W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home » Moje irytacje i fascynacje »
Emila, Laury, Rogera , 14 listopada 2018

Bardzo dobra informacja z sejmiku województwa

2018-11-07

No i marszałkostwo pokazało, że jednak nie tylko Winny Gród leży mu na sercu, ale też jakoś tam w jego kąciku ma też Gorzów. Będą pieniądze na remonty dwóch ważnych miejsc, zabytków po prawdzie.

Jakoś od bardzo już długiego czasu lubimy (ja akurat też, niestety) narzekać, że marszałek nie lubi Gorzowa i okolic. Podnosimy, że jak jest kasa na coś, to przede wszystkim beneficjentami są Winny Gród i okolice. Labidzimy, że nas się pomija i wspomina się bardzo odległe czasy, kiedy to Winny Gród starał się zamachnąć na nasze tramwaje (nieskutecznie), czy też zabrał stół chirurgiczny z miejskiego szpitala (skutecznie).

A tu masz, bardzo pozytywna informacja. Były szeryf i dziś jeszcze jeden z marszałków województwa Tadeusz Jędrzejczak poinformował na swoim FB, co się wydarzyło. Idzie to tak: „Właśnie zatwierdziliśmy na zarządzie województwa: 6 585 571,79 na dokończenie modernizacji Teatru w Gorzowie i 5 706 482,73 na modernizację Muzeum /Bogdaniec/”.

I powiem tak, choć potrzeb jest zwyczajnie multum, bo zawsze będzie, to jednak ta informacja, to miód na moją duszę.

Zacznę od Teatru Osterwy. Tylko ślepy albo kompletnie niezainteresowany rzeczywistością może twierdzić, że nic się nie zmieniło za lata dyrekcji Jana Tomaszewicza. Dyrektor Tomaszewicz zwyczajnie przywrócił perełce, za jaką mam budynek teatru, niemal całkowity blask. Niemal, bo na wisienką na tym torcie będzie wyremontowanie głównej sceny. Ona i tak już maksymalnie zyskała. Tyle tylko, że co się wydarzyło w kulisach, wiedzą zainteresowani. Teraz chyba przyjdzie czas, żeby zyskała cała sala od frontu. Jak siedziałam na premierze, to się gapiłam, no cóż, też na ściany i przyznam, żal mi było, bo widać, że rozpaczliwie potrzebuje remontu. Odłupane tynki, przybrudzone ściany, smętnie wyglądające malowidła. No jednym słowem, tylko i aż tylko tu potrzeba remontu. Rozumiem logikę przeprowadzonych do tej pory prac. Bo rzeczywiście potrzeba było wyremontować garderoby – przecież Osterwa w swoich murach gości naprawdę wielkich artystów z całego niemal świata i zwyczajnie wstyd już było ich tam prowadzić. Wiem, bo wiedziałam dzięki uprzejmości Dyrekcji. Trzeba było uporządkować gospodarkę energetyczną, bo czas był najwyższy. Zresztą wymieniać, co się zmieniło, to długa wstęga atłasu. I rozumiem, że jako ostatnia nowy wizerunek dostanie właśnie główna sala. I bardzo dobrze.

A teraz słówko o Muzeum w Bogdańcu. Oj jak dobrze, że i dla tej placówki, mocno przeze mnie lubianej, znalazło się dobre marszałkowskie oko. Młynarzówka bogdaniecka jest unikatem, unikatem w skali regionu. Przepięknie położona, śliczna, choć rozpaczliwie potrzebuje remontu. Choć w mocno ograniczonym zakresie zwiedzać ją można i koła młyńskiego nie ma, to jednak ściąga turystów. Także dzieciaki z Gorzowa bywają tam zawożone, żeby zobaczyć, jak się piecze chleb czy też robi masło. I wiem to od zaprzyjaźnionych małych, że bardzo im się to podoba. Dobrze więc, że grosz, całkiem spory dodam, pójdzie na przywracanie świetności. Może uda się i koło przywrócić, może i część młyńska, jednak z czynnymi cały czas urządzeniami do mielenia zboża znów będzie dostępna dla zwiedzających.

No i po ostatnie, mam nadzieję, że remont nie wypłoszy z Bogdańca, z Młynarzówki tego Ducha, który w okna stuka i gości w gościnnych pokojach straszy. A że tam jest, to wiem od przemiłych znajomych, którzy gościli w Młynarzówce i słyszeli Ducha, który im spać nie dawał. Niech więc Młynarzówka zyskuje świetność i Ducha miejsca nie przegoni. Bo co to za miejsce bez własnego Ducha? No zwyczajnie bez sensu by to było….

Jednym słowem, dobrze i bardzo dobrze, że marszałkowska kasa na te cele pójdzie. Ja się cieszę, bo kultura zawsze cierpi na braki. Zawsze. Braki gotówki, dodam, bo z ludźmi to już inna sprawa.

Ps. Dziś świat filmu polskiego obchodzi półwiecze, 50. rocznicę premiery wybitnego filmu, czyli „Lalki” w reżyserii Wojciecha Jerzego Hasa. Nietaktem będzie opowiadanie, o czym „Lalka” jest – jedna z najlepszych polskich powieści dobry pozytywizmu autorstwa Bolesława Prusa, czyli Aleksandra Głowackiego (mego ukochanego autora tego okresu). Przypomnę tylko, że Stanisława Wokulskiego zagrał – genialnie Mariusz Dmochowski, Lalkę, czyli Izabelę Łęcką – Beata Tyszkiewicz, polska hrabina herbowa, Starego Subiekta Ignacego Rzeckiego – geniusz polskiego filmu Tadeusz Fijewski, Tomasza Łęckiego, ojca Lalki – Jan Kreczmar, a w tle wielu, bardzo wielu znakomitych polskich aktorów.

Mieszka w mieście wielu, którzy lubią dobre kino, niech sobie więc przypomną tę „Lalkę”. Nie ma lepszej ekranizacji tej genialnej powieści. Pół wieku, a jak się cały czas ogląda, oj jak…