię wielkiej Coco, i tam stało jak byk – a dlaczego nie? Niech będzie pięć. I od wielu już lat te perfumy to marka numer jeden. Natalia zaczyna odrobinę skromniej. Na razie lotion sygnowany jej imieniem. Dobry krok do całej kolekcji kosmetyków sygnowanej jej imieniem. Mnie się podoba i trzymam kciuki. Co prawda ja, jeśli chodzi o kosmetyki, to raczej szare mydło bezzapachowe, ale chciałabym móc popatrzeć na jakichś targach na całą linię sygnowaną imieniem Natalii. Niech będzie ten lotion, potem pomadka w wyrazistych kolorach, bo Natalia wyrazista jest, potem …. Ups, nie wiem, co potem, bo się na tym nie znam. W każdym razie tego Natalii i firmie życzę. No i czekam oczywiście.

Ps. Przemili znajomi, którzy się znają na zielsku, alarmują, że to coś, co się wyprawia przy Łaźni zwyczajnie zagraża pięknemu drzewu, perełkowcowi. Ucięte korzenie, drzewo nie przeżyje. Było miasto w parku, miasto w zieleni, za chwilkę będzie miasto, a o zielni będzie